Adam Godlewski: - Dlaczego w Wodzisławiu siedział pan ostatnio na ławce rezerwowych? To efekt wyjazdu na testy do Guingamp?
Marek Saganowski: - Cieszę, że padło to pytanie. Gdy wybierałem się do Francji, wszyscy w Odrze deklarowali, iż nie ma problemu. A po moim powrocie od razu zauważyłem, że trener Ryszard Wieczorek jest na mnie obrażony. Rozegrałem jednak dwa mecze, wypadłem całkiem nieźle, a dopiero potem przestałem, jak się wyrażał szkoleniowiec, pasować do koncepcji. To nie było fair.
- Nie był pan zaskoczony, że zawodnika z ławki średniaka z Wodzisławia chce zatrudnić mistrz Polski?
- Ależ byłem! Od momentu, w którym trener Odry przestał na mnie stawiać, chciałem zmienić klub. Nie sądziłem jednak, że zadzwonią działacze Legii. Tym bardziej, że nie kontaktowali się ze mną od początku maja. Wówczas rozmawiałem z dyrektorem Januszem Olędzkim, a później sprawa upadła. Sądziłem, że na zawsze.
- Ile pana kosztowała przeprowadzka na Łazienkowską?
- Dużo, ale to ja zaproponowałem taką formę rozliczeń z Odrą, więc nie będę się skarżył. Naprawdę trudno zrezygnować z ciężko zarobionych pieniędzy, ale to był jedyny sposób, żeby klub z Wodzisławia oddał mi kartę przed upływem kontraktu. Nikt nie byłby jednak zadowolony, gdyby nie otrzymał trzech miesięcznych pensji.
- Nie obawia się pan, że to wyrzeczenie może pójść na marne? Konkurencja w ataku Legii jest większa niż w Odrze.
- Skłamałbym mówiąc, iż nie mam obaw. W Warszawie trudno się przebić, ale nie ma sensu załamywać rąk. W październiku skończę dopiero 24 lata. Na pewno więc nie powiedziałem ostatniego słowa w polskim futbolu, niektórzy skreślili mnie przedwcześnie. To prawda, że w ostatnich sezonach zdobywałem mało bramek, ale często grałem w drugiej linii. No i brakowało mi stabilizacji. Mam nadzieję, że stolicy ją osiągnę i będę się spisywał co najmniej tak dobrze, jak w najlepszych latach w barwach ŁKS.
Rozmawiał Adam Godlewski
Wywiad
Mam obawy
środa, 4 września 2002 12:44
Marek Saganowskiźródło: Przegląd Sportowy