Tradycyjnie z nadziejami, ale również tradycyjnie bez pieniędzy przystąpią do nowego sezonu koszykarze warszawskiej Legii. O obliczu zespołu mają decydować w większości ci sami zawodnicy, którzy zakończyli poprzednie rozgrywki na siódmym miejscu. Pierwszy mecz już za tydzień we Wrocławiu.
Bez pieniędzy
W poprzednim sezonie legioniści zrealizowali cel, jakim był awans do play-offów. Plany na ten rok są podobne. "Chcielibyśmy powtórzyć tamten wynik i awansować do ósemki. Ale o celach na razie nie rozmawiamy. W trakcie rozgrywek zobaczymy, na co tak naprawdę stać ten zespół. Oczywiście marzy się nam awans do strefy medalowej, ale jak na razie żadnych deklaracji składać nie bedziemy" - mówi trener Legii, Jacek Gembal.
Pod wodzą tego doświadczonego szkoleniowca warszawski zespół po raz pierwszy od powrotu do ekstraklasy awansował do play-offów. Długo nie było jednak wiadomo, czy Gembal zostanie w Legii na kolejny sezon. Działacze nie potrafili bowiem znaleźć pieniędzy na wypłatę zaległych wynagrodzeń. Ani dla niego, ani dla koszykarzy. Pieniądze, a raczej ich brak, w dalszym ciągu spędzają im sen z powiek. Do momentu zamknięcia tego numeru NL nie została jeszcze podpisana żadna umowa sponsorska. Ale to ma się wkrótce zmienić. "W tym tygodniu powinny zostać sfinalizowane rozmowy z dwoma firmami. Pieniądze, które by nam w nich zagwarantowano, wystarczyłyby spokojnie na rozegranie 3/4 sezonu. Byłby więc czas, by szukać kolejnych chętnych do reklamowania się poprzez naszą sekcję" - uspokaja kierownik drużyny i jednocześnie asystent Gembala, Robert Chabelski.
Bez obcokrajowców
Na razie brakuje jednak funduszy na podpisanie umów z zawodnikami z zagranicy. Z tego też powodu pewna jeszcze przed tygodniem gra w legii Lee Shell Wilsona, stanęła pod dużym znakiem zapytania. Amerykański center, który znakomicie spisywał się w końcówce poprzednich rozgrywek zamiast do Warszawy, trafił do Czarnych Słupsk. "Mieliśmy już uzgodnione z Wilsonem warunki, na których miałby u nas występować" - twierdzi Chabelski. [b] "Otrzymałby podobne pieniądze, jak w ubiegłym roku. Okazało się jednak, że "potentat finansowy", jakim jest drużyna Czarnych, potrafił przebić naszą ofertę. Najwyraźniej Wilson wybiera Słupsk, bo liczy na pewne pieniądze. Może być pewien, że... ich nie dostanie". W składzie Legii zabraknie też rodaka wilsona, Marcusa Williamsa. Najlepszy strzelec zespołu zażądał pieniędzy, na które klubu nie było po prostu stać. "Jego uposażenie miałoby wzrosnąć blisko dwukrotnie, a my na tak drogiego zawodnika nie możemy sobie pozwolić. Choć nie ukrywam, że tej klasy koszykarz bardzo by się nam przydał" - mówi Chabelski. W Warszawie przebywał jeszcze Mike Vukowich, ale po dwóch dniach nie informując nikogo, wrócił do Stanów. Możliwe natomiast, że w najbliższym czasie na Bemowie stawi się MVP dwóch ostatnich sezonów ligii australijskiej, Mat Garrison. O ile oczywiście znajdą się na niego pieniądze. Poza dwójką Amerykanów, w Legii nie zobaczymy również Aleksija Karwaniena, który nie spełnił pokładanych w nim nadziei i przed kilkoma dniami podpisał kontrakt z jednym z klubów ligi fińskiej. Nie zagra też Wojciech Królik, który miał już kończyć karierę i podjąć się pracy asystenta w Pruszkowie, a odnalazł się w Polonii, w której zaczynał koszykarską karierę. W Legii nie zobaczymy już też Arnasa Kazlauskasa, który wybrał ofertę MKS-u i przeniósł się do Pruszkowa.
Kontraktów nie przedłuzyli również młodzi: Piotr Paprocki i Robert Żuk. Obaj chcą szukać szczęścia w Stanach. Ten drugi znalazł już tam nawet szkołę. Paprocki, choć miał kilka ofert z uniwersytetów, w dalszym ciągu przebywa w Polsce. Wyniki egzaminu potwierdzającego jego znajomość języka angielskiego przyszły... trzy tygodnie za późno.
Posiłki
W ich miejsce sprowadzono Aleksija Olszewskiego i Tomasza Przewrockiego z Mirpolu Białystok, a także Marcina Stokłosę z Czarnych Słupsk. Ten ostatni trafił do stolicy, gdy okazało się, że inny rozgrywający - Łukasz Jagoda z MKS-u - postanowił zostać w Stanach. Duże nadzieje wiąże się w klubie przede wszystkim z dwójką wyróżniających się graczy II - ligowych - Olszewskim i Przewrockim. Ten pierwszy jest silnym skrzydłowym i ma zastąpić Kazlauskasa. W poprzednim sezonie notował średnio 17 punktów, a także 6,7 zbiórek i 4,4 przechwytów na mecz, będąc jednocześnie najskuteczniejszym strzelcem zespołu. Drugi w tej klasyfikacji był... Przewrocki ze średnią 16,5 punktu. Niższy od Olszewskiego o osiem centymetrów zawodnik może grać jako rzucający obrońca i niski skrzydłowy. Poza instynktem strzeleckim jest również bardzo pożyteczny w grze obronnej. W kategorich sukcesu można też uznać zatrzymanie w stolicy Wojciecha Majchrzaka, który nie narzekał na brak ciekawych propozycji z zagranicy. O jego pozostaniu w Legii zadecydowała ponoć perspektywa gry w kadrze. "Maja" był już w niej próbowany wiosną, a teraz ma szansę znaleźć się w składzie, który rozpocznie walkę o finały mistrzostw Europy. Wyjazd mógłby go wyrzucić poza kręgi zainteresowań selekcjonera Dariusza Szczubiała.
Do Warszawy wraca natomiast wychowanek klubu, Kamil Sulima. Obdarzony dużym talentem rzutowym zawodnik przez rok nadrabiał zaległości przede wszystkim dotyczące gry w obronie, w I ligowym AZS Lublin. Teraz nic nie wskazuje na to, aby miał jakiekolwiek problemy z miejscem w meczowej dziesiątce. O to będą walczyć inni zdolni juniorzy, z Karolem Dębskim, Bartłomijem Błaszczykiem i Kamilem Kozłowskim na czele. Ten ostatni w pierwszym zespole pojawił się już w poprzednim sezonie. Błaszczyk grał w seniorach nawet wcześnej, ale ostatni rok wraz z Sulimą spędził w Lublinie. Osiemnastoletni Dębski wraz z rówieśnikiem - Grzegorzem Malewskim i Piotrem Otto tego zaszczytu dostąpili dopiero teraz. "Na razie to melodia przyszłości. Są zdolni, ale muszą jeszcze wiele pracować" - zgodnie oceniają ich szanse na grę Gembal i Chabelski.
Przygotowania
Centralnym punktem przygotowań do sezonu były dwa zgrupowania - w Rytrze i w Rowach. Podczas tego pierwszego koszykarzom brakowało chyba tylko ptasiego mleka, hotel zagwarantował im bowiem jeden z negocjujących właśnie z klubem warunki współpracy potencjalnych sponsorów. Pod koniec sierpnia koszykarze wybierali się jeszcze do Korei Północnej, gdzie mieli rozegrać cztery mecze z reprezentacją tego kraju. Ostatecznie dojechali tylko na Litwę. Wrzesień poświęcono na ostatnie przedligowe sprawdziany - rozgrywany przed kilku dniami turniej Mazovia Cup, a także zaplanowany na najbliższy weekend turniej w Ostrowii Wielkopolskiej. "Po nich bedziemy już zdecydowanie mądrzejsi. Także co do tego, na jakich pozycjach potrzebujemy jeszcze wzmocnień" - twierdzi Chabelski. Pewnym uniedogodnieniem jest natomiast remont hali przy Obrońców Tobruku, która została przejęta przez gminę Bemowo. To dlatego legioniści tułają się ostatnio po obiektach AWF-u i pruszkowskiego MKS-u. Za tydziń mają już jednak wrócić na stare śmieci. Choć zdaniem dobrze zorientowanych należy się cieszyć, że dwa pierwsze spotkania w PLK podopieczni Gembala rozegrają na wyjazdach - ze Śląskiem i Prokomem - bo szanse na oddanie hali w terminie, czyli do 15 września, są ponoć niewielkie.
Felieton
Bez pieniędzy
piątek, 13 września 2002 12:13
Nasza Legiaźródło: Nasza Legia