Stało się. Kolejny były legionista powrócił do naszej słabej, ale gościnnej ligi i jeśli ktoś jeszcze wierzył w takie cuda, jak przywiązanie do barw klubowych, to postępowanie snajpera rodem z Klewek, to wspaniałe panaceum na niedorzeczne pomysły o szanowaniu barw klubowych, czy poszanowaniu samych siebie przez piłkarzy. Oto, po średnio udanym sezonie, wspaniały goleador wędruje do Chin w celu podnoszenia...., no właśnie, czego? Kwalifikacji zawodowych, językowych, czy raczej stanu konta? Może szczwany lis Czereszewski po prostu skorzystał z wycieczki i niepowtarzalnej okazji zwiedzenia wielce egzotycznego i, trzeba przyznać, krajoznawczo bardzo ciekawego kraju, za co nie dość, że nie musiał płacić szmalu, to jeszcze jemu zapłacili? Bo chyba nie chodziło o walory piłkarskie skośnookich zawodowców? Po krótkim pobycie „na saksach” wraca do kraju i można by się spodziewać choć skruszenia z powodu wygłupu, ale gdzie tam! Opowiada, jak to drużyna się okazała nie tym, czym miała być itd. Wiara w grę w drużynie walczącej o mistrzostwo Chin to przykład lotności umysłowej naszego bohatera. Po powrocie strzela kilka bramek i przyczynia się do mistrzostwa Legii, ale to tylko dowodzi głupoty wyjazdu do Chin. A może to rodzaj tamtejszego treningu (połączonego z tai-chi) sprawił, że Czereszewski po powrocie wchodzi na zmiany i strzela ważne gole? Niestety nasz bohater długo miejsca w Legii nie zagrzał, bo co tam gra o Ligę Mistrzów! Zawodnik rozumuje, skądinąd słusznie: szanse mamy nikłe, wszyscy rozsądni stąd wieją, żaden poważny zachodni klub już mnie nie kupi a jeszcze się zbłaźnimy w rundzie wstępnej i kontrakt nawet z Cyprem diabli wezmą, a konto musie się zgadzać! I znowu, o święta naiwności, ktoś biedaka oszukał! Nie wywiązał się z kontraktu i masz babo placek, trzeba wracać na stare śmieci. Piłkarz bynajmniej w swoje nieprzeciętne zdolności nie wątpi i żąda wyższego kontraktu, w końcu chciał strzelać bramki na Cyprze, ale się na nim nie poznali. Albo to niepoważni ludzie, którzy tylko patrzą, jak kogoś do wiatru wystawić. Szkoda, że nie wpadł na to wcześniej!
Wszyscy kibice się cieszą, oto wraca syn marnotrawny, pal licho, co zrobił, to zrobił, mamy kłopoty z ofensywą, będzie komu bramki strzelać. Jak grom z jasnego nieba spada wiadomość, że owszem snajper wraca, ale ewentualne bramki to on będzie strzelać, ale Legii, a nie dla Legii. Powód? Zakłócenia na łączach między Polską a Cyprem, on mówi co innego, a w Polsce w słuchawce prezesa Trylnika słychać coś innego. To pewnie wina Telekomunikacji Polskiej.
Jak normalnie myślący kibic ma uwierzyć w takie cuda, że w Lechu dali mu więcej niż w Legii?! Takie wytłumaczenie byłoby jednak dla mnie jako kibica Legii chyba najlepsze, bo jak sobie pomyślę, że zawodnik stanowiący jeszcze niedawno o sile ataku Legii, idzie do Poznania, do słabego beniaminka, który będzie walczyć o utrzymanie, tylko dla pieniędzy, to... chyba lepiej nie pisać, bo będzie niekulturalnie. I, jak zwykle bywa z byłymi zawodnikami, jeszcze nam strzeli bramkę i to w barwach znienawidzonych pyr...
Przejechałam się po przykładzie Czereszewskiego, ale to dotyczy nie tylko jego. Kucharskiemu po powrocie na polskie boiska też Olsztyn, wiecznie na granicy biedy, dał więcej niż Warszawa. Dla pieniędzy odszedł za granicę Szamotulski, wrócił i grał w barwach Śląska, a teraz Amiki.
Panowie piłkarze, ja Wam nie mam za złe, że gonicie jak sportowe córy Koryntu za pieniędzmi, ale nie mówcie potem, że swój klub nosicie w sercu. Nie można grać np. w Amice, przed meczem opowiadać, że liczy się dobro obecnej drużyny i nosić jednocześnie Legię w sercu.
Może ten artykuł wynika z rozgoryczenia postępowaniem Czereszewskiego, bo o ile odejście do Stomilu Kucharskiego można wytłumaczyć nierozwiązywalną różnicą zdań między działaczami a krewkim Czarkiem, to zachowanie pana Cz. to już szczyt braku ambicji i pogoni za forsą. Ja go brawami na naszym stadionie nie powitam.
Felieton
Czereszewski Show
wtorek, 17 września 2002 11:27
Monique