- Który raz dotknął Pan piłkę przy idealnym podaniu do Stanko Svitlicy, otwierającym drogę do bramki?
Jacek Magiera: To chyba był mój trzeci kontakt z piłką. Musiałbym to dokładnie przeanalizować, ale na pewno był to jeden z pierwszych. Widziałem Stanka, machał do mnie, żebym mu zagrał, więc dostał idealną piłkę i zrobił to, co do napastnika należało, czyli strzelił bramkę. Tak otworzyliśmy wynik, bo do tego momentu bardzo trudno się grało.
- Można Pana śmiało nazwać jokerem w talii Dragomira Okuki.
- To zdanie dziennikarzy. Ja chciałbym grać od początku, bo ambicją każdego piłkarza są występy od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Ale to trener ustala skład i na razie sadza mnie na ławce.
- Bardzo się denerwowaliście na ławce, obserwując pierwszą - bezbramkową - połowę?
- Szczerze mówiąc na ławce był duży spokój, mieliśmy przeczucie, że mimo wszystko będzie dobrze. Nikt się nie denerwował, tylko trenerzy przeżywali, jak zawsze zresztą. Ale zawodnicy rezerwowi bez nerwów czekali na rozwój wypadków i mieli rację, bo wygraliśmy.
- Dostał Pan od trenera jakieś specjalne instrukcje przed wejściem na boisko?
- Żadnych specjalnych instrukcji nie dostałem, miałem po prostu wejść na miejsce Adama Majewskiego i wnieść coś nowego do gry. Wiadomo, że każdy zawodnik, który gra, swoją postawą wnosi coś do meczu.
- Ciężko gra się przeciw takiemu zespołowi jak GKS, który w każdym meczu stara się przede wszystkim nie stracić bramki?
- GKS gra nieźle, ale dzisiaj było widać, że to my jesteśmy zdecydowanie lepszą drużyną i zasłużenie wygraliśmy.