Piłkarze na dywaniku po porażce w Bydgoszczy - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA

Relacja z trybun: Legia grać! (VIDEO)

Bodziach, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Niezbyt często przyszło nam w ostatnich latach jeździć do Bydgoszczy. Właściwie byliśmy tam tylko dwukrotnie - raz na finale Pucharu Polski z Pogonią, raz na naszym finale z Lechem. Tym razem przyszło nam jechać na ligę w środku tygodnia, zaledwie trzy dni po wyjeździe do Poznania, ale obawy o naszą frekwencję były nieuzasadnione. Zainteresowanie wyjazdem było spore, szczególnie biorąc pod uwagę powyższe względy.

Bez wymówek
Zapisy na wyjazd do Bydgoszczy prowadzone były w ciągu dwóch dni oraz na sektorze w Poznaniu. Ostatecznie nie wykorzystaliśmy pełnej puli wejściówek - 1900 sztuk, ale niewiele do tego zabrakło. Część osób nie mogła urwać się w środę z roboty, inni nie wyrobiliby się na czwartkowy dyżur, a jeszcze inni pojechali już "na groby". Bez względu na różne wymówki - "szkoła, praca, dziewczyna, rodzina - wszystko to nie obchodzi dziś mnie, kiedy gra ukochana drużyna...". No więc skoro Legia gra w Bydgoszczy, trzeba jechać do Bydgoszczy.



Spóźnieni
Zbiórka na Łazienkowskiej została wyznaczona na 14:30, na 6 godzin przed rozpoczęciem meczu. Wydawało się, że zapas czasowy jest wystarczający, ale życie zweryfikowało nasze plany. Kawalkada legionistów przyjechała do Bydgoszczy i zaparkowała pojazdy ponad kilometr od stadionu. Na parkingu przy sektorze gości zaparkowały jedynie trzy autokary z Chełmży i Brodnicy. Trzeba przyznać, że nasze fankluby z Chełmży (180 osób), Brodnicy i Kwidzyna, tego dnia pokazały się z bardzo dobrej strony. Wchodzenie na sektor nie było może jakoś strasznie uciążliwe, ale też nie na tyle sprawne byśmy przed meczem całą grupą weszli na stadion.

Pierwsza połowa bez dopingu
W związku z powyższym zapadła decyzja, że doping rozpoczniemy dopiero wtedy, gdy cała nasza ekipa będzie już na sektorze. Na wyjście piłkarzy odśpiewaliśmy w kilkaset osób "Mistrzem Polski jest Legia", a później jedynie obserwowaliśmy to co działo się na boisku. Poczynania naszych zawodników, a szczególnie ich zaangażowanie tego dnia to temat na osobną historię. Zawisza wystawił liczny młyn, który angażował się w doping od pierwszej do ostatniej minuty. Trzeba przyznać, że bydgoszczanie nawet bez wsparcia pozostałych trybun (spoza młyna), prezentowali się wokalnie naprawdę nieźle. Wpływ na ich doping bez wątpienia miał także korzystny wynik.

HWDP
W pierwszej połowie fani Legii dali o sobie znać jeszcze dwukrotnie - najpierw skandując "Hej k... wpuśćcie kibiców", a później, po pojawieniu się na murawie 'białych kasków' - "Zawsze i wszędzie...". Zawisza tymczasem w trakcie pierwszej połowy zaprezentował oprawę składającą się z kartoników tworzących barwy oraz pasów materiału tworzących hasło "HWDP". Co prawda odpowiednie rozwinięcie całości zajęło im trochę czasu, ale przesłanie spodobało się wszystkim na trybunach. Później gospodarze odpalili do tej prezentacji trochę pirotechniki. Legioniści kilkakrotnie skandowali w tym czasie "Zawsze i wszędzie", zaś Zawisza śpiewał przez kilka minut "Lalalalalala Ch... w d... psom".

Doping poniżej możliwości
W przerwie w sektorze gości wywieszone zostały nasze płótna: "Jesteśmy Waszą Stolicą", "Legia" Boras", Olimpia Elbląg, "Kwidzyn", "Brodnica", "Chełmża". Gdy nasi piłkarze wyszli na drugą połowę, ruszyliśmy z dopingiem zaczynając od "Jesteśmy zawsze tam...". Później przyszedł czas na "Hit z Wiednia", który ostatnio wychodził nam naprawdę ekstra. Tym razem jednak mieliśmy niemałe problemy ze zgraniem się z bębnami i efekt nie był taki, jak choćby w Poznaniu. Zresztą w ciągu drugich 45 minut jakoś nie mogliśmy rozkręcić się na dobre. Nawet nie wiadomo czym to tłumaczyć. Bardzo dobra liczba, dwa bębny, raptem 45 minut zdzierania gardeł... a jakoś nie mogło zaskoczyć. Odśpiewaliśmy co prawda głośniej m.in. "Moją jedyną miłość", czy "Szkoła, praca", ale do pełni możliwości brakowało sporo.

Bluzgi po meczu
W trakcie całego meczu, z obu stron nie było żadnych wyzwisk. Obie ekipy skupiały się na dopingu dla swoich drużyn. Dopiero po końcowym gwizdku sędziego, z naszego sektora poleciało "Trzyliterowa..." - pod adresem łódzkiej zgody Zawiszy. No i... zaczęło się obustronne bluzganie. W międzyczasie pod nasz sektor podeszli piłkarze, którzy tego dnia nie pokazali nawet przez moment, ze zależy im na wygranej. Zamiast walczyć, przeszli koło meczu. Zamiast wspólnych śpiewów, były więc okrzyki - "Walczyć trenować, Warszawa musi panować" oraz "Legia grać, k... mać". Trzeba przyznać, że tak "bezjajecznej" postawy naszych piłkarzy nie widzieliśmy już dawno.



Dłuższa przerwa wyjazdowa
Już w sobotę kolejny mecz naszego zespołu - na Łazienkowskiej podejmować będziemy Zagłębie Lubin. Jak na razie sprzedaż biletów idzie równie opornie co na mecz z Piastem. Naprawdę nie chcecie uczestniczyć w oprawie przygotowanej przez NS? Jeśli chodzi o wyjazdy, to czeka nas kilka tygodni przerwy. Kolejny raz będziemy mogli wspierać Legię dopiero w grudniu, kiedy pojedziemy do Gdańska.

P.S. W sektorze gości jeden z kibiców zgubił telefon. Będzie on do odebrania w sobotę na meczu z Zagłębiem.

Frekwencja: 12789
Kibiców gości: 1750
Flagi gości: 6

Doping Zawiszy: 9
Doping Legii: 6

Autor: Bodziach


przeczytaj więcej o:
REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.