Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Pięć zwycięstw na koncie...

czwartek, 7 listopada 2002 12:09
Dariusz Szczubiałźródło: Gazeta Wyborcza

- Panie trenerze, we wtorek wizytował Pan rzeszowską halę na Podpromiu, w której reprezentacja zagra najbliższe mecze eliminacyjne do Mistrzostw Europy w 2003 roku. Jakie wrażenia?

Dariusz Szczubiał, trener reprezentacji Polski koszykarzy: Hala jest bardzo ładna. Niestety nic nie mogę powiedzieć o tym, jak będzie się tam grało w koszykówkę, bo nawet nie widziałem rozłożonych koszy. Ale myślę, że będzie dobrze. Zresztą jak wygramy to będziemy mówili, że jest dobra, jak nie - to wszystko będzie na nią [śmiech]. Mam nadzieję, że będzie inaczej niż we Włocławku, gdzie hala jest szczęśliwa, ale dla drużyn przyjezdnych.


- 14 listopada rozpoczynacie zgrupowanie, a już sześć dni później gracie z Łotwą. Czy tyle czasu pozwoli zawodnikom na tyle oswoić się z tym obiektem, żeby był on waszym handicapem?

- To są zawodowcy i nie powinni mieć z tym problemów. Zawsze będziemy mieli tą przewagę nad przeciwnikiem, że oni będą mieli tylko dwa treningi, a my kilkanaście. Kilka lat temu, gdy w reprezentacji było pięciu-sześciu graczy Śląska Wrocław, to spokojnie można było robić mecze w Hali Ludowej. Teraz gracze są z różnych klubów i atut boiska ma mniejsze znaczenie. Głównie chodzi o atmosferę i doping publiczności, by chłopcy czuli wspomaganie z trybun i ciepło. By czuli, że grają u siebie. Dlatego m.in. wybraliśmy Rzeszów. Znam ten region z doświadczeń boiskowych i wiem, że są tu kibice doskonale znający się na koszykówce. Co prawda teraz koszykówka rzeszowska przeżywa kłopoty, ale ludzie znają się na tej dyscyplinie, co jest bardzo istotne. Być może przyjazd reprezentacji będzie impulsem do tego, by odbudować potęgę Resovii. Chociaż zniszczyć coś jest bardzo łatwo, ale odbudować dużo trudniej.


- Liczy więc Pan na gorący i głośny doping licznie przybyłych kibiców.

- Chcemy, by kibice byli naszym szóstym zawodnikiem, żeby przyszli i byli obecni. Później to już będzie kwestia rozwoju wypadków na boisku. Ale chłopakom zdecydowanie lepiej gra się przy pełnych trybunach. Poza tym kibice nie powinni patrzeć na nas przez pryzmat klubowej koszykówki, a przez pryzmat reprezentacji Polski.


- Czy przed meczami eliminacyjnymi rozegracie jakiś mecz sparingowy?

- 17 listopada odbędzie się gra treningowa z Polonią Warszawa, podczas której gracze Polonii będą wykonywać pewne rzeczy, które robi najbliższy przeciwnik. Trening będzie zamknięty, by wyeliminować element ostrej rywalizacji. Zwykle, jak jest publicznoiść albo dzienniakrze, to zaczyna się od razu ostra walka. A nie jest mi to potrzebne na trzy dni przed spotkaniem z Łotwą.


- Dlaczego akurat Rzeszów, a nie Wrocław, Włocławek czy Bydgoszcz?

- Wrocław wchodził w grę, ale Hala Ludowa jest w tym czasie zajęta. Włocławek już był, a chcąc promować dyscyplinę dajemy szansę innemu ośrodkowi. Pierwszym atutem Rzeszowa jest bardzo ładny obiekt, drugi atut to koszykarskie tradycje regionu. Do tego dochodzą dobre warunki bytowe, czyli profesjonalnie zarzadzany Hotel Prezydencki, w którym zamieszkamy. We Włocławku z bazą hotelową jest problem, mieszkaliśmy tam poza miastem i na każdy trening dojeżdżaliśmy pół godziny. Nie wspomnę o przeciwnikach, którzy byli zakwaterowani w Ciechocinku. We Włocławku już długo jest czołowa drużyna w ekstraklasie i tam właśnie patrzy się na koszykówkę przez pryzmat klubu. Zresztą to nie dotyczy tylko Włocławka, ale wszystkich miast, gdzie są czołowe drużyny. Tam zawsze występuje element lokalnego patriotyzmu, a ja chcę, żeby to był patriotyzm narodowy. Stąd uważam, że w Rzeszowie możemy być lepiej dopingowani i wspomagani przez kibiców niż w innych miastach. Oczywiście tu nie tylko Rzeszów wchodził w grę. Jest nowy piękny obiekt w Bydgoszczy, który także sprzyja naszym zamierzeniom, by uciekać z tych miejsc, gdzie jest ekstraklasa. Należy też dodać, że związek prowadzi pewnego rodzaju politykę, by promować reprezentację i szukać kolejnych sponsorów poprzez właśnie organizowanie meczów w nowych miejscach.


- Po pierwszej rundzie Polska ma na koncie dwa zwycięstwa i trzy porażki. Jaki jest cel reprezentacji na rundę rewanżową?

- Realne jest wygranie wszystkich pięciu spotkań, chociaż zwycięstwo we Francji byłoby dużą niespodzianką. Natomiast pozostałe cztery mecze, jeśli moi podopieczni będą w formie i w pełnej dyspozycji, powinni wygrać. Ale grupa jest bardzo wyrównana. Mówiło się, że słabe są Węgry, które moim zdaniem są drugą siłą w tej grupie. Tym bardziej, że do tego zespołu dojdzie kilku czołowych graczy, którzy nie grali w pierwszej rundzie. Będą to Robert Gulyas, który mierzy 214 cm i jest czołowym centrem ligi francuskiej i grający w Żalgirisie Kowno, Kornel David, zawodnik, który w latach 1999-2001 grał w NBA, m.in. w Chicago Bulls. To będzie jeszcze silniejsza drużyna niż w pierwszej rundzie.


Plany są takie, by po tych trzech najbliższych meczach z Łotwą, Estonią i Węgrami był bilans 5-3, ale nie będzie samobójstwa, jeśli wygramy tylko dwa mecze. Wygrać w Estonii jest bardzo ciężko, tam koszykówka jest sportem narodowym, a w reprezentacji grają doświadczeni gracze. Gdyby udało nam się tam wygrać, to byłbym spokojny o awans, jeśli nie - to będziemy musieli poczekać do stycznia. Jesteśmy w trochę gorszej sytuacji, bo w ostatnich latach nie mieliśmy dłuższych przygotowań do dużej imprezy. Wszystkie drużyny, które grają z nami w grupie, takie przygotowanie przechodziły. Czy to do finałów Mistrzostw Europy czy do preeliminacji, jak Białoruś czy Węgry. My zbieramy się na kilka dni przed samymi meczami, brakuje jednej dużej imprezy, przed którą można byłoby zebrać wszystkich najlepszych graczy z kraju i z zagranicy, z uniwersytetów amerykańskich, czy NBA. Gdyby można było z nimi spokojnie miesiąc lub dwa popracować, to na jakiś dłuższy okres czasu dałoby to efekty.


- Jest szansa, by poprzez awans do finałów Mistrzostw Europy bardziej wypromować reprezentacyjną koszykówkę w Polsce...

- Reprezentacja powinna być lokomotywą. Ale trzeba pamiętać o tym, że główne środki są w tej chwili w klubach. Oczywiście nikt ich tam nie daje, oni sobie sami to zdobywają. Niestety trochę nie docenia się roli reprezentacji, a to właśnie przez wyniki osiągane przez reprezentację będzie się patrzyło na koszykówkę w Polsce. Nie przez wyniki Śląska Wrocław, którego jeszcze długo nie będzie stać na to, żeby być w czołówce Euroligi. Do tego potrzeba budżetu co najmniej pięć razy większego niż w tej chwili. Najlepsi gracze, którzy decydują o obliczu drużyny są bardzo drodzy i jest ich niewielu. Gdyby Śląsk było stać np. na Dejana Bodirogę, mógłby śmiało walczyć o czołowe miejsca w Eurolidze. Z tym budżetem, jaki Śląsk ma teraz, w Eurolidze będzie raz wyżej raz niżej, w kraju będzie walczyć o mistrzostwo, ale nie przeskoczy pewnych barier. Reprezentacja w Polsce ma szansę tylko wtedy, gdy wszyscy się zgodzą na to, że to ona jest ważna i dobrze byłoby, gdyby osiągnęła jakiś sukces. Takim sukcesem byłby awans do Mistrzostw Europy, który jest możliwy. Dotychczasowy wynik jest nieadekwatny do możliwości tej drużyny. Powinno być 3-2, a nie 2-3.


- Zadecydował o tym przegrany w końcówce mecz z Francją...

- Sama końcówka była dobrze przygotowana. W ostatniej akcji Maciek Zieliński rzucał po dobrej zasłonie z linii rzutów wolnych. Lepiej nie mogliśmy tego rozegrać. Wszystko zaczęło się wcześniej, gdy roztrwoniliśmy dużą przewagę. Moim podopiecznym zabrakło doświadczenia, a w odwrotnej sytuacji Francuzi na pewno by nie przegrali. Chłopcy, mimo że nie było Dominika Tomczyka, zagrali bardzo dobre zawody. Ale końcówki meczów wygrywają indywidualności, takie jak właśnie np. Bodiroga. Jak prowadziłem Pogoń Rudę Śląską miałem Antoine'a Jouberta, który na dziesięć końcówek wygrywał mi osiem. Jakbym miał wyrównany zespół, to byłoby odwrotnie. Naszą szansą jest zespół, nie mamy indywidualności. To nie jest tak, że oni nie potrafią grać w koszykówkę, ale formuła open w polskiej lidze powoduje, że nie znaczą oni dla klubów, tyle co powinni. Trzeba też pamiętać, że kluby inaczej przygotowują zawodników do sezonu, bo najważniejsze są play offy. Do grudnia trzeba grać dobrze, a od stycznia zaczyna się praca przed play off. W styczniu tego roku zawodnicy byli w zdecydowanie gorszej dyspozycji niż w listopadzie ubiegłego roku. To się wyczuwało. Teraz pozostaje tylko problem zgrania tych ludzi, którzy nie grają zbyt dużo. Ale to może być akurat mobilizujące, gdyż chłopaki przyjadą na mecze reprezentacji i może dobrą grą będą chcieli pokazać, że ktoś traktuje ich niesprawiedliwie.


- Czyli jest konflikt interesów między Polską Ligą Koszykówki, a Polskim Związkiem Koszykówki...

- Konfliktu nie ma. Koszykówka jest grą, która nie tylko w Polsce promowana jest przez kluby. Mistrzostwa Świata w Indianapolis nie cieszyły się dużą oglądalnością, bo w Stanach Zjednoczonych Mistrzostwa Świata to rozgrywki NBA. W Europie wiodąca jest Euroliga, gdzie są są pieniądze. My jako reprezentacja gramy o coś praktycznie pięć razy w roku. Do tego dochodzą imprezy typu Mistrzostwa Świata, Europy czy Olimpiada. Generalnie wszystkie środki są skoncentrowane w klubach. Mimo to reprezentacyjna koszykówka przeżywa w tej chwili renesans, poziom gier jest bardzo wysoki, coraz więcej graczy w NBA jest spoza USA. Pokazały to Mistrzostwa Świata w Indianapolis. Pięć czy sześć lat temu nie wszyscy gracze podchodzili do gry w reprezentacji z pełnym zaangazowaniem. Teraz to się zmieniło. Wszyscy chcą grać, mało kto odmawia i drużyny narodowe są bardzo silne.


- Czy Pan też był w takiej sytuacji, że nikt nie odmówił gry w reprezentacji?

- Nikt mi nie odmówił, mimo że gra w reprezentacji to głównie honor. Zawodnicy chętnie przyjeżdżają, teraz jest tylko kwestia, w jakiej będą dyspozycji. Być może gorszy początek eliminacji i zła sytuacja zawodników z reprezentacji w klubach spowodują, że będą oni bardzo ostro walczyć, szarpać. A koszykówka jest ciekawa gdy ludzie "biją" się na parkiecie. Idzie ku lepszemu także jeśli chodzi o pokazywanie reprezentacji w telewizji. Gdy graliśmy we Włocławku, nasze mecze nie zostały uwzględnione w programie tygodniowym i do końca nie wiedzieliśmy, o której będziemy grali i czy w ogóle będzie transmisja w telewizji. Na konferencji prasowej po meczu zapytałem przedstawiciela telewizji, jak mogą narzekać, że mecze reprezentacji mają słabą oglądalność, skoro nie było ich w programie? Albo się umawiamy, że reprezentacja to jest coś, albo nie. Teraz mamy zapewnienie, że mecze z Łotwą i Węgrami będą pokazywane na żywo w regionalnej Trójce o godz. 16.40.


- Po przerwie spowodowanej kontuzją do reprezentacji wraca Joseph McNaull. Chyba bardzo liczy Pan na tego zawodnika...

- Liczę na jego mądrość i wiedzę. Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, to w dwóch ostatnich meczach nieźle to wyglądało. Umówiliśmy się, że będzie grał tyle, ile będzie mógł. Na pewno nie jest tak sprawny jak przed kontuzją, dlatego też powołaliśmy jeszcze Kordiana Korytka i Piotra Szybilskiego. Ale na pewno Joe nam dużo pomoże. Jest człowiekiem, który potrafi stworzyć dobrą atmosferę w zespole, prawdziwy Polak.


- W reprezentacji zabrakło miejsca dla utalentowanych Roberta Skibniewskiego i Macieja Lampe...

- Skibniewski musi jeszcze trochę poczekać. Na razie nie ma gwarancji, że będzie pierwszym rozgrywającym w Polsce. Jest utalentowany, a sytuacja kadrowa zmusza trenera Winnickiego, by Skibniewski grał dużo. To akurat dobrze dla mnie, ale sama drużyna Śląska na tym cierpi. To nie jest jeszcze ten poziom, który by gwarantował skuteczną grę w reprezentacji.


Lampe gra w Realu Madryt też tylko dlatego, że jest tam zła sytuacja kadrowa. Niestety nie wypadł rewelacyjnie na Mistrzostwach Europy juniorów, gdzie miał być liderem naszej drużyny, a nie był. Maciej nie jest opoką Realu, ale niewątpliwie jest utalentowany i jeśli będzie nadal dużo grał, to w najbliższym czasie będzie można skorzstać z jego usług. Teraz na pewno nie spowodowałby postępu drużyny narodowej. Na razie razem ze Skibniewskim, Koszarkiem i innymi mogą ogrywać się w meczach reprezentacji juniorów.


- Jakie są szanse na grę w reprezentacji Wojciecha Myrdy?

- Wojtek ostatnio był w Sopocie i grał przeciwko Prokomowi. Niestety nie wyszedł mu ten mecz. Widać było, że bardzo chciał się pokazać, bo mecz był w Polsce, przyjechała mama, obecny był trener kadry. Początek miał nieszczęśliwy, nie wyszło mu kilka zagrań i trener posadził go na ławce. Moim zdaniem powinien mu dać dwie minuty na ochłonięcie. A on go wypuścił dopiero na ostatnie siedem minut meczu. Rozmawiałem z Wojtkiem po meczu, był mocno podłamany. W tej chwili jeszcze nie jest brany pod uwagę, jeśli chodzi o grę w reprezentacji, ale jeśli awansujemy, to na pewno weźmie udział w zgrupowaniu przed mistrzostwami. Wojtek zdecydowanie lepiej gra w obronie niż w ataku. Dobrze blokuje, dobrze zbiera piłki z tablicy, ale szwankuje u niego praca nóg. To nie pozwala mu wykonać szybkiego manewru, by minąć przeciwnika, zarówno w sytuacji jeden na jeden w ataku, jak i przy zbiórkach. Myrda bardzo dobrze wypadł trzy lata temu podczas spotkań kadry B w Jaworznie i Sosnowcu. Później na mecz ze Szwecją przyjechał po kontuzji i grał bardzo słabo. Zresztą przyszedł do mnie po meczu i przepraszał za swoją grę. Ale gra w mocnej lidze rosyjskiej i ma możliwości rozwoju.


- A jaka jest szansa na grę w reprezentacji pierwszego Polaka w NBA, Cezarego Trybańskiego?

- Trybański może zagrać tylko w okresie przerwy w NBA. Czyli jeśli awansujemy do finałów Mistrzostw Europy, chociaż nie jestem przekonany, czy zostałby podstawowym graczem reprezentacji.


- Często zarzucano, że nie zauważył Pan talentu Trybańskiego...

- Czarek jest bardzo utalentowany, ma 215 cm, rusza się bardzo dobrze, a w NBA teraz brakuje centrów. W kadrze był od dwóch lat. Zresztą w sierpniu zeszłego roku graliśmy turniej w Grecji, a Trybański był naszym podstawowym centrem, bo w tym samym czasie druga kadra pojechała do Turcji. I on razem z Wiktorem Grudzińskim spowodował, że Grecja przez trzy kwarty nie mogła z nami wygrać. Przed ostatnią kwartą zdenerwowany trener grecki powiedział sędziom, zresztą też Grekom, że mecz jest w telewizji, ma na celu promowanie koszykówki greckiej. Niech więc przestaną się wygłupiać. Skończyło się tym, że przegraliśmy 20 punktami. A jak my gramy u siebie np. ze Szwecją, to sędziuje nam Szwed i już po 10 minutach przegrywamy dwudziestoma punktami. Żaden kraj orgaznizując turniej towarzyski, nie pozwoli, by wygrał ktoś inny.


- A zaskoczyło Pana to, że Trybański podpisał kontrakt z Memphis Grizzlies?

- Bardzo i jego zresztą też. Tydzień przed podpisaniem przez niego umowy byłem w Niemczech z reprezentacją juniorów i Czarek zadzwonił do mnie. Porozmawialiśmy na różne tematy, a na koniec on półżartem spytał: - I co trenerze będzie jeśli nie przyjadę na zgrupowanie? Jaka będzie kara? Ja mu powiedziałem, że jak podpisze kontrakt za pięć milionów dolarów, to za karę 10 procent tej sumy wpłaci do związku. Ten oczywiście o mało nie przewrócił się ze śmiechu, a za tydzień podpisał kontrakt na 4,8 milionów dolarów. I cały czas czekam na te 480 tysięcy, które bardzo wspomogłyby związek. Ale będąc w Indianapolis rozmawiałem z jego agentem i zapraszał mnie na Mecz Gwiazd NBA, więc może wtedy otrzymam kopertę [śmiech].


Rozmawiał Tomasz Welc

Podaj ten news dalej: