Co zrobić, żeby przekonać władze PZPN-u do wyboru sensownego selekcjonera kadry narodowej? Wiadomo, w Polsce na futbolu i medycynie zna się prawie każdy, dlatego jeszcze od biedy mogę zrozumieć lekceważenie przez Michała Listkiewicza woli zdecydowanej większości polskich kibiców. Jednak w przypadku Bońka to kibice mieli rację, nie PZPN. Sądzę, że tym razem jest podobnie. PZPN nie lubi słuchać kibiców, co widać chociażby po tak śmiesznym posunięciu, jak staranne unikanie wszelkich ankiet na temat nowego selekcjonera na stronie PZPN-u. O ile w każdym większym serwisie można sobie
zagłosować za Engelem lub Kasperczakiem, to na stronie PZPN-u są pytania czy sezon był dobry itp... ale nic o nowym trenerze.
Jestem ostatnią osobą, która opowiada się za uznaniem popularności człowieka wśród kibiców za główny argument za powołaniem go na stanowisko selekcjonera kadry narodowej. Nie podjąłbym się doradzenia w takiej kwestii, pamiętając jak bardzo myliłem się, gdy powoływano Jerzego Engela. Po wspaniałych eliminacjach zamilkłem i choć później nie wierzyłem w sukces Zbigniewa Bońka a zwolnienie Jerzego Engela było dla mnie przedwczesne i nieprzemyślane, wstrzymywałem się od komentarzy. Teraz jednak trzeba zabrać
głos, bo jak sądzę w sprawie wyboru nowego selekcjonera kadry narodowej kryteria sportowe przestały się liczyć. Skoro tak, to czemu nie zabrać głosu w dyskusji?
Na piłkarskiej giełdzie pojawiają się różne nazwiska, o każdym z kandydatów można powiedzieć wiele, ale najlepszym miernikiem jest wiedza i dotychczasowe sukcesy, a tutaj praktycznie liczą się dwa nazwiska:
Stefan Majewski - zero sukcesów nawet w naszej lidze, zero pracy z
młodzieżówką czy innymi reprezentacjami - o zgrozo, faworyt Listkiewicza.
Andrzej Strejlau - kiedyś miał sukcesy... ale dawno, próba prowadzenia przez niego pierwszej reprezentacji w połowie lat 90-tych skończyła się fatalnie
Antoni Piechniczek - j.w.
Franciszek Smuda - podobnie jak Janusz Wójcik miał niekonwencjonalne metody pracy z zawodnikami, świetnie motywował, potrafił być ostry. Tyle tylko, że czasy się zmieniły. Przygody z Legią i Wisłą z pewnością do udanych nie należą. Tytuł zdobyty z Wisłą kilka lat temu też jakoś nie przekonuje w świetle ówczesnych wzmocnień krakowskiej drużyny. Mając piłkarzy Realu Madryt sam mogę prowadzić dowolny klub w naszej lidze i mistrzostwo zdobędę. Trener klubowy łączy pracę selekcjonera i trenera i paradoksalnie Smuda
najbardziej zawiódł w tej pierwszej. Dopóki bowiem prowadził Legię w
odziedziczonym po Dariuszu Kubickim składzie, drużyna grała świetnie. Dopiero dopuszczenie Smudy do polityki transferowej przyniosło dla Legii katastrofę, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym. Zdecydowanie zły wybór, choć lepszy od pierwszej trójki.
Janusz Wójcik - jego sukcesy to Olimpiada w 1992 i Mistrzostwo Polski z Legią Warszawa, moim zdaniem nie wszystkie - uważam także za jego zasługę przełamanie marazmu reprezentacji i poprawę wokół niej klimatu. Nie było by sukcesów Jerzego Engela bez wcześniejszej pracy Janusza Wójcika. Przecież Engel nadal sięgał po wielu piłkarzy z jego kadry. Awans do baraży przed EURO 2000 przegraliśmy z Anglią bilansem spotkań bezpośrednich, zostawiając w tyle Bułgarów znacznie wyżej notowanych od Polski przed rozpoczęciem eliminacji. Dzięki temu Polska awansowała do koszyka wyżej i znacznie zwiększyła szanse na awans do MŚ 2002. Mając w grupie np. Niemcy i Anglię nawet najlepiej dysponowana kadra Jerzego Engela miałaby poważne kłopoty z
zajęciem choćby 2-go miejsca. "Ojcowski" styl pracy z piłkarzami to jednak już przeszłość i dlatego kandydatura Wójcika to złe rozwiązanie, lepsze jednak od wymienionych wcześniej.
Paweł Janas - pracował z młodzieżówką, odnosił sukcesy z Legią - choć nie ten format co Engel czy Kasperczak ale niezła kandydatura. Niezainteresowany z tego co wiadomo...
Trener z importu np. Werner Liczka, to niezłe rozwiązanie. Nawet Anglicy zaakcaptowali szkoleniowca z zagranicy, więc nie rozumiem urażonego patriotyzmu u niektórych działaczy PZPN. O ile z racji wieku pan Kazimierz Górski może sobie pozwolić na pewien konserwatyzm, to działacze rozpoczynający kariery w latach 70-tych powinni mieć chyba bardziej otwarte głowy. Obok Wernera Liczki (niezły kandydat) są przecież Dragomir Okuka (to ciekawe nikt go nawet nie wymienia), Jose Camacho, Nevio Scala, Sepp Piontek
i wielu innych. Trener z importu obok znajomości światowej, nowoczesnej piłki nie byłby uwikłany w sympatie, antypatie i uprzedzenia klubowo-biznesowe naszej piłki a to poważny argument ZA. Argumentem przeciw jest niewiele czasu do wiosennych spotkań eliminacyjnych ME, zdecydowanie za mało na budowanie drużyny od zera.
Henryk Kasperczak - poza kibicami Wisły z jego nominacji ucieszyliby się wszyscy. Szereg sukcesów z drużynami z Afryki oraz przebudzenie krakowskiej Wisły to są wymierne sukcesy jego pracy trenerskiej. Kandydatura dobra, ale z tego co wiemy, nieaktualna z uwagi na obowiązujący kontrakt z Wisłą. Jeżeli jednak selekcjonerem miałby zostać ktoś z wyżej wymienianych, to wolałbym nawet, aby przez pół roku Henryk Kasperczak łączył funkcję trenera kadry i Wisły Kraków.
Jerzy Engel - człowiek, który z marnych piłkarzy zrobił drużynę, która razem z Argentyną - głównym faworytem, awansowała do MŚ. Po szesnastu latach mieliśmy awans i to w jakim stylu - nie jakieś baraże, czy rozstrzygnięcie w meczu ostatniej szansy ale już na trzy kolejki przed końcem eliminacji po pewnych zwycięstwach nad wszystkimi rywalami. Gdy oglądam skróty z tamtych spotkań, to nie mogę uwierzyć, że w tak krótkim czasie zniknęła tak wspaniale
grająca ekipa. Zresztą nawet rezerwowi Engela grali bez porównania lepiej niż pierwszy skład u Bońka. Przecież np. w wyjazdowym meczu z Walią zabrakło 7-miu podstawowych graczy. Engela chce zdecydowana większość kibiców, bo facet już raz pokazał, że można zrobić wiele jeżeli się chce, ale przede wszystkim ,jeżeli wie się jak. Na zachodzie takich ludzi nie zwalnia się pochopnie i w ogóle nie zmienia trenerów kadry jak rękawiczek.
Argumenty przeciw są dwa:
- MŚ Korea i Japonia a właściwie fakt, że do meczu z Portugalią J.E. nie wystawił składu takiego jak z USA, a po mistrzostwach nie okazał skruchy. Jego ponowne zatrudnienie to konieczność przyznania się do błędu przez Michała Listkiwicza i TU JEST NAJWAŻNIEJSZA PRZYCZYNA.
Jest to przerażające, bo do tej pory miałem o Listkiewiczu dobre zdanie. Reforma ligi, wprowadzenie licencji to niewątpliwe sukcesy obecnego prezesa PZPN. Niestety dla niego i dla polskiej piłki, poniosły go nerwy i zrobił kolosalną głupotę zwalniając Jerzego Engela. Działanie Bońka mogło skończyło się tak, jak było do przewidzenia. Kadra zaczęła grać gorzej niż za czasów Janusza Wójcika, a wysiłki Zibiego zamiast poprawiać jej grę, przynosiły
odwrotne efekty. Proszę zauważyć, że kadra odziedziczona po Engelu im
później od jego odejścia, tym coraz gorzej grała (pierwszy mecz z Belgią nie był najgorszy). Zbigniew Boniek okazał się jednak człowiekiem honoru, kiedy przmyślał sprawę i zobaczył, że nie da rady, podał się do dymisji, aby uratować jeszcze eliminacje do Mistrzostw Europy. Aby tak się stało, podobnie powinien zachować się Michał Listkiewicz, przeprosić z Jerzym Engelem i próbować dalej prowadzić związek. Przyznanie się do błędu jest na pewno lepsze niż tkwienie w nim z uporem, a to właśnie robi Michał Listkiewicz.
Dlatego będzie łapanka na trenera. Wybiorą kogoś ze swojego otoczenia i przegramy te eliminacje. Czy wtedy Listkiewicz ustąpi? Wątpię, najwyżej wywalą trenera, a jeśli nawet, to co nam z tego. Teraz ta reprezentacja jest jeszcze "ciepła" po MŚ - Jerzy Engel szybko by ją odbudował, a za kilka lat będzie musiał zaczynać od zera, jeżeli będzie w ogóle zainteresowany, bo bezrobocie mu nie grozi...
Może tym razem się pomylę...
Felieton
Bezsilność...
wtorek, 17 grudnia 2002 09:56
Poll