Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Chciałbym pracować w telewizji

wtorek, 24 grudnia 2002 08:47
Radostin Stanewźródło: Życie Warszawy

- Ciężkie jest życie Bułgara w Polsce?

Radostin Stanew: Teraz już nie. Na początku było ciężko, ale szybko zaaklimatyzowałem się w Warszawie. Wszystko dzięki serdeczności moich wspaniałych kolegów z klubu. Uważam, że dobry kontakt z przyjaciółmi daje mi sto procent pewności i jest wszystko w porządku.


- Nie biorą Pana za Rosjanina?

- Żona Petia ma czarne włosy, więc mnie, siłą rzeczy, nie biorą za Rosjanina, mimo akcentu.


- Kto nauczył Pana mówić po polsku?

- Sporo pomógł mi Sebastian Nowak. Mieszkaliśmy drzwi w drzwi i on mnie nauczył polskiego. Nasze żony również sporo ze sobą rozmawiały i jakoś wspólnie nauczyliśmy porozumiewać się w języku polskim.


- Pisać również Pan potrafi?

- Jeszcze nie. Ale od trzech miesięcy czytam polskie książki i gazety.


- Tęskni Pan za Bułgarią?

- Na początku było mi bardzo ciężko. Później przyjechała moja narzeczona, która pomagała mi przetrwać trudne chwile. Niestety, bywała krótko i później znów pozostawała tęsknota. Teraz, dzięki przyjaciołom z Legii, już jako żona, ma wyrobione takie dokumenty jak ja, które uprawniają do dwuletniego pobytu w Polsce. Już teraz czuję się w Warszawie bardzo dobrze. Więcej myślę o treningach, grze, niż o Warnie.


- Czy ma Pan w Warszawie więcej polskich przyjaciół, czy bułgarskich.

- Chyba jednak bułgarskich. Często bywam w bułgarskiej restauracji, do której bardzo lubi chodzić moja żona. Znamy tam prawie wszystkich, łącznie z pracownikami ambasady. Sporo rozmawiamy po bułgarsku, chyba żeby nie zapomnieć ojczystego języka (śmiech). Zaprzyjaźniłem się także z dwoma dżokejami, którzy dosiadają koni na Służewcu: Rumenem Panczewem i Emilem Zachariewem. Ale mamy również sporo polskich przyjaciół.


- Z kim trzyma Pan w Legii?

- Lubimy się i nie ma żadnych podziałów. Ze wszystkimi mam dobry kontakt. Najczęściej przebywam w towarzystwie Sebka, a także Siergieja Omeljańczuka, Stanko Svitlicy, Aleksandra Vukovicia. Chyba dlatego, że jesteśmy sąsiadami.


- Polacy są przyjaźni?

- Tak, ale nie wiem, czy dlatego, że gram w Legii, czy dlatego, że mnie po prostu lubią. Denerwuje mnie jedynie, że gdy zdobywamy mistrzostwo Polski, Puchar Ligi, to kibice poklepują i wychwalają, ale gdy mamy gorsze mecze, wieszają na nas psy. Przecież śpiewają "...nasze serca, które my, za Legię damy w każdy czas, czy czas dobry, czy czas zły". Mimo to uważam, że mamy najlepszych kibiców w Polsce. Dopiero na drugim miejscu są fani Lecha Poznań.


- Co robi Pan w wolnym czasie?

- Gdy jest brzydka pogoda, udajemy się z żoną do Galerii Mokotów. Często także spacerujemy po Starym Mieście. Bardzo lubię także Wilanów. Tam doskonale wypoczywam psychicznie.


- Na święta wybiera się Pan do rodzinnej Warny?

- Oczywiście, bo święta powinno spędzać się w gronie rodzinnym. Tak przecież nakazuje tradycja. W Warnie spotkamy się z rodzicami i wspólnie będziemy przeżywać narodziny Chrystusa.


- Jak wyglądają święta w bułgarskiej rodzinie?

- Rozmawiałem z kolegami z drużyny i opowiadaliśmy sobie o świętach w Polsce i Bułgarii. Doszliśmy do wniosku, że praktycznie niczym się nie różnią. Tak samo obdarowujemy się prezentami i jemy świąteczne potrawy.


- Czy podczas świąt chce odpocząć Pan od rozmów o piłce?

- Tak, ale mi się to nie udaje. Zawsze, gdy jestem w Warnie, muszę teściowi odpowiadać o formie, meczach, atmosferze, wyjazdach, kolegach i artykułach prasowych.


- Pochodzicie ze sportowej rodziny?

- Teść grał trochę w piłkę. Mój ojciec twierdzi, że też. Ale to co on wyprawia na boisku przeczy jego deklaracjom. Gdy zobaczyłem go w akcji, zapytałem: tato, gdzie ty grałeś w piłkę, chyba tylko na szkolnej sali (śmiech)?


- Gdzie Pan spędzi sylwestra?

- Jedziemy do Grecji. Mój przyjaciel gra tam w trzeciej lidze i zaprosił nas do siebie. Nie ma świąteczno-noworocznej przerwy w rozgrywkach, więc nie może przyjechać do Bułgarii. Muszę ponadto wygrzać kości, bo w Polsce jest bardzo zimno (śmiech).


- Miniony rok był dla Pana niezwykle udany, nie tylko ze względów sportowych.

- 8 czerwca ożeniłem się. Wesele odbyło się w Warnie. Stu pięćdziesięciu gości bawiło się wybornie. Z Petią znamy się od siedmiu lat, więc był już czas najwyższy, żeby zalegalizować nasz związek. A z Legią zdobyłem mistrzostwo Polski, co uważam za największy swój sukces w Polsce.


- Po niezwykle udanym roku spodziewano się, że zostanie Pan powołany do reprezentacji Bułgarii.

- Dziękuję bardzo za uznanie. Miałem dwa niezłe sezony, ale w reprezentacji Bułgarii są lepsi. Drużyna narodowa gra bardzo dobrze, nie przegrała meczu w eliminacjach mistrzostw Europy, więc trener nie chce zmieniać zwycięskiego składu. Teraz ciężko pracuję w Legii i to jest dla mnie najważniejsze. Być może kiedyś ktoś przyjedzie do Warszawy, żeby obejrzeć mnie w akcji i wówczas otrzymam powołanie do kadry.


- W końcówce rundy jesiennej wiele mówiono o Pana przejściu do klubu zagranicznego, a także do Wisły Kraków.

- To wszystko są plotki. Teraz bardzo kocham Legię i nie wyobrażam sobie gry w Wiśle. Nie mam zamiaru zdradzać mojego klubu. Myślę tylko o Legii, bo mam tu kontrakt, dobrą pozycję i przychylność władz klubowych. Rozmawiałem z prezesem i powiedziałem, że nie zamierzam zmieniać drużyny. W Warszawie gram w najlepszym zespole i jest mi tu dobrze.


- Po meczu w Gelsenkirchen, gdzie uznano Pana za bohatera, menedżer chciał sprzedać Pana za granicę.

- Gazety pisały, że był to mój mecz życia. Nie lubię takich określeń. Staram się grać przez cały sezon na równym poziomie, choć cieszę się, że Mpenza, Asamoah czy Sand nie zdołali mnie pokonać. W Legii jestem pierwszym bramkarzem, a siedzenie na ławce rezerwowych w zagranicznym klubie nie uśmiecha mi się. Jestem zadowolony z gry w Legii i z niezwykle udanego sezonu, choć rozegraliśmy aż 25 spotkań jesienią. Byliśmy zmęczeni i chyba zasłużyliśmy na odpoczynek.


- Gdzie Pan odpoczywał?

- W Afryce Północnej.


- Czym jest dla Pana profesjonalizm?

- Staram się być profesjonalistą, bo poważnie traktuję swe obowiązki wobec klubu, trenerów, kolegów, kibiców i dziennikarzy. Nieważne, czy gram dobrze, czy źle, zawsze staram się rozmawiać ze wszystkimi. To normalne, że raz się wygrywa, innym razem nie. Zawsze jednak znajduję chwilę dla dziennikarzy, bo oni moje słowa przekazują kibicom. Skończyłem dziennikarstwo i rozumiem przedstawicieli mediów. Ja pracuję między słupkami, oni piórem czy mikrofonem, dlatego powinniśmy mieć do siebie szacunek. Bardzo mi się podoba praca dziennikarska i po zakończeniu kariery mam zamiar zamienić rękawice bramkarskie na mikrofon. Chciałbym pracować w telewizji przy programach sportowych.


- Jakie ma Pan marzenia na przyszły rok?

- Przede wszystkim znów zdobyć mistrzostwo Polski. Wisła jest niezwykle silną drużyną, ale nie należy zapominać, że Legia jest również bardzo mocna. Nie damy odebrać sobie mistrzostwa, choć wielu by chciało.


Rozmawiał Maciej Rowiński

Podaj ten news dalej: