Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Nie będzie czasu na zabawę

sobota, 4 stycznia 2003 12:09
Cezary Kucharskiźródło: Przegląd Sportowy

- Jak spędził pan Sylwestra?

Cezary Kucharski: Bawiłem się u sąsiadów i nie narzekam - było naprawdę miło i wesoło.


- To początek hucznego karnawału?

- Oj, chyba nie będzie czasu na zabawę. Oczywiście z wyjątkiem waszego dzisiejszego "Balu Mistrzów Sportu".


- Który to będzie pański bal organizowany przez najstarszy dziennik sportowy?

- Pierwszy. Przez wszystkie lata kariery jakoś się nie udawało trafić na tę imprezę. Nawet zastanawiałem się dlaczego tak właśnie było. I doszedłem do wniosku, że po prostu wasze bale były organizowane w późniejszym terminie. A w połowie stycznia z reguły byliśmy już daleko od Warszawy, na pierwszym zimowym zgrupowaniu.


- Szkoda tylko, że trudno o naprawdę szampański nastrój, bo szans na znalezienie się w czołówce naszego plebiscytu nie ma pan żadnych.

- To nie ma znaczenia. Bo tak naprawdę dużym sukcesem jest, że znalazłem się na liście nominowanych. Obok mistrzów świata i medalistów olimpijskich, co oczywiście jest ogromnym wyróżnieniem. A nawet - miłym zaskoczeniem.


- Rok zaczął pan dobrze, ale wkrótce trzeba będzie wrócić do szarej rzeczywistości. Jak duże są zaległości finansowe działaczy Legii wobec piłkarzy?

- Tego dokładnie nie wiem, ale na pewno główny punkt stanowi premia za mistrzostwo Polski. Ostatnie ustalenia były takie, że cała kwota powinna trafić na nasze konta do ostatniego grudnia, ale rzeczywistość okazała się mniej różowa. Wkrótce mamy otrzymać dziesięć procent z całej sumy. To oczywiście kwota daleka od naszych oczekiwań, ale lepsze to niż nic.


- A jak wyglądają bieżące wypłaty? Są terminowe?

- Zaległości nie są duże. Otrzymaliśmy raty kontraktowe za listopad, oczekujemy jeszcze tylko na premie z tego miesiąca.


- Czy to oznacza, że rok - tak jak zapowiadaliście - rozpoczniecie od strajku?

- Trudno powiedzieć, bo ja sam o niczym nie będę decydował. Jestem kapitanem, ale wszelkie decyzje w drużynie podejmujemy zawsze wspólnie. Gdy spotkamy się na pierwszym treningu w tym roku - z pewnością o tym podyskutujemy. Część kolegów jest za granicą, więc nawet nie było sposobności, żeby zorientować się, w jakich są nastrojach. Na pewno jednak jesteśmy rozsądnymi ludźmi, więc będziemy się próbowali porozumieć z działaczami.


- Czy to oznacza, że przeniesie się pan do znacznie stabilniejszego finansowo D. C. United?

- Nie chciałbym się na ten temat jednoznacznie wypowiadać, bo w sprawach transferowych zawsze muszą decydować dwie strony - klub i zawodnik. Rozmawiałem również na temat moich dalszych losów w Legii z prezesem Edwardem Trylnikiem i mogę po tej wymianie poglądów powiedzieć, iż jest szansa bym został w klubie z Łazienkowskiej.


- Na jak długo?

- Wstępnie uzgodniliśmy, iż zdecydujemy się na podpisanie 4,5-letniego kontraktu. Czyli tak naprawdę - jeśli parafujemy tę umowę - karierę zakończyłbym w Legii. Na razie nic nie jest przesądzone, musimy spokojnie dokończyć rozmowy kontraktowe z prezesem i dyrektorem sportowym, Januszem Olędzkim.


- Jaką rolę widzi pan dla siebie po zakończeniu kariery sportowej?

- Nie chciałbym tak daleko wybiegać w przyszłość. Jestem jednak pewien, że mógłbym być przydatny. Może w roli trenera lub menedżera? Znam języki, mam kontakty w środowisku, futbol ma przede mną mało tajemnic.


Rozmawiał Adam Godlewski

Podaj ten news dalej: