Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Canal+ znów ograniczy wydatki na ekstraklasę

czwartek, 16 stycznia 2003 11:39
Gazeta Wyborcza

18 mln USD zamiast planowanych 36 chce zapłacić Canal+ polskim klubom za transmisje meczów ekstraklasy w dwóch następnych sezonach - to wariant najbardziej optymistyczny. Niewykluczone jednak, że kodowana stacja wycofa się z kontraktu ligowego. Dla wielu drużyn oznacza to katastrofę.


W 2000 r. Canal+ podpisał umowę, która dawała mu wyłączność na prezentowanie rozgrywek naszej ekstraklasy. Przez pięć lat zobowiązał się zapłacić klubom 100 mln USD. W lipcu 2002 r. Polski Związek Piłki Nożnej, rozdzielający pieniądze przekazywane ze stacji, zgodził się na zmniejszenie reszty wynikających z umów wypłat z 60 mln do 36 mln USD. Niebawem - jak planują szefowie polskiego oddziału stacji - kwota ta zostanie znów obcięta o połowę. Nie wykluczają jednak - jak się dowiedzieliśmy - całkowitego rozwiązania kontraktu.


- Łatwość, z jaką latem doszło do redukcji wydatków na ligę, była zaskakująca nawet dla samego Canal+ - mówi osoba dobrze znająca polski rynek telewizyjny. - Nikt się w zasadzie nie buntował, nie było hałasu. Wszyscy pogodzili się z tym, co się wydarzyło. To był znak, że można zdecydowanie renegocjować kontrakt.


Jest furtka


Dla szefów przeżywającego kłopoty finansowe Canal+ umowa polskiej filii z PZPN to kula u nogi. Choć zapowiedziano, że nie zostanie ona sprzedana przez najbliższe trzy lata, zaznaczono przy okazji, że w przypadku pojawienia się poważnego kontrahenta rozmowy nie są wykluczone. Tylko kto będzie chciał przejąć tak obciążony finansowo kanał, który na dodatek będzie musiał ponosić ogromne wydatki aż do 2005 r.?


- Canal+ ma możliwość wycofania się z umowy - twierdzi nasz informator. - Jest w niej bowiem mowa o jej rozwiązaniu, gdy kluby nie dopełnią pewnych warunków. Chodzi o brak oświetlenia, zadaszenia na stadionach itp. - czyli poważne utrudnienia w przygotowaniu transmisji. Zawsze też wchodzi w grę porozumienie o rozwiązaniu umowy, gdy np. Canal zgodzi się wypłacić rekompensatę - dodaje nasz rozmówca.


Wczoraj nowym szefem rady nadzorczej Canal+ - w miejsce Lwa Rywina - został Dominique Fagot. Natomiast dyrektorem generalnym polskiej filii jest Aurnaud de Villeneuve. Obaj z powodzeniem zajmują się interesami firmy w dawnych "posiadłościach" Francji - na Karaibach czy Wybrzeżu Kości Słoniowej, obaj mają też wyprowadzić polski oddział na prostą. Fagot jest zwolennikiem zmian w kontrakcie. I m.in. od niego będzie zależało, co stanie się dalej z polskim Canal+.


Dwa w jednym?


Chęć połączenia platform cyfrowych i stworzenia jednego, potężnego kanału sportowego wyraża od jakiegoś czasu Polsat. Szef stacji Zygmunt Solorz uważa, że to nieodwołalne, podobnego zdania jest Piotr Nurowski, członek rady nadzorczej. - To zagwarantuje rentowność całemu przedsięwzięciu - przekonuje Nurowski.


Gdyby faktycznie w jednym paśmie znalazły się i najważniejsze piłkarskie ligi zagraniczne - angielska, francuska, hiszpańska, niemiecka i włoska - a także Liga Mistrzów (teraz już do sezonu 2005/06) i MŚ w 2006 r., w Polsce powstałby najpotężniejszy kanał sportowy w Europie. Wśród wymienionych atrakcji nie ma jednak - w pełni świadomie - ligi polskiej. Polsatu bowiem, w takiej formie, obciążona takimi wydatkami, ona nie interesuje. Nurowski nie przeczy, że w naszej ekstraklasie są atrakcyjne zespoły, np. Wisła (tym bardziej jeśli będzie grała od przyszłego sezonu w Champions League) czy Legia. Ale to w zasadzie wszystko.


- Legia czy Wisła są atrakcyjne dla wszystkich - przyznaje też Janusz Basałaj, szef sportu w TVP. Jego telewizji, podobnie jak Polsatu, nie interesuje jednak cała liga, chyba że w formie magazynu ze skrótami spotkań. Całe mecze nie gwarantują bowiem żadnej telewizji otwartej odpowiedniej oglądalności. Aby uratować rozgrywki, potrzebne są poważne zmiany, np. zmniejszenie ligi do dziesięciu czy nawet ośmiu zespołów. Tymczasem od nowego sezonu w ekstraklasie ma grać 14 drużyn.


Możliwych scenariuszy jest kilka. Na pewno jednak, po kolejnych zmianach w umowie, jedność klubów zostanie złamana. Najmocniejsze - czyli Wisła i Legia - będą próbowały podpisywać "indywidualne" kontrakty. Według naszych informacji mogłyby liczyć na kwoty zbliżone, a nawet większe od tych, jakie otrzymywały średnio od Canal+ - ok. 4-5 mln zł za sezon. Ale tylko one.


- Według mnie zmiany w kontrakcie są mało prawdopodobne - próbuje uspokajać Andrzej Placzyński z firmy Sportfive, która współpracuje z Canal+ i PZPN przy kupnie i sprzedaży praw do transmisji.


Jednak prezes Górnika Zabrze, Andrzej Daszek, nie zaprzecza, że słyszał o tym, iż pieniądze z Canal+ są niepewne, i dlatego nie brał ich pod uwagę, ustalając tegoroczny budżet klubu.


- Mogę powiedzieć tylko tyle, że redakcja sportowa przygotowuje się teraz do rundy wiosennej, wczoraj np. spotkaliśmy się z PZPN i rozmawialiśmy na temat godzin rozpoczęcia spotkań. To wszystko - wyjaśnia Jacek Okieńczyc, szef redakcji sportowej Canal+.

Podaj ten news dalej: