Mistrzowie kraju ukryli się dobrze w... środku Polski. W ośrodku, który powstał dlatego, że mieszkańcy Solca wyrazili zgodę... na wybudowanie - dokładnie 9 kilometrów od centrum miasta - masztu radiowego.
Pracownicy nowoczesnego obiektu twierdzą, że promieniowanie nie daje im się we znaki, bo... jeszcze nie świecą. A usytuowany na skraju lasu obiekt jest rzeczywiście nowoczesny i funkcjonalny.
- Chciałem tu przyjechać, bo na miejscu jest dosłownie wszystko - tereny do biegania, boisko, hala, siłownia i gabinety odnowy - stwierdził trener Dragomir Okuka. - A na dodatek jest spokojnie. W tym 15 tysięcznym miasteczku nie ma żadnych pokus, można skoncentrować się na treningu.
"Vuko" się słania
Nawet gdyby jednak było wiele rozrywek, to legioniści zapewne nie korzystaliby z nich. Dzień mają bowiem wypełniony wyczerpującymi zajęciami od godziny 8 do 22. Po pobudce i śniadaniu piłkarze codziennie biegają po lesie, po obiedzie ćwiczą na hali z piłkami w dwóch grupach, natomiast po kolacji przychodzi czas na obowiązkowe zajęcia na siłowni.
- Choć to dopiero początek zgrupowania, odczuwam w kościach intensywne zajęcia - przyznał Aleksandar Vuković, który już po obiedzie nie był w stanie ukryć zmęczenia. Trudno się zresztą dziwić, bo Okuka był w czwartek przed południem bezwzględny - zaaplikował wszystkim podopiecznym półtorej godziny wyczerpującego biegu po lesie. Mógł to zrobić, bo nigdy wcześniej wyniki badań legionistów nie były tak dobre. Nigdy więc przygotowania nie zaczynały się od tak wysokiego pułapu.
Największą wydolność ma Jacek Magiera. Tuż za nim plasuje się Tomasz Jarzębowski, a w ścisłej czołówce są też dwaj weterani - Marek Jóźwiak i Jacek Zieliński. Obaj doświadczeni mają też... największy apetyt. Na obiad zeszli z... półgodzinnym wyprzedzeniem i "Beret" był bardzo niepocieszony, że dania są jeszcze niegotowe.
- Trudno, w takim razie zostaję i będę czekał przy swoim stoliku - zapowiedział buńczucznie, ale ostatecznie dał się gospodarzom udobruchać... bananami. Wziął kilka, ale głodu nie zaspokoił - wrócił po kwadransie i już w restauracji czekał na swoją porcję zupy jarzynowej oraz zraz z kopytkami i buraczkami.
W tym czasie Okuka... wymyślał karę dla swego asystenta, Dariusza Kubickiego, który w nocy ograł go w tenisa (codziennie po 22 obaj rywalizują na hali).
- To niedopuszczalne, żeby drugi trener ogrywał pierwszego. Tym bardziej, że to ja nauczyłem "Kubę" grać w tenisa. Dlatego musi ponieść konsekwencje - żartował Okuka. - Wiem, że czeka na swoją szansę w Legii. To może nie odejdę już w czerwcu, choć kończy mi się kontrakt? Wówczas jeszcze dłużej poczeka na przejęcie zespołu i będzie miał za swoje. A wiem, że cieszę się dużym zaufaniem działaczy. Raczej nie wyrzucą mnie po pięciu kolejkach.
"Drago" nie ukrywa, że jest w nie najlepszym nastroju. Jego syn, 16-letni Drażen, ma duże kłopoty zdrowotne, kości złamanej jesienią nogi nie chcą się zrosnąć. Dlatego rodzina Okuków nie pojechała w tym roku na narty. Szkoleniowiec Legii śmieje się, że jest też pozytywna strona - tej zimy nie złamał nosa, a tę karę często płacił zażywając białego szaleństwa.
"Kucharz" wyjeżdża
Trener zamierza poprawić sobie nastrój już w piątek, bo wraz z Cezarym Kucharskim opuści zgrupowanie i wróci do Warszawy na bal najlepszych sportowców stołecznych klubów.
- Może zdarzyć się i tak, że nie wrócę już do Solca - zadeklarował "Kucharz". - Rozmowy z Hannoverem są daleko posunięte. A czasu na podjęcie decyzji zostało niewiele, bo okres transferowy kończy się w Niemczech ostatniego stycznia. Być może decyzję, czy wyjadę do Bundesligi podejmę jeszcze w tym tygodniu.
W czwartek wieczorem ustalono warunki półrocznego wypożyczenia do Legii Pawła Golańskiego. Warszawianie zapłacą pięćdziesiąt tysięcy złotych. Mają też zapewnioną opcję pierwokupu.
- Rozmowy się przeciągały, bo właściciel mojej karty, szef Stali Głowno, postawił dość wygórowane warunki - powiedział obrońca występujący jesienią w ŁKS. - Ostatecznie udało się jednak osiągnąć kompromis. Byłem zdeterminowany, bo bardzo chcę grać w Legii. Dziś rano jadę do Solca Kujawskiego.
A już wczoraj do kolegów dołączył Moussa Yahaya, który... uzgodnił już indywidualne warunki w GKS Katowice i nie mieści się w koncepcji Okuki. Przyjechał zapewne tylko na chwilę, bo działacze nie będą nawet załatwiać zawodnikowi z Nigru cypryjskiej wizy. Jego los w Legii został więc przesądzony.
Stanew robi za gwiazdę
Pozostali obcokrajowcy trzymają się razem. Prym wiodą Serbowie, którzy we trzech zamieszkali w jednym pokoju. I wcale nie ukrywają, że chcą odgrywać coraz większą rolę w zespole. Skupili wokół siebie wszystkich obcokrajowców i zażądali dla swego przedstawiciela, Stanka Svitlicy miejsca w radzie drużyny. Dopięli swego, podczas obozu w Solcu najskuteczniejszy napastnik mistrzów Polski dołączył do Cezarego Kucharskiego, Zielińskiego, Magiery i Jóźwiaka i zawsze ma dużo do powiedzenia. Dba o interesy "stranierich", ale podczas zgrupowania nie robi za gwiazdę. Ta rola przypadła Radostinowi Stanewowi, który przed treningiem na hali rozdał kilkadziesiąt autografów. - Jeśli dziennikarzom też mam się podpisać to poroszę o tysiąc złotych. Będzie na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy (w sobotę Legia rozegra mecz na hali na ten cel z miejscową Unią) - zażartował w swoim stylu.