- Czy przeszkodą w podpisaniu kontrakt z Notecią jest jeszcze umowa z Legią?
Wojciech Majchrzak: Nie ma sprawy Legii. Ekstraklasowa drużyna się rozpada. Właśnie przed chwilą mnie i innych zawodników działacze pozbawili resztek złudzeń. W klubie nie było, nie ma i nie będzie pieniędzy.
- A z Notecią podobno ustalił Pan szczegóły umowy...
- Tak. Jestem po rozmowie z prezesem Rydlichowskim, który przedstawił mi najkonkretniejsze warunki spośród szefów polskich klubów, którzy się ze mną kontaktowali. Dodam, że nie prowadziłem żadnych negocjacji z warszawską Polonią. Bardzo chciałbym występować w Noteci. Znam jeszcze z czasów gry w rodzinnym Tarnowie, trenera Noculaka, który wówczas prowadził Unię. Spodziewam się, że w Inowrocławiu nie siedziałbym na ławce, mógłbym się rozwijać. Pracowałbym na poprawę sytuacji zespołu i zyskanie sympatii kibiców. Całe to zamieszanie z Legią mogłoby się więc dla mnie skończyć choć częściowo optymistycznie, ale sprawy się skomplikowały. Może nawet będę zmuszony powiesić buty na kołku do końca sezonu...
- Dlaczego?
- To sprawy rodzinne. Nie chciałbym zdradzać szczegółów. Może jeszcze tak być, że będę musiał wrócić do domu, do Tarnowa. W sobotę, po meczu z Białorusią, będę mógł Panu powiedzieć, czy ruszam właśnie tam, czy prosto do Inowrocławia. Choć w tej chwili najbardziej myślę o tym, jak bardzo się sparzyłem na Legii i to powoduje, że jestem sceptycznie nastawiony do całej polskiej ligi.
Rozmawiał Maciej Łopatto