- Po meczu z Białorusią Polska reprezentacja znalazła się już w gronie najsłabszych zespołów w Europie. Sięgnęła już dna?
Marek Pałus, prezes PZKosz: Na całe szczęście nie spada niżej, bo system kwalifikacji ME 2005 został zmieniony. Dwa lata temu FIBA podjęła decyzję, że wzorem piłki nożnej wszystkie reprezentacje, które zgłoszą się do rozgrywek, zostaną podzielone na siedem grup i dwa najlepsze z każdej oraz gospodarz i mistrz Europy wystąpią w finałach. Także w sukurs nam przyszła zmiana systemu. W przeciwnym wypadku tak jak to było zdaje się, że w 1993 roku, zaczynać od zera...
- Ale czy pańskim zdaniem jesteśmy w tej grupie najsłabszych zespołów?
- Oczywiście, że nie jesteśmy. Po prostu trzeba sobie szczerze powiedzieć, że te eliminacje się nam nie poukładały. Nie będę zwalać tutaj winy na szczęście, losowanie i te sprawy, bo zdecydowanie wylosowaliśmy grupę, z której można było wyjść. Ale z drugiej strony była to grupa zespołów wyrównanych, które wzajemnie sobie odbierały punkty. Myślę, że swego rodzaju kluczowym meczem było pierwsze spotkanie z Francją, gdzie było bardzo blisko historycznego zwycięstwa. Od tego momentu rozpoczął się proces jakby spadania coraz niżej. I w sferze moralnej reprezentacji i ambicji. I od tego momentu ta kadra zaczęła grać gorzej. To nie jest tak, że sportowo jesteśmy w trzeciej lidze, aczkolwiek wyniki eliminacji nie pozostawiają tutaj za dużo złudzeń. Przegraliśmy je z kretesem.
- Wskazuje się jednego winnego, trenera zespołu Dariusza Szczubiała. Co trzeba zmienić, aby ta drużyna zaczęła grać lepiej?
- Koszykarze grają przyzwoicie w różnych konfiguracjach personalnych. Jako zespół narodowy razem jednak nie potrafią funkcjonować. Przynajmniej nie potrafili w ostatnim czasie. Pytań jest wiele. Podstawowe, które pada od dłuższego czasu i teraz też będzie aktualne, to ile w takim wyniku jest winy trenera. Jest to pytanie, na które musimy sobie odpowiedzieć i nie chować głowy w piasek. Musimy zastanowić się, na ile trener Szczubiał jest odpowiedzialny za taką, a nie inną grę zespołu. A na pewno odpowiedzialność ponosi. Nawet w czasie meczu było praktycznie widać jak druga piątka Białorusinów, która wyszła i zmieniła oblicze tego meczu i ze starty 9-punktowej doszli do prowadzenia 3-punktowego. Sposób gry tych zawodników pokazał, że oni w tych podstawach, zastawianiu, kryciu jeden na jeden, zbieraniu piłki z tablicy są lepsi od naszych zawodników. Więc myślę, że aby reprezentacja zaczęła funkcjonować i powoli się odradzać, to czekają nas nie tylko zmiany personalne, ale również pewne zmiany systemu. Do takiego stanu, w którym nie doprowadzi się do tak kuriozalnych sytuacji jak po Barcelonie, gdy gracze polscy uwierzyli że są gwiazdami europejskimi i żądali zarobków zupełnie nieadekwatnych do prezentowanego poziomu. Mecz w Bydgoszczy podobnie jak mecz w Mińsku pokazał, że Białorusini, gracze głębokiego zaplecza europejskiego, gracze mający pewnie problemy z podpisaniem kontraktów zawodowych, bo o ile się nie mylę, jest chyba tylko trzech takich zawodników, grają z nami jak równy z równym. Musi nastąpić otrzeźwienie również w klubach i zadajemy sobie pytania, czy stać nas na płacenie tak wielkich pieniędzy zawodnikom, którzy się nie sprawdzają. Nie chciałbym tu winy sprowadzać do zawodników. Jest to grupa ludzi, która jest już częściowo wypalona. Musimy myśleć o przyszłości, dokonywać zmian w reprezentacji. Te zmiany nie mogą być jednak stuprocentowe, bo przecież nie ma możliwości w żadnej grupie, żadnej firmie zmienić całość załogi i funkcjonować bez problemów. Taka koncepcja zmian to też pytanie, które musimy zadać Szczubiałowi. Od odpowiedzi na to pytanie, od pewnego pomysłu spójnego, będzie zależała jego przyszłość.
- Był Pan dotychczas zwolennikiem pozostania trenera na tym stanowisku. Nadal pan przy tym pozostaje, czy ten mecz przechylił pańską opinię na drugą stronę?
- Powiem szczerze. Ja mam bardzo duży dylemat. Generalnie, niezależnie od trenera Szczubiała, ja jestem zwolennikiem pewnej pracy długofalowej. Od 1997 roku i nieudanych eliminacji do ME we Francji zaczął się okres przegrywania, co dwa lata zmienialiśmy trenera i te zmiany doprowadziły do tego, że teraz jesteśmy na ostatnim miejscu w grupie. Jest to ten przykład, który mnie przekonuje, że to niczego nie zmieni. Natomiast po tym meczu uważam, że reprezentacja gra falami, okresy dobrej gry przeplatały się z katastrofalną i ogromną ilością błędów. I to też w pewien sposób daje do myślenia.
- Kiedy można spodziewać się konkretnych decyzji?
- Mam doradców szkoleniowych, u których muszę zasięgnąć opinii na ile ich zdaniem powodem porażek jest brak relacji, kontaktu trenera z zawodnikami na boisku. Jeżeli ta analiza doprowadzi do wniosku, że jest tu dużo winy Szczubiała, to będę musiał się zastanowić czy nie zweryfikować dotychczasowych opinii. Nie chciałbym od razu po meczu składać jednoznacznych deklaracji, bo byłoby to nieuczciwe wobec kibiców czy trenera. Poczekajmy do spokojnej analizy, nie znam jeszcze stanowiska trenera. Ale decyzja zapadnie w ciągu kilku dni. Nie jesteśmy cudotwórcami i prorokami. W ciągu jednej nocy czy dnia nie znajdzie się lekarstwa na słabą grę reprezentacji.
Rozmawiał Paweł Rzekanowski