Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Wisła czy skisła - oto jest pytanie

poniedziałek, 24 lutego 2003 09:45
marmar

Miałem w ten weekend nie pisać nic (i dobrze! - dopowie wielu). Aż tu nagle w niedzielne południe na www.legia-forum.prv.pl (identyfikacja istotna, ponieważ jest jeszcze jedno legijne forum, a jeżeli jest, a mieszkamy w Polsce, to musi być między nimi jakiś konflikt, niczym między klasą 4a i 4b szkoły jak najbardziej podstawowej) wybuchła mała afera, która przypomniała mi o czwartkowym meczu w Rzymie. Mecz w wykonaniu Wisły dobry, wynik rokujący, ale jak się do tego ustawić? Kibicować czy nie? Cieszyć się czy nie? Gratulować, czy też życzyć wszystkiego najgorszego w rewanżu? Olać nie można, bo media nie dają spokoju, co chwila bombardując biednego legionistę informacjami z obozu wiślaków. Wiślacka "strefa bazowa" dorównuje popularnością BPS Małysza, Piechniczek Antoni robi za eksperta, jakby nikt nie czytał pamiętnika Kowala, a Żurawskiego boli brzuch. No i ten straszliwy brak kobiet. Jakieś zdanie trzeba mieć, tym bardziej, że Legia szczęśliwie (lub nie) zeszła z łamów, a chłopaki dostali jakieś pieniądze.


Dialog na forum pokazał, że są dwie skrajne postawy. Dla jednych - kibicować trzeba, a już na pewno gratulować i życzyć dobrej gry w rewanżu. Dla drugich - gratulować równa się zdradzić, więc oddać karnety, ściągać koszulki i won na forum Wisły. Dla mnie to temat ciekawy, zwłaszcza, że sam mam z odbiorem międzynarodowych występów Wisły bardzo duży kłopot. Wisły bowiem nie znoszę, do ogółu krakusów mam stosunek napięty, a jeżeli czasami zaczynam w tej sprawie łagodnieć, to czym prędzej wyszukuję forum Wisły i wszystko wraca do normy. Czytam i uspokajam się, że znowu jestem zdrowy. Z drugiej strony to przecież Polacy, a ja studia wyższe kończyłem, więc kibicować Włochom (powiedzmy) w starciu z Polakami (w większości), to jednak potężny intelektualny dyskomfort. No tak, ale przecież spora część piłkarskiej Hagi kibicowała Legii w meczu z Utrechtem, kibice Romy życzyli szczęścia Wiśle w spotkaniu z Lazio, jak również trudno sobie wyobrazić fana ManU kibicującego City w jakimkolwiek meczu.


W końcu wymyśliłem sobie, że kibicować nie będę ani Wiśle (w zgodzie z własnym sercem), ani Lazio (żeby mieć dalej wysoką samoocenę). Wielkie poświęcenie to z mojej strony nie było, bo nawet gdybym chciał kibicować Wiśle, to przypominałoby to fragment "Misia Puchatka", w którym grubas siedzi pod drzewem, bije się w łeb i powtarza "myśl, misiu, myśl". Usiadłbym więc w fotelu i co? Kibicuj, chłopie, kibicuj? Bez sensu. Przykro mi. Mogę być za Amiką, ale nie za Wisłą. Tak samo, jak nie mogłem ściskać kciuków za Widzew w meczach z Broendby, bo rany po irracjonalnym meczu w Warszawie jeszcze się wtedy nie zabliźniły. Oczywiście dostałem za swoje, bo Bóg pozwolił ten jeden jedyny raz w życiu trafić Wojtali tylko po to, żeby mnie pokarać. Do dzisiaj jednak, mimo że Widzew gra o utrzymanie, podświadomie jestem za tymi w innych koszulkach. Chyba, że przeciwnik nazywa się Wisła lub Lech. Bo jeśli porównać moje uczucia do Lecha, Wisły i Widzewa, to ja Widzew po prostu kocham. Taka jest moja futbolowa ideologia.


Mecz w Rzymie oglądałem więc okiem obojętnym, a po jego zakończeniu znowu kłopot: docenić czy nie? I co? Doceniłem, ba, stwierdziłem nawet, że mogę pogratulować! Co więcej, mogę nawet zapytać piłkarzy Legii, dlaczego w przeciwieństwie do Wisły w Rzymie, zagrali tak pasywnie w Gelsenkirchen. Więcej, mogę mieć o to do nich wielkie pretensje. W ten sposób wypracowałem consensus pomiędzy dziedzictwem wielu lat kibicowania w polskiej lidze, a logiczną argumentacją, że każdej polskiej drużynie w europejskich pucharach kibicować trzeba. Ja nie kibicuję (a ściślej - im nie kibicuję), ale też nie zapłaczę, jeśli awansują. Zwłaszcza, że ewentualny sukces Wisły (czytaj: zaangażowanie na wielu arenach) może być podstawą naszego zwycięstwa. No i zwłaszcza, że "zdobycie się na wyrażenie uznania dla kogoś, kogo nie lubimy jest pewną formą posiadanej kultury osobistej" - taką definicję przedstawił wolak na cytowanym forum Legii i całkowicie się z nim w tej kwestii zgadzam.


Uważam swoją postawę za dość wygodną, mimo że siedząc okrakiem na barykadzie zawsze dostaje się z dwóch stron. Dla jednych jestem kibicem z gatunku tych "nienormalnych", a dla drugich i tak pozostanę zdrajcą. Trudno. Mnie jest wygodnie choćby dlatego, że dzięki temu rozumiem argumenty obydwu obozów. "Kibice ponad podziałami" trafiają do mojego umysłu, a "jastrzębie" – do mojego serca.


Co by nie mówić o argumentach "jastrzębi", to są one mocne. Że w Wiśle gra piłkarzyk, który z uśmiechem na ustach paradował w koszulce z napisem obrażającym Legię, że kibice Wisły nie potrafili uszanować pamięci najlepszego polskiego piłkarza wszechczasów i że w porównaniu z ich gwizdami w czasie minuty ciszy, powoływanie się na jakieś europejskie współczynniki, to zwykła pierdoła, że całe media ogarnęła wiślacka sraczka i że lepiej dla zdrowia psychicznego, żeby już się skończyła, że dla kibiców Wisły norma językowa, to "legła", "stolyca" i "warszafka" (cytat z wypowiedzi kolegi Dareckiego z forum, co zresztą potwierdzam). Wreszcie, że ich hymn klubowy zaczyna się od słów "Legia to stara..." I tak dalej, i tak dalej.


Z kolei czyż nie są logiczne argumenty "pięknoduchów"? Że grają Polacy, że to mecz międzypaństwowy, że Wisła wygrywając, zdobywa punkty dla całej polskiej piłki, że jej sukces może pomóc polskim drużynom klubowym z uwagi na wyżej wspomniany współczynnik, że może przyjdą sponsorzy, może poprawi się klimat, może ludzie będą dla siebie lepsi, że kibicując jesteś za piłkarzami Wisły, a nie za ich fanami, a w dodatku nie wszyscy piłkarze Wisły są tak głupi jak Kamil K., że owszem - kibice Wisły na ich forum to generalnie gamonie, ale czy "jeśli pies na ciebie szczeka, to stajesz i mu się odszczekujesz?" (cytat z wypowiedzi forumowego autorytetu). Wystarczy?


Wiem jedno. Obecne sukcesy Wisły to dla wielu z nas problem psychiczny, ale nie to jest najgorsze. Wisła przecież kiedyś przegra i problem zniknie. Gorzej, że nie zanosi się na to, żeby za pół roku media ogarnęła sraczka tym razem legijna. Byłoby to całkiem przyjemne, ale ile cudów może wytrzymać ten świat?

Podaj ten news dalej: