- Dlaczego ukrywał Pan chęć przejścia do Szinnika Jarosław?
Radostin Stanew: To skomplikowana sytuacja i trudna sprawa. Poinformowałem o tym fakcie władze Legii. Wiem jednak, że zrobiłem to zbyt późno.
- Źle jest Panu w Legii?
- Nie. Mam ogromny szacunek dla tego klubu. Pokochałem Warszawę, wywalczyłem z Legią mistrzostwo Polski i Puchar Ligi. Zdobyłem sympatię wśród stołecznych kibiców. Wiem, że dziś wszyscy denerwują się z mojego powodu, ale proszę, wybaczcie.
- To dlaczego przystał Pan na propozycję Rosjan?
- Zaproponowano mi w Jarosławiu bardzo dobry kontrakt. Mam 28 lat i moja kariera piłkarska zbliża się ku końcowi. W Rosji kluby dysponują sporą gotówką, a ja muszę myśleć o przyszłości, o rodzinie. W ubiegłym roku ożeniłem się, więc dzięki propozycji z Rosji będzie okazja do powiększenia rodziny. Gdybym miał 22 lata, z pewnością zostałbym w Legii. Niestety, kończy się mój czas jako piłkarza, a życie idzie naprzód.
- Okres transferowy w Polsce kończy się 28 lutego. Legia straci pierwszego bramkarza i prawdopodobnie nie zdąży pozyskać kolejnego.
- Legia ma bardzo dobrego bramkarza. Artur Boruc świetnie zaczyna bronić. Myślę, że nadszedł czas, aby zajął moje miejsce między słupkami.
- Nie czuje się Pan winny?
- Bardzo. Wina leży po mojej stronie.
- A jeżeli Legia nie zezwoli Panu na wyjazd do Jarosławia?
- Myślę, że zdołam dojść do porozumienia. Wywalczyłem sobie w kontrakcie, że mogę odejść z klubu, jeśli ktoś zaoferuje za mnie 230 tys. euro. Polska jest cywilizowanym krajem i mam nadzieję, że moje prawo zostanie uwzględnione. Myślę, że podobnie jak w przypadku transferu Siergieja Omeljańczuka, również pieniądze za mnie przydadzą się Legii, a osłabienia na pozycji bramkarza nie będzie.
Rozmawiał Witold Horski