Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Tak dalej być nie musi

niedziela, 2 marca 2003 16:30
Poll

Skąd taka bieda?

Każdy kryzys działa na zasadzie samonapędzającego się urządzenia. Brak zbytu na towary - mniejsze obroty - mniejsze zyski. Potem cięcia w zatrudnieniu i obniżki płac. Ludzie nie mają pieniędzy i kupują coraz mniej, koło się zamyka. Z naszą ligą jest podobnie. Od 1970 do 1983 roku praktycznie co sezon polski klub grał w ćwierćfinale jakiegoś pucharu (PM, PUEFA, PZP). Był nawet jeden finał i dwa półfinały. Reprezentacja narodowa dwukrotnie zajmowała 3-cie miejsce w mistrzostwach świata - potem wszystko zaczęło się walić. Przyczyna była prosta. Żyliśmy w systemie, w którym władza myślała za obywateli, więc także za prezesów klubów piłkarskich i piłkarzy. Z perspektywy lat widać jak na dłoni, że poprzedni system z niektórymi dziedzinami życia radził sobie bez porównania lepiej od obecnego. O ile wyręczanie obywateli w handlu żywnością prowadziło do pustych półek i kartek na mięso, to częściowe wyręczanie prezesów klubów piłkarskich w polityce transferowej przynosiło wymierne korzyści. W latach 70-tych za granicę puszczano piłkarzy dopiero po ukończeniu 30 lat. Później poluzowano reguły, ale PZPN nie dopuszczał do tego, by piłkarze odchodzili do klubów gorszych niż te, w których grali w Polsce. Jeżeli piłkarze jak Boniek czy Młynarczyk wyjeżdżali za granicę, to jechali do czołowych klubów Europy za pieniądze porównywalne z płaconymi na Zachodzie. Niestety różnice w zarobkach w Polsce i na Zachodzie były wówczas tak znaczne, że w połowie lat 80-tych władza uległa i zaczął się masowy odpływ piłkarzy z naszej ligi. Niestety władza wolała wypuścić piłkarzy za granicę niż wprowadzić zawodową piłkę nożną na naszym podwórku. Jak zwykle pomylono kolejność. Jestem pewien, że utworzenie zawodowej ligi piłkarskiej w Polsce i dopiero po kilku latach zgoda na dowolne transfery zagraniczne zapobiegłyby kryzysowi naszej piłki z lat 1986 - 2000. Po prostu polskie kluby były wówczas na tyle zamożne, że mogłyby płacić piłkarzom porównywalnie z belgijskimi, greckimi czy tureckimi. Statystyki z tamtych lat brzmią dzisiaj nieprawdopodobnie. Mecze na szczycie ekstraklasy między Górnikiem i Ruchem Chorzów gromadziły wówczas nawet 42 tys. widzów!!! Nawet w mniejszych miastach jak np. Mielec 30-tys. widownia na meczu reprezentacji czy lepszym meczu ligowym nie była niczym dziwnym. Zdarzały się też mecze ligowe np. w Białymstoku, gdzie liczba widzów przekraczała 50-tys. Jeżeli wziąć pod uwagę proporcje wielkości poszczególnych krajów, to frekwencja na polskich stadionach niewiele ustępowała najlepszym ligom świata. Dzisiaj zapowiadana liczba 11-tys. widzów z Krakowa + Włosi na meczu Wisła : Lazio mówi sama za siebie. Nie muszę chyba dodawać, że przy frekwencji na stadionach z pierwszej połowy lat 80-tych polskie kluby w ciągu 2-3 lat stanęłyby na nogi. Niestety zadziałała typowa zasada każdego kryzysu: brak sukcesu - mniej kibiców - mniej pieniędzy - wyprzedaż piłkarzy - brak sukcesów itd...


Pozytywne przykłady

Ciężko uwierzyć, ale piłka nożna nie jest dzisiaj narodowym sportem Polaków. Gdyby popularność sportu oceniać po pieniądzach i oglądalności, to naszymi narodowymi dyscyplinami są koszykówka, siatkówka i od niedawna skoki narciarskie. Właśnie te dyscypliny pokazują, że można pojedyńczy sukces przekuć w trwały rozwój całej dyscypliny. Czołowe kluby polskiej koszykówki czy siatkówki jeszcze parę lat temu grały w obskurnych i niewielkich halach. Dzisiaj w czołowych zespołach ligi koszykarskiej zdrzają się zawodnicy, którzy grali w NBA. Nowoczesne hale są pełne kibiców, w przeciwieństwie do stadionów piłkarskich, całe miasta żyją meczami swoich drużyn, pieniądze są kolosalne i stale ich przybywa, sponsorów nie brakuje i są to potężne i poważne firmy o zasięgu światowym. Są oczywiście słabe kluby, które odstają od czołówki, ale ogólny poziom stale się podnosi. Podobnie jest z siatkówką, Polska organizowała finał Ligi Światowej, najlepsze ekipy z całego świata były zachwycone oprawą i organizacją rozgrywek. Pieniądze płyną wielką rzeką, a polskie kluby... no cóż, zestawiając z klubami piłkarskimi - Mostostal czy Galaxia bardziej przypominają Liverpool, Panathinaikos Ateny czy Dynamo Kijów niż Legię lub Wisłę. Nawet sukces jednego człowieka - Adama Małysza spowodował, że zawody w skokach w Zakopanem obejrzało tyle ludzi co kilka kolejek ekstraklasy piłkarskiej razem wziętych (o oglądalności telewizyjnej nie wspominając). Tylko, że tam nie ma filozofii "jestem zarobiony itd...". W ciągu roku przebudowano skocznie w Zakopanem, za rok, dwa będzie nowa super skocznia w Wiśle i nawet kiedy Małysz przestanie wygrywać, sukcesy się nie skończą, bo przy większości domów w górskich miejscowościach widać prowizoryczne skocznie, na których ćwiczą dzieci, a kluby sportowe mają olbrzymi napływ młodych sportowców, wśród których może być wielu następców Małysza. Jak widać, także w Polsce można rozwinąć wiele dyscyplin sportowych, odnosić sukcesy międzynarodowe i zarabiać duże pieniądze.

Żeby zlikwidować PRL w naszym futbolu na kilka lat trzeba wrócić do jego metod. Jak widać w naszej ekstraklasie obecny system nie działa. Właściciele klubów piłkarskich częściej mają do czynienia z polityką lub prokuratorem niż sportem czy prawdziwym biznesem. Nawet tak wychwalana Wisła Kraków jest zarządzana metodą straganową. Przecież gdyby nie system licencji wprowadzony przez PZPN, do tej pory nie miała by oświetlenia. Nie wiem czy prezes Cupiał policzył ile stracił na prawach transmisji czy biletach na mecze z Parmą, Barceloną, Saragossą, FC Porto i Hajdukiem Split rozgrywając je w środku tygodnia o godzinie 14 z braku oświetlenia? Ile może stracić teraz, jeżeli łobuzy z Lazio zmuszą Wisłę do gry za granicą z powodu braku podgrzewanej murawy? Na pewno za te pieniądze Wisła miałaby i podgrzewaną murawę i oświetlenie, i część pieniędzy na nowy stadion, który nie kompromitowałby nas za granicą. I tak dzieje się w najbogatszym klubie naszej ekstraklasy, więc co musi być w tych biedniejszych? To co w ostatnich latach stało się z Widzewem, ŁKS, Polonią i po trochu z Legią jasno pokazuje, że właściciele polskich klubów nie dorośli do tego, by samodzielnie organizować rozgrywki ligowe. Jeżeli uzajemy piłkę nożną za dobro narodowe, nie powinno być mowy o demokratyzacji PZPN-u. Właśnie taka "demokracja" za czasów Dziurowicza doprowadziła do tego, że na mecze polskiej ligi przychodzi średnio po 3500 widzów, że zadłużone kluby grają na rozsypujących się stadionach, a sponsorzy omijają futbol z daleka. Ta "demokracja" spowodowała dwuletnie opóźnienie przy wprowadzaniu licencji i przyczyniła się do spowolnienia, jeżeli nawet nie zablokowania, sensownej reformy rozgrywek ligowych. Licencje okazały są strzałem w dziesiątkę i są niewątpliwym sukcesem Michała Listkiewicza, zwłaszcza że opór przy ich wprowadzeniu był olbrzymi. Jeżeli osoby zarządzające polskimi klubami nie rozumieją, że w dzisiejszej Europie nie można grać na stadionie bez dachu i oświetlenia za to z drewnianymi ławkami, niech zmienią zajęcie lub realizują się w II-ej lidze. Tylko sukcesy międzynarodowe takie jak ten Wisły odrodzą naszą ligę piłkarską. Sukcesy Legii z połowy lat 90-tych zostały zniweczone, może teraz będzie inaczej. Dlatego nie może być tak, żeby o kształcie naszej ligi decydowali na równi ci, którzy inwestują w swoje kluby, w ich infrastrukturę, kadrę itd... i ci, którzy mają jedynie tradycję, długi i walące się stadiony. Prezesi klubów, którzy zablokowali reformę ligi, dopuścili się zbrodni na całym polskim futbolu w imieniu swoich bardzo wąskich interesików. Nóż w kieszeni się otwierał, kiedy słuchałem Piechniczka histeryzującego, że 12-drużynowa ekstraklasa to odebranie piłki wielu miastom, w których "istnieje społeczne zapotrzebowanie na ekstraklasę". Tylko gdzie oni widzą to zapotrzebowanie na ekstraklasę, skoro na mecze w tych miastach przychodzi 2000 widzów, mniej niż w maleńkich Wronkach. Gdyby było zapotrzebowanie, to na mecze przychodziłoby tam nie 2, ale 20 tys. widzów jak w dawnych latach i nie byłoby kłopotów z pieniędzmi na modernizację stadionu. "Społeczne zapotrzebowanie" to po prostu wyobraźnia prezesów zadłużonych i pozbawionych kibiców klubów piłkarskich, których jedynym "kapitałem" jest tradycja i sukcesy sprzed 30 lat, kiedy "mieli węgiel a inni dziury na dupie".


Iść za ciosem

Michał Listkiewicz mówił ostatnio, że nawet w Tiranie, stolicy Albanii jest stadion lepszy od polskich. Jest to prawda, polskie stadiony można porównać wyłącznie z afrykańskimi i to tymi z niższej półki (ale jaka tam jest frekwencja). Tak dalej być nie musi, przez prawie 10 lat gospodarki rynkowej nie zbudowano nawet jednego stadionu. Nie muszą i nie zrobią tego same kluby. Zrobią to samorządy miejskie, pod warunkiem że zostaną do tego odpowiednio przymuszone. Nie jest to łatwe, jeżeli w 200-tys. mieście na stadion przychodzi 1000 osób, a na dodatek co drugi mecz kończy się rozróbą. Ale przykład Szczecina pokazuje, że kilkadziesiąt tysięcy kibiców Pogoni wraz z rodzinami jest w stanie zmusić władze miasta do zajęcia się losami klubu. Jeżeli chociaż 20% mieszkańców danego miasta identyfikuje się z klubem, to samorządowiec odmawiający pomocy temu klubowi byłby politycznym samobójcą. Prezesi klubów piłkarskich muszą nauczyć się lobbingu, nawet na zasadzie typowego dealu politycznego: "będzie kasa na nowy stadion - będą darmowe billboardy z buźką prezydenta na stadionie przy następnych wyborach, nie będzie kasy to - też będą, ale z buźką kandydata opozycji". Najlepszymi metodami nauki jazdy samochodem jest jeżdżenie po mieście w godzinach szczytu, nauki pływania wrzucanie do głębokiej wody, a zarządzania klubami wymogi PZPN i UEFA. Trzeba więc iść za ciosem:


- wprowadzić 12 drużynową ligę z podziałem na grupy i barażami w ligach 2-3. Jeżeli przez to spadnie z ekstraklasy parę klubów, nic się nie stanie, a niektóre z ich mogą na tym skorzystać, bo terapia szokowa pomaga, popatrzcie na Lecha Poznań czy Dospel Katowice, chyba kibice Lecha nie żałują jednego sezonu w II-ej lidze, skoro przed spadkiem przychodziło ich na stadion 2,5 tys. a teraz 20 tys.,

- egzekwować wymogi licencyjne do bólu - żadnych okresów przejściowych, można spytać prezesów i kibiców Wisły, czy lepiej się gra przy sztucznym świetle i przyjemnie liczy kasę za transmisje telewizyjne, czy lepiej było grać o 13-tej przy w połowie pustych trybunach, a jak fajnie byłoby mieć 50-tys kibiców na meczu z Lazio... łatwo policzyć

- wprowadzić wymóg podgrzewanej murawy - np. w okresie dwóch lat, potem wystczy wprowadzić prosty wymóg, że klub nie mający takiej murawy nie zostanie zgłoszony do pucharów; okaże się, że takie murawy pojawią się na większości stadionów ekstraklasy w jedną zimę,

- to samo powinno dotyczyć całego zaplecza, każdy klub polskiej ekstraklasy może awansować do Ligi Mistrzów, więc powinien mieć infrastrukturę odpowiednią do jej wymogów,

- nie zamykać stadionów za rozróby, tylko karać kluby finansowo (świetne rozwiązanie PZPN-u zgodne z trendami europejskimi), niektórzy kibice dziwią się, dlaczego po rozróbach na włoskich stadionach UEFA ich nie zamyka, a grozi to naszym klubom? Bo tam za rozróby płaci się takie kary, że polski klub od razu by splajtował,

- wprowadzić czytelne zasady lokalizacji spotkań kadry narodowej, powinny być tylko trzy kryteria: nowoczesność i pojemność stadionu, zachowanie miejscowych kibiców i średnia frekwencja na meczach ligowych - może wtedy kluby chętnie wprowadzą tańsze bilety rodzinne.


Ze swojej strony PZPN jest zobowiązany dbać o interesy polskich klubów w UEFA lepiej, niż robi to dotychczas, po takim sędziowaniu jak w pierwszym meczu Legia - Valencia powinna być potężna awantura, a nie żale na łamach polskiej prasy. Po protestach i rozróbach mogą ukarać sędziego, meczu nie powtórzą, ale następny mecz polskiej drużyny będzie sędziowany wzorowo. Należy też lobbować i walczyć o takie zmiany w zasadach rogrywania LM i PUEFA, aby polskie kluby mogły na nich skorzystać jak najwięcej. Nasze kluby grające w europucharach powinny być "święte" i jeżeli proszą np. o zmianę terminu meczu ligowego, to PZPN powinien taką prośbę popierać obligatoryjnie, a nie uznaniowo.


Kiedy będziemy mieli piłkę nożną na poziomie siatkówki czy koszykówki, można przywrócić demokrację w zarządzaniu. Wtedy można myśleć o większej ekstraklasie, bo gdy 20-stu prezesów klubów II-ej ligi przyjdzie i powie, "mamy nowoczesne obiekty, sponsorów i 10 tys. widzów co sobotę, więc chcemy mieć większe szanse na ekstraklasę". Będzie wiadomo, że wracamy do Europy i wtedy niech usiądą i głosują.

Podaj ten news dalej: