- Co się stało? Legia przegrała z Groclinem 0-2.
Cezary Kucharski: Groclin raz wykorzystał nasze zagapienie przy stałym fragmencie gry. Ktoś nie przypilnował Zająca, odpuściliśmy krycie i przegrywaliśmy 0-1. W drugiej połowie nas skontrowali i ciężko było cokolwiek zrobić. Z minuty na minutę było coraz bardziej nerwowo. Mieliśmy kilka sytuacji, ale albo trafialiśmy w rywala albo bronił bramkarz.
- W grze Legii widać było bezradność i niemoc.
- Nie wiem, z czego to wynikało. Chcieliśmy wygrać i to bardzo...
- Za dużo chyba było gry środkiem boiska...
- Tak, ciężko nam było się przebić przez środek. Oni zagrali bardzo defensywnie, nastawili się na kontry i dalekie podania do szybkich napastników. A my biliśmy głową w mur.
- Czy ta porażka oznacza coś w walce o tytuł mistrza Polski?
- Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Pewnie w środę Wisła odskoczy nam na sześć punktów.
- Wstyd Wam po stracie tych punktów?
- Trochę tak. Ale Groclin to jedna z czołowych drużyn naszej ligi. Z aspiracjami, dobrym trenerem Bogusławem Kaczmarkiem. Fizycznie i motorycznie są dobrze przygotowani. Ja mówiłem przed meczem, że będzie trudniej niż z Amiką. I, niestety, się nie pomyliłem.
- Czego brakuje Legii?
- Nie czujemy się tak świeżo, tak dynamiczni jak rywale. Rozmawialiśmy o tym i po meczu z Amiką, i teraz. I za każdym razem wrażenia były podobne. Oni byli od nas pod tym względem lepsi. Z czego to wynika? Nie wiem.
- Co dalej?
- Trzeba żyć z tą porażką. I walczyć dalej.
- W drugiej połowie grał Pan w drugiej linii. Jak Pan oceni swoją grę, w kontekście ewentualnych występów w reprezentacji na tej pozycji?
- Czytałem w "Gazecie" ocenę trenera Janasa mojego występu w drugiej linii w meczu z Belgią. Powiedział, że zagrałem słabo. Ale ja w Szczecinie grałem w zupełnie innym miejscu, niż na mundialu, w spotkaniu z USA. Przeciwko Belgom byłem ustawiony jako pół-lewy, ofensywny pomocnik, ze Stanami grałem zdecydowanie w środku. Ale to ocena trenera Janasa. Ma swoją koncepcję. Jeśli mnie nie widzi, szkoda. Co do gry w drugiej połowie meczu z Groclinem, to było chyba łatwiej niż w pierwszej, kiedy grałem w ataku. Miałem więcej piłek, kilka okazji, ale moje strzały bronił Liberda. Brakowało może błyskotliwości, ale kilka podań było niezłych.
- Po zakończeniu meczu było bardziej nerwowo niż na boisku.
- Tak. To, że Groclin cały czas śpiewał "Legła Warszawa" jakoś przełknęliśmy. Nie warto było robić scen na boisku ani w szatni. Ale kiedy obrazili nas i nasz klub, musieliśmy zareagować. Nie możemy komukolwiek pozwolić na takie zachowanie. Wpadliśmy do ich szatni i chłopcom z Grodziska jakoś szybko zamknęły się buzie.
Rozmawiał Robert Błoński