Na wczorajszym treningu warszawskiej Legii pojawił się nowy zawodnik
– Marcin Rosłoń, zaproszony na zajęcia z drużyny rezerw. 25-letni
piłkarz znany jest również z telewizji Canal Plus, w której pracuje od września 2000 roku. Trener Dragomir Okuka zdecydował się włączyć
Rosłonia do kadry pierwszej drużyny, ponieważ ma tragiczną sytuację wśród obrońców. Kontuzjowani są Wojciech Szala, Dariusz Dudek i Jacek Zieliński. Do dyspozycji zostało zaledwie
trzech defensorów – Tomasz Jarzębowski, Marek Jóźwiak i Paweł
Golański. Szkoleniowiec mistrzów Polski obserwował przygotowanie
Rosłonia pod względem motorycznym, fizycznym i technicznym,
choć zawodnik jest w formie – w poniedziałek wraz z ekipą Canal Plus wywalczył mistrzostwo w halowej lidze mediów.
– Byłem już wcześniej w kadrze pierwszego zespołu Legii, grałem
w europejskich pucharach z Jeunesse Esch i Haką Valkeakoski w 1996 roku, siedziałem na ławce w spotkaniach z Panathinaikosem,
Vicenzą i Besiktasem – opowiada Rosłoń. – Do pierwszej jedenastki
jednak nie mogłem się przebić.
Jak udaje się panu połączyć pracę w Canal Plus z grą w rezerwach
Legii?
– W Canal Plus zostałem zatrudniony w lipcu ubiegłego roku, po
trwającej blisko dwa lata współpracy. Dostałem pieniądze, które
mnie satysfakcjonowały, a jednocześnie Jacek Okieńczyc powiedział,
że mogę trenować w rezerwach Legii. Zastrzegł jednak – najpierw
praca, później trening. Trenerzy Krzysztof Gawara i Jerzy Kraska również nie mieli nic przeciwko mojej pracy w Canale i kiedy tylko muszę jechać komentować mecz dla tej stacji, nie mają nic przeciwko, nawet jeśli odbywa się to kosztem gry w czwartej lidze. W rezerwach też dostałem pieniądze, ale symboliczne – na benzynę.
Jest pan zaskoczony propozycją Okuki?
– Oczywiście, że tak, chociaż już w styczniu w kuluarach słyszałem,
że szkoleniowcy pierwszego zespołu rozważają włączenie mnie do kadry. Dariuszowi Kubickiemu spodobały się moje bardzo dobre badania wydolnościowe. Okres przygotowawczy spędziłem jednak
w rezerwach i pogodziłem się, że będę grał w czwartej lidze.
Kilka lat temu był pan piłkarzem, później przekwalifikował się pan na dziennikarza i znowu staje się pan futbolistą.
– Nie wiem, na razie trener Okuka tylko się mi przyglądał. Z telewizją wiążę moją przyszłość, w tym roku kończę studia dziennikarskie. Czy da się pogodzić wszystkie obowiązki? Hm, ze stadionu Legii do redakcji nie ma zbyt wielu kilometrów, tak naprawdę z siedziby Canalu można rzucić kamieniem i trafić w główną trybunę Legii.
Rozmawiał: Daniel Olkowicz
Pogodził się pan już z odejściem Marcina Rosłonia?
– Jacek Okieńczyc: Spokojnie, Marcin idzie do Legii na razie na dwutygodniowe treningi, dopóki jest przerwa w lidze. Dopiero po tym okresie okaże się, czy Legia chce go zaangażować. Myślę, że jakoś sobie to poukładamy. A swoją drogą to jestem zachwycony, że tak utalentowani ludzie mogą działać na dwóch frontach.
Ile wynosi suma odstępnego?
– O poważnych pieniądzach porozmawiamy, gdy Legia naprawdę będzie chciała zaangażować Marcina.