Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Truposz

sobota, 5 kwietnia 2003 12:11
Genezyp Kapen

Albert Einstein wyznał, że są dwie rzeczy bezkresne: kosmos i głupota ludzka, choć co do tej pierwszej miał pewne wątpliwości. Ja na karb tej drugiej składam plon ostatnich wydarzeń wrocławskich oraz ton publikacji kibicowskich.

W trakcie gigantycznej bijatyki na mieście zadźgano faceta. Wielu innych skatowano. Zadyma została zorganizowana przez miłośników zadym, pretekstem były różnice wyznaniowe, ofiarami aktywni uczestnicy zajść. Nie chodziło jednakże o spory religijne czy też filozoficzne, ale o konflikt na tle zamiłowania do różnych drużyn piłkarskich. Zakładam, że skoro przedmiotem konfliktu były kluby piłkarskie, to uczestnikami byli ludzie, którzy kibicują tymże klubom. Nieważne jak.


Przemoc w tv

Teraz kibice mają pretensje do mediów, że te wykorzystały śmierć kibicowskiego chuligana czy też chuligańskiego kibica albo tylko chuligana do nagonki na ruch kibicowski w ogóle. I to święte oburzenie budzi mój uśmiech politowania. Znowu te cholerne media robią nam koło pióra. Jeszcze raz śmierć wykorzystano do plucia na kibiców w ogóle. Znowu dziennikarze atakują Bogu ducha winnych miłośników futbolu. I jak tu budować nasze dobro narodowe - polski futbol podczas głosów, że kluby hodują chuliganów, że na mecz trzeba chodzić w zbroi albo najlepiej w ogóle, że polska liga to rozrywka dla antropoidalnych troglodytów... A wiadomo wszak, że wszystkiemu winne przecież jest bezrobocie, niskie ciśnienie i bieda. Nie licząc rządu, policji, Żydów, cyklistów itp.



Nieśmiertelność Kalego

Odnoszę wrażenie, że najlepiej byłoby, gdyby media w ogóle przemilczały ów incydent albo przekazały relację takiej mniej więcej treści: „Przy okazji meczu Śląsk – Arka doszło do burzliwej wymiany poglądów miedzy kołami zbliżonymi do środowisk miłośników piłkarskich i krzewicieli krzepy z Wybrzeża i Dolnego Śląska, wspieranych czynnie przez aktywistów z Wielkopolski i kilku innych ośrodków zrzeszających animatorów kultury fizycznej w warunkach blokowisk osiedlowych. Momentami dyskusja przybierała bardzo burzliwy przebieg. Rozważano wyższość środowiskową rozwoju sprawności w bezpośrednio zaangażowanych ośrodkach miast. Funkcjonariusze policji, nie dostrzegając szans na rychłe przejście do wniosków, umożliwili grupie kilkuset uczestników spotkania, kontynuację wymiany poglądowej w bardziej kameralnych warunkach, w placówkach podlegających resortowi spraw wewnętrznych. Reszta uczestników rozjechała się do domów. Niestety, jeden z gdyńskich uczestników sporu, pozostał na wrocławskiej ziemi, nie wytrzymując ciśnienia debat i zszedł, nie mogąc odeprzeć w sposób adekwatny argumentów strony przeciwnej.”

Media w podobnie wstrzemięźliwy sposób zrelacjonowały bijatykę w Częstochowie w 1980 r., zorganizowaną przy okazji finału Pucharu Polski. Do dziś nie można doliczyć się strat i liczby ofiar – nawet śmiertelnych. Podobne zadymy były zatem w czasach, kiedy np. o bezrobociu (jak sugeruje Marmar) nikt u nas nie słyszał. Jednak bez względu na to jak ostro czy agresywnie bijatyka została zrelacjonowana, trudno zmienić fakt, że miała miejsce. I media nie mają tu nic do gadania.


W ryło

Jestem zwolennikiem tezy, że jak ktoś komuś chce dać w mordę to powód zawsze znajdzie. Bez względu na uchwałę Sejmu, pogodę, stan portfela i inne takie. Zamiłowanie do danego klubu jest uniwersalnym i najłatwiejszym do zaakceptowania powodem, dla którego warto walić w ryj. Bo inne kwestie światopoglądowe są trudniejsze do wychwycenia, krótkowłosi wyznawcy piłkarstwa w krajowym wydaniu nie lubią wdawać się w bardziej złożone dywagacje.
Futbol ze swej natury budzi zachowania agresywne. Zarazem jednak potrafi je rozładować. U nas jednak nie ma futbolu. Jest atrapa. Ma tylko tę właściwość, że stwarza pretekst do walenia w ryj. Bo ani wielkiej piłki, ani gwiazd, ani wybitnych indywidualności na boiskach nie uświadczysz. Zatem liga odstrasza miłośników piłki, bo ma im niewiele do zaoferowania. Są za to flagi – rzecz w naszej piłce pierwszorzędna i budząca wiele emocji grupa przyjezdnych. Są też rzesze frustratów o niskim ilorazie inteligencji. Piją piwo w autobusach – bez reakcji władz, plują na ulice – bez sprzeciwu, rzucają słowem wulgarnym a obelżywym – nic, pstrzą mury murzyńskim bohomazem – też bez reakcji. W końcu leją się po ryjach. Proste jak struktura zabawy w remizie.


Hoolsi, żulsi, ultrasi, Papuasi i pikniki

Otóż bandyci też chodzą na mecze. Choć nie zawsze na meczach praktykują swój bandycki proceder. Mecze są tak nudne i słabe, że nie warto chodzić na nie tylko dla piłki. Warto dla innych atrakcji. Prawo dziurawe, płoty też, policjanci głupi choć agresywni, komputerowe bazy danych nie istnieją. Raj dla bandytów.
I kluby nie mają wyjścia. Jeśli wychodzą naprzeciw kibicom, to skazują się na kontakty z kibicami w stylu „kurwa śpiewaj”. Jeśli nie wychodzą, skazują się na wojnę z takimi kibicami. Utopijne jest stwierdzenie, że „jedyny realny sposób wpływania na najbardziej zagorzałą część publiczności to współpraca z przedstawicielami kibiców: stowarzyszeniami, klubami kibica, obojętnie jak to się nazywa (...) Żaden klub w Polsce w obecnych warunkach społecznych nie pójdzie na wojnę z kibicami. Bo przegra. Musi współpracować nawet za cenę oskarżenia przez jakiegoś gamonia o "hodowanie chuliganów"” – jak chce maramar. Takie próby podejmowane są od lat ze skutkiem wiadomym. Co więcej, właśnie takie mrzonki społecznikowsko-wspólnotowe powodują, że problemu bandytyzmu nie daje się ruszyć. Nie wierzę w żadną terapeutyczną moc takich praktyk. W pokoiku klubowym pogwarzym, a pociąg zdemolujem i tak. Byle z dala od klubu, żeby prezesio nie miał kłopotów. To nie kluby są od rozwiązywania takich problemów. Kluby mają dostarczać dobrej piłki i dysponować obiektami spełniającymi wymogi bezpieczeństwa. Oba warunki są w naszych realiach są nie do wyegzekwowania. Bo nie ma pieniędzy, bazy i piłkarzy, i dlatego, że nie ma prawa. A gamoń panie Marmar ma rację. Kluby muszą hodować sobie bandytów, bo nie potrafią się ich pozbyć – a alternatywy nie mają, sam Pan to zauważył.


Wyjście

Nie wolno rozmawiać z żadnymi nieformalnymi przywódcami grup kibicowskich jak z partnerem. Grozi to legalizacją struktur mafijno-bandyckich. Ponadto stawia jakiegoś przygłupa stanowiącego zagrożenie ponad zwykłymi kibicami, którzy nigdy nie zrobią nic złego. Problem jest o wiele prostszy. Bandziorków powinna wyłapać policja a skazać prokuratura. To że są zarazem kibicami nie zwalnia ich od odpowiedzialności karnej. Zamiast łagodzić, resocjalizować, należy zlikwidować. Dosłownie. Pytanie pozostaje o polskie prawo, skuteczność jego egzekwowania itp. Czyli kwestia wykracza poza granice futbolu. Zatem głupotą mediów jest domaganie się od Listkiewicza działań na rzecz walki z chuligaństwem. On ma przygotować stadiony do meczów piłkarskich a nie bitew z rozdokazywaną żulią podwórkową. To co się dzieje poza stadionami, w ogóle nie leży w jego gestii. Proszę jednak zdać sobie sprawę, że gdyby jakaś władza należycie wyegzekwowała przygotowanie obiektów piłkarskich do organizacji imprez masowych, należałoby zamknąć rozgrywki ligowe.
Proszę mi wybaczyć, ale nie poprę żadnych minut ciszy, podniosłego nastroju, atmosfery ku czci i zbiorowej pamięci. O wiele bardziej wzrusza mnie złamany paznokieć postronnego świadka niż zabity bandzior, który pojechał specjalnie żeby się bić. Zamiast urządzać zaprowadzanie spokoju i ganianie się z żulią po mieście, lepiej byłoby urządzić klatki walki, gdzie dwie zwaśnione grupy wchodziłyby i mogły się lać bez opamiętania, najlepiej do skutku. W końcu nikt im nie każe. I proszę mi nie wmawiać, że wspieram pikników, nie czuję ducha kibicownia w polskim wydaniu. Proszę przyjąć do wiadomości, że gówno mnie to obchodzi. I że jeżeli ktoś czuje takiego ducha, jest materiałem do badań psychiatryczno-patologicznych, a nie kibicem.

Podaj ten news dalej: