Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Wisła wyczerpana? Ale czym?!

poniedziałek, 7 kwietnia 2003 19:35
Marek Jóźwiakźródło: Gazeta Wyborcza

Robert Błoński: Kto wygra w Krakowie?

Marek Jóźwiak: Lepszy.

A kto będzie lepszy?

- Mam nadzieję, że Legia.

Myśli Pan jeszcze o sobotnim meczu z Górnikiem?

- A skąd. Po co rozmyślać, roztrząsać sprawy niemiłe? Nie ma sensu samemu gnębić się psychicznie. Trzeba zapomnieć o tym, że już w sobotę mogliśmy dogonić Wisłę na jeden punkt. Gdybyśmy wygrali, w Krakowie na pewno grałoby nam się inaczej.

Czyli lepiej?

- Jasne. Łatwiej byłoby po zwycięstwie. Wszystko przez to, że zabrakło nam skuteczności.

To drugi z kolei mecz na Łazienkowskiej, w którym Legia nie strzela goli.

- Rzadko się to zdarzało i jestem zaniepokojny. Trener powinien coś zrobić, ale nie wiem co. My się staramy, chcemy, ale się nie udaje. Wynik zależy nie tylko od nas. Owszem, to piłkarze biegają, strzelają bramki i popełniają błędy, po których je tracą. Ale trenerzy przecież przygotowują nas do meczów. Chyba widać, czego nam brakuje do odzyskania formy i dlaczego dwa ostatnie mecze na Łazienkowskiej były dla nas straszliwą męczarnią.

Brakuje Wam szybkości, świeżości, błysku? Legioniści wyglądają, jakby biegali w zwolnionym tempie...

- Wszyscy tak mówią. I jest to dobre pytanie, ale... nie do mnie, tylko do trenerów. To nie moja działka. Mam 36 lat i jeszcze półtora roku kontraktu z Legią. Wy, dziennikarze, widzicie mecze lepiej, to je oceniajcie. Pewnie, że chciałbym biegać szybciej, mieć błysk... A tak raz on jest, raz nie ma. I ciężko mi się z tym pogodzić. Ale nie ja ustalam, jak trenujemy. Najlepiej, jak umiem, robię to, co na zajęciach powiedzą trenerzy.

Wróćmy do środowego meczu. Jesienią, po wygranej 3:2 w Warszawie, zapytany o napastników Wisły, powiedział Pan: "A grali?".

- Bo wtedy w drugiej połowie nic nie pokazali. Ale to nie znaczy, że są słabi. Wisła ma ogromny potencjał ofensywny. Czyli to, czego ostatnio nam brakuje. No ale nasza gra ofensywna zależy nie tylko od napastników, ale i pomocników oraz obrońców. Brak nam ostatniego podania. Trzeba w końcu strzelić jakieś gole przeciwko mocnej drużynie, byśmy uwierzyli, że umiemy to robić.

Kto jest groźniejszy - Marcin Kuźba czy Maciej Żurawski?

- Kuźba lepiej, dłużej potrafi utrzymać się przy piłce. Żurawski, wykorzystując swoją szybkość, potrafi wyjść do prostopadłej piłki zagranej za plecy obrońców. To dwaj różni napastnicy, ale świetnie się uzupełniają. A który jest groźniejszy, to powiem po meczu.

Mobilizują Was przedmeczowe wypowiedzi rywali?

- E, tam. To tylko takie gadanie. Niech każdy mówi, co chce, i prowadzi wojnę psychologiczną. Mnie najbardziej mobilizuje tytuł mistrza Polski, który chcę znowu wywalczyć. Zresztą już raz, po meczu z Groclinem, powiedziałem, co myślę, i dziennikarze zrobili z tego trzeci temat w Polsce. Po wojnie w Iraku i aferze Lwa Rywina.

Kamil Kosowski powiedział, że on i jeszcze paru innych zawodników Wisły są wykończeni fizycznie...

- Dla mnie to jakiś absurd. Czym są wykończeni? Dziewięć meczów w sześć tygodni to nie tak dużo. Jeśli są odpowiednio przygotowani, każdy z nich powinien czuć się jak młody Bóg. A może Kosowski się źle prowadzi? Nie wiem. W każdym razie, mówiąc takie słowa, wrzucił kamyk do ogródka trenera Kasperczaka.

Porażka w Krakowie oznaczałaby....

- ...to, że dziesięć kolejek przed końcem będziemy mieli o sześć punktów mniej niż Wisła. Jeszcze będziemy walczyć, ale znając realia polskiej ligi, odrobienie tej przewagi byłoby trudne. Poza tym pamiętajmy, że w środę w Krakowie zagra trzeci zespół z czwartym. Liderem jest GKS, za nim Odra. Te zespoły tworzą kolektyw, grają z jednym napastnikiem i mają sporo szczęścia. Ale dla nas w Krakowie to mecz prawdy. Wygrana oznacza, że o tytuł walczyć będziemy do końca. Porażka - że ta walka skończy się prawdopodobnie na jakieś cztery kolejki przed końcem.

Nie za wcześnie taki mecz?

- Gdybyśmy nie przegrali z Groclinem i pokonali Górnika, to takie spotkanie miałoby ogromne znaczenie i mogło rzeczywiście decydować o tytule. A tak zwycięzca będzie miał sporą przewagę psychologiczną. Nie możemy przegrać w Krakowie. Jedziemy tam wygrać, bo to jest Legia. A Legia zawsze musi walczyć o zwycięstwo. Inne zespoły nie muszą, mogą zwyciężać. My nie mamy wyboru. Wisła też zaatakuje i będzie w Krakowie świetne widowisko.

Czym się różni Legia z wiosny 2002 r. od Legii z wiosny 2003 r.?

- Brakuje nam zadziorności w tym, co robimy. No i za szybko uchodzi z nas powietrze, przestajemy walczyć. Nie lubię, jak ktoś mówi, że w pierwszej połowie Legia grała dobrze, a w drugiej słabo. My chcemy przed przerwą i chcemy po przerwie. Zależy nam nie tylko na punktach, ale i dziesięciu tysiącach kibiców, którzy regularnie przychodzą na Łazienkowską. Ta Legia sprzed roku oprócz tego, że biegała do końca, to jeszcze umiała grać w piłkę. A teraz tego nam brakuje. Czekam na moment, że się to zmieni.

A może potrzeba Wam dodatkowej premii pieniężnej za mecz z Wisłą?

- Nie. Nie chodzi o pieniądze. One nie mają nic do rzeczy. Wiemy, za ile gramy, i nie narzekamy. Chcemy wygrywać, bo za remisy nie dostajemy nic.


Rozmawiał Robert Błoński

Podaj ten news dalej: