Robert Błoński: W Wielką Sobotę mecz w Wodzisławiu. Aby zachować szanse na tytuł, Legia nie może stracić choćby punktu.
Tomasz Jarzębowski: Z Wisłą też nie mogliśmy przegrać, ale się nie udało... Odra to jednak inna drużyna. W Wodzisławiu zwykle wygrywaliśmy i mam nadzieję, że tym razem będzie tak samo. Tam lubimy grać, choć boisko jest kiepskie, za to z Odrą zdecydowanie gorzej idzie nam przy Łazienkowskiej. Wygrana 6:0 z KSZO podbudowała nas i jeszcze nie przestaliśmy wierzyć w to, że obronimy tytuł.
A czy Legia zagra w Wodzisławiu lepiej niż ostatnio?
- Nie było przecież tak źle. W Krakowie i przeciwko KSZO graliśmy lepiej niż na początku rundy. Zdajemy sobie sprawę, że do końca sezonu będzie ciężko w każdym meczu. Bo w polskiej lidze, oprócz KSZO i Pogoni, każdy może wygrać z każdym.
Odra gra nadspodziewanie dobrze. Niedzielna porażka 0:3 z Groclinem była pierwszą w tym roku, licząc nawet sparingi.
- Byliśmy zaskoczeni postawą Odry. Odeszli przecież stamtąd Rocki i Sibik, a mimo to klub z Wodzisławia walczy o puchary. Ryszard Wieczorek dobrze poukładał i przygotował zespół. Walczą jeden za drugiego i są efekty. Ja nie widziałem jeszcze żadnego meczu Odry w tej rundzie.
Przeciwko Legii nie zagrają obrońcy Sablik i Madej, którzy w Grodzisku dostali żółte kartki. Działacze Odry mówią, że sędzia Granat specjalnie "wykartkował" tych zawodników.
- Nie widziałem sytuacji, ale to chyba jakaś spiskowa teoria dziejów. A może budowanie przedmeczowego napięcia, podgrzewanie atmosfery?
Kto jest faworytem?
- Tabela mówi, że Odra. Reszta przemawia za nami. Bo Legia w każdym spotkaniu, no może oprócz tych z Wisłą, uznawana jest za faworyta. My wygrywać musimy, inni mogą.
Odpoczęliście już - fizycznie i psychicznie - po meczach z Wisłą i KSZO?
- Tak. Już nie biegamy tyle, co wcześniej. Spokojnie przygotowujemy się do kolejnych spotkań. Do zdrowia wracają niemal wszyscy, którzy narzekali. "Aco" Vuković normalnie trenuje, to samo Artur Boruc, ale nie wiem, czy zagrają przeciwko Odrze. W Wodzisławiu na pewno zabraknie Wojtka Szali i Radka Wróblewskiego, ale oni leczą się od dawna. Mam nadzieję, że wysoka forma wreszcie przyszła. Poprzedniej wiosny też rozkręcaliśmy się powoli...
W Odrze gra Jacek Ziarkowski, który tej wiosny strzelił już pięć bramek.
- Nigdy przeciwko niemu nie grałem. Wiem, że w poprzednim sezonie grał w Hetmanie Zamość. A jesienią, kiedy Odra grała w Warszawie, ja byłem kontuzjowany. Co potrafi, przekonam się na meczu.
Pan też strzela sporo goli, choć jest obrońcą. W tej rundzie już dwa. Jak to się dzieje?
- Chodzę pod bramkę przeciwnika przy stałych fragmentach. A tam piłka szuka mnie, a ja jej. Poza tym nasi pomocnicy - Tomek Kiełbowicz i Tomek Sokołowski - dobrze podają piłki. Stąd tyle goli.
Stanko Svitlica nie ma pretensji, że "odbiera mu Pan chleb"?
- A skąd. Strzelił już przecież 19 goli. Nie jest egoistą.
Skąd się bierze Pana skuteczność?
- Bo ja dopiero trzeci rok gram jako kryjący obrońca. W juniorach występowałem jako ofensywny pomocnik, potem jako defensywny. Aż w końcu trener Smuda przesunął mnie do tyłu. I tak zostało. Ale mam przyzwyczajenia z lat poprzednich i ciągnie mnie do przodu...
Kiedy bardziej jest Pan zadowolony: jak strzeli gola, czy jeśli drużyna nie straci bramki?
- Jeśli nie stracimy gola, to cieszy się cała drużyna. A zdobyta bramka to dla mnie podwójna radość.
Gdyby nie kontuzja Wojciecha Szali, nie grałby Pan w pierwszym składzie Legii...
- Wiem. Nie grałem przez cały ubiegły rok. Dzięki temu, że doznałem kontuzji, moje miejsce zajął Siergiej Omeljańczuk. Kto wie, co by było, gdyby nie uraz. Taki los piłkarza. W tej rundzie miał grać Wojtek, a ja postanowiłem cierpliwie czekać na swoją szansę. Nie spodziewałem się, że dostanę ją już w pierwszym meczu...
Jak się Panu gra ze starszymi o ponad dziesięć lat Markiem Jóźwiakiem i Jackiem Zielińskim?
- Dziesięć lat temu stałem pod stadionem i prosiłem o autografy Marka i Jacka, potem z wypiekami na buzi oglądałem ich występy w Champions League. A teraz gram z nimi w jednej drużynie... To spełnienie marzeń. Chciałbym kiedyś być w takiej sytuacji, jak oni teraz: zagrać z chłopakiem, którego byłem idolem.
Paweł Janas powiedział, że zastanawia się, czy nie powołać Pana do kadry...
- Kiedyś na Łazienkowskiej odbywał się turniej reprezentacji olimpijskich "LG Cup". Trenerowi Janasowi wypadło kilku zawodników, więc powołał mnie i Adama Więckowskiego, choć nie graliśmy w I lidze. To był dla mnie szok... A później wystawił mnie w pierwszym meczu i... strzeliłem gola. Zagrałem także w drugim spotkaniu. Widać, że od tamtego czasu mnie nie zapomniał. A ja przypominam mu się golami i grą w lidze. Zagrać w reprezentacji to byłoby coś wspaniałego.
Rozmawiał Robert Błoński