Radosław Wróblewski: Ależ jestem rozchwytywany! Przyuważyli mnie w czasie badania USG? Cieszę się, że jestem na czyjejś liście życzeń, ale przede wszystkim muszę znów grać w piłkę. Koncentruję się na Legii i na tym, aby po kolejnej kontuzji wrócić do formy. Co więcej mogę powiedzieć, skoro nikt z klubu nic mi nie mówił na temat ewentualnego zainteresowania ze strony Francuzów?
Czasami to dziennikarze jako pierwsi informują piłkarzy o transferach.
– Wiem, dlatego miło słyszeć takie wiadomości, ale jednak to na razie tylko prasowe spekulacje. Jedno jest pewne – nikt mnie nie kupi, jeśli nie będę grał.
Chciałby pan trafić do któregoś z trzech wymienionych klubów?
– Jeżeli pojawiłaby się atrakcyjna oferta dla mnie i dla klubu... Na pewno byłby to krok do przodu. Lepsza liga, lepsze boiska i lepsze kluby. Ciągle podnosiłbym swoje umiejętności, a w moim wieku to bardzo ważne. Chociaż nie chcę, aby ktoś pomyślał, że myślę o zmianie klubu. Nie – myślę o Legii.
Jak wygląda sytuacja zpana zdrowiem?
– Teraz jestem wpełni zdrów, poprzez treningi staram się przebić do jedenastki. Straciłem dużo czasu, dlatego w tym sezonie chciałbym wchodzić na boisko chociaż po przerwie.
Najwyższy czas, skoro trener Dragomir Okuka bardzo w pana wierzy.
– Cóż, moje kłopoty zaczęły się od meczu z Valencią. Wcześniej nawet nie wiedziałem, jak wygląda badanie USG. A teraz... Teraz mógłbym być instruktorem! Na pewno miałem trochę pecha. Pierwsze badanie USG, właśnie po Valencii, wykazało, że jestem zdrowy. Przez dwa miesiące biegałem i ciągle mnie coś bolało. Wkońcu powtórzono badanie i okazało się, że mam mięsień naderwany w dwóch miejscach. Później przez pięć miesięcy praktycznie się tylko leczyłem.
Na oko jest pan zdrowym chłopem. Skąd kontuzjogenność?
– Nie jestem kontuzjogenny. Moje urazy były typowo meczowe. Co mogę zrobić, jeśli Marcin Baszczyński władował mi się w nogę? To się po prostu zdarza.
Wywiad
Koncentruję się na Legii
czwartek, 8 maja 2003 10:24
Radosław Wróblewskiźródło: Przegląd Sportowy