"My, zamiast czekać na cud, skupiamy się teraz na walce o miejsca premiowane udziałem w europejskich pucharach, bo nasz brak w nich byłby katastrofą. (...) Nigdy nie powiem, że gra w zespole narodowym mnie nie interesuje. Uważam, iż każdy zawodnik, niezależnie od przyczyn, powinien zawsze stawić się na wezwanie selekcjonera" - mówi Kucharski.
Michał Ignasiewicz: W ostatnich derby przeciw Polonii znowu wystąpił pan w linii pomocy. Podobnie chyba będzie pan grał w niedzielę z Wisłą Płock. Jak pan się czuje w nowej roli?
Cezary Kucharski: Powoli się przyzwyczajam. Jest to zupełnie coś innego niż gra w ataku. W napadzie jest się bardziej widowiskowym i widocznym. Tutaj trzeba o wiele więcej pracować dla zespołu niż pod siebie, ale to mi odpowiada. Jestem zadowolony z nowej roli, jaką powierzył mi trener Okuka.
W meczu z USA na mistrzostwach świata Jerzy Engel też powierzył panu taką rolę i się nie zawiódł. Jednak jego następca, Zbigniew Boniek nie chciał, aby grę reprezentacji prowadził piłkarz, który w klubie grał na zupełnie innej pozycji. Obecnie Paweł Janas cały czas szuka kogoś do środka pola. Teraz, kiedy w Legii odpowiada pan za konstruowanie akcji, zwiększa się szansa na powołanie do kadry?
– Do tej pory trener Janas mną się nie interesował, więc tak naprawdę wątpię w powrót do reprezentacji. Będę się starał grać jak najlepiej i dobrymi występami zwrócić uwagę selekcjonera. Być może zagram jeszcze kiedyś w koszulce z orzełkiem. Na pewno gdyby stworzyła się szansa zagrania w kadrze, to nie zrezygnowałbym z niej tak, jak to zrobił Tomasz Wieszczycki. Stawianie sprawy w ten sposób jest niepoważne. Jak ktoś może obwieszczać światu, że rezygnuje z gry w reprezentacji, skoro nawet nie dostał powołania. Nigdy nie powiem, że gra w zespole narodowym mnie nie interesuje. Uważam, iż każdy zawodnik, niezależnie od przyczyn, powinien zawsze stawić się na wezwanie selekcjonera.
Kibice Legii mogą czuć się trochę zawiedzeni, że w kadrze jest dużo wiślaków, a legionistów jak kot napłakał.
– Na pewno tak. Wynika to z tego, że mieliśmy teraz trochę gorszy okres w lidze. Ale jeśli tylko wrócimy do formy z poprzedniego sezonu, proporcje w kadrze między nami, a piłkarzami z Krakowa się wyrównają. Bo na pewno nie jesteśmy od nich gorsi! W Legii jest też sporo zawodników, którzy mogliby z powodzeniem grać w narodowej jedenastce. Na Jacka Zielińskiego zawsze można liczyć. Ostatnio w kadrze zadebiutował Tomek Jarzębowski, a tacy piłkarze jak Łukasz Surma, Tomek Kiełbowicz czy Marek Saganowski też już mają na swoim koncie występy w biało-czerwonych barwach. Tylko tak jak mówię, trzeba poczekać na odpowiednią formę.
Skoro wymienił pan nazwisko Saganowskiego to w końcu znów w Legii koszulkę z „dychą” na plecach zakłada zawodnik, który prezentuje odpowiedni poziom dla tego numeru. Bo Moussa Yahaya był chyba najgorszym piłkarzem w historii klubu grającym z tym numerem?
– Jest to numer specyficzny, nie byle jaki. Żeby z nim występować nie można mieć przeciętnych umiejętności. Z reguły tak jest, że z „dychą” gra największa gwiazda zespołu. Do Moussy dziesiątka trafiła przypadkowo. Natomiast Marek swoją formą udowadnia, że ten numer trafił na godne plecy.
Ostatnio w prasie dużo spekulacji o ewentualnym transferze do Legii Ireneusza Jelenia z Wisły Płock. Może kolejny dobry napastnik trafi na Łazienkowską?
– Przyznam, że nie znam tego piłkarza. Tak jakoś niespecjalnie się mu przyglądałem. Teraz będzie mnóstwo spekulacji związanych z transferami. Wiele z nich nie będzie miało nic wspólnego z prawdą, i w tym przypadku chyba tak jest. Słyszałem, że to Emmanuel Ekwueme puścił tę plotkę, a jak wiadomo on jest znany z tego, że lubi robić ludzi w konia.
W niedzielę właśnie gracie z nafciarzami z Płocka, a z tego klubu niedawno przymierzani do gry w Legii byli jeszcze Sławomir Nazaruk, Ariel Jakubowski i Wahan Geworgjan. Myśli pan, że w tym spotkaniu będą chcieli się szczególnie przypomnieć warszawskim działaczom?
– Każdy piłkarz, który przyjeżdża na Łazienkowska mobilizuje się podwójnie. Nasz stadion jest chyba najlepszym miejscem dla zawodników do promocji własnej osoby i każdy chciałby móc to robić częściej niż tylko raz w sezonie. Ja sam, gdy grałem jeszcze w Siarce Tarnobrzeg, zawsze bardzo przeżywałem występ na tym stadionie. Poza tym Płock walczy o utrzymanie, więc jestem przekonany, że trzy punkty nie przyjdą nam łatwo.
Na ławce płocczan od niedawna zasiada Mirosław Jabłoński, który kiedyś prowadził Legię. Czy to może być dodatkowym atutem rywali?
– Myślę, że to akurat nie będzie miało żadnego znaczenia. Z tamtej drużyny zostało przecież w Legii już tylko czterech zawodników, Tomek Sokołowski, Jackowie Zieliński, Magiera i ja.
Nafciarze pokonali ostatnio 1:0 w Pucharze Polski na wyjeździe Wisłę Kraków. Taki wynik budzi respekt?
– Trochę tak, bo w Krakowie ostatnio to tylko Lazio wygrało, ale mecz meczowi nierówny i my się płocczan nie boimy. Poza tym trzeba przyznać, że od kilku spotkań widać spadek formy u piłkarzy Białej Gwiazdy. To nie jest ta sama Wisła, która tak dobrze grała w Pucharze UEFA. Teraz, gdy zawieszony jest jeszcze Kalu Uche jeszcze trudniej im się gra, bo jeśli prześledzimy mecze krakowian, to wyraźnie widać, że to Nigeryjczyk ratował im skórę w trudnych momentach.
To może jeszcze uda się dogonić Wisłę w tabeli?
– Teoretycznie jest to możliwe, ale ja się nie łudzę, że to się uda. Raczej jest to nierealne. Musiałby w Krakowie zdarzyć się jakiś kataklizm. Ale my, zamiast czekać na cud, skupiamy się teraz na walce o miejsca premiowane udziałem w europejskich pucharach, bo nasz brak w nich byłby dla nas katastrofą.
Rozmawiał: Michał Ignasiewicz
Wywiad
Nie czekamy na cud
niedziela, 11 maja 2003 13:45
Cezary Kucharskiźródło: Przegląd Sportowy