Jacek Magiera podczas meczu Legii - fot. Woytek / Legionisci.com
REKLAMA

Taka była Legia Magiery - podsumowanie

Wiśnia, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Jacek Magiera wytrwał na stanowisku pierwszego trenera Legii 354 dni. Podczas pobytu w stolicy świętował zdobycie mistrzostwa Polski, a także zasmakował rywalizacji w Lidze Mistrzów oraz Lidze Europy. Pożegnał się z "Wojskowymi" po średnim starcie ligowego sezonu, a przede wszystkim po odpadnięciu z europejskich pucharów. Ostatni rok był dla niego prawdziwą kolejką górską. Szybko zdobył jej szczyt, ale niestety zbiegając zaliczył kilka poważnych upadków.

Kiedy pod koniec września ze stanowiska trenera został zwolniony Besnik Hasi, wiadomo było, że tym razem do Legii musi trafić człowiek "stąd". Człowiek, który zna klub od podszewki, który nie będzie potrzebował czasu na aklimatyzację oraz na zrozumienie tego, że to wyniki i sukces są tutaj najważniejsze. Jacek Magiera wpisał się w te ramy idealnie. Szkoleniowiec przez długi czas był w przeszłości asystentem kolejnych trenerów, ale nigdy nie dostąpił zaszczytu prowadzenia pierwszej drużyny. We wrześniu 2016 roku taką szansę dostał. Niektórzy zarzucali mu, że ma zbyt małe doświadczenie, co faktycznie mogło wtedy działać na jego niekorzyść. Dopiero co szykował się na swój kolejny mecz prowadząc Zagłębie Sosnowiec, a tutaj już musiał studiować kadrę mistrzów Polski i wymyślić schematy, którymi będą grali jego podopieczni.

Skok na głęboką wodę

Mało, który trener może pochwalić się takim debiutem jak Jacek Magiera na ławce szkoleniowej Legii. Nie chodzi o sam wynik spotkania, ale o całą otoczkę związaną z tym starciem. Legia pojechała do Lizbony po porażce 0-6 w 1. kolejce Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund. Nie ma co się oszukiwać, że w Portugalii trzeba było liczyć na cud, żeby nie zanotować kolejnej kompromitacji. Ekipa Jacka Magiery nie zaprezentowała się źle. Szkoleniowiec potrafił odpowiednio ją zmotywować i ostatecznie po walce przegrała z mistrzem Portugalii 0-2. Potem w Ekstraklasie legioniści ograli u siebie Lechię Gdańsk, a dwa tygodnie później zanotowali porażkę z Pogonią Szczecin. Kolejna przegrana w lidze miała nastąpić dopiero w połowie lutego, gdy na Łazienkowskiej gospodarzy zbił Ruch Chorzów. Nie ma co się oszukiwać, że jesień 2016 w wykonaniu Legii to było coś fantastycznego. Legioniści potrafili przecież zremisować u siebie z Realem Madryt, ograć Sporting i awansować do Ligi Europy, a także odrobić stratę w lidze, nie przegrywając w kolejnych ośmiu spotkaniach. Ponadto w Lidze Mistrzów nawet kiedy Legia przegrywała, to robiła to hucznym stylu. W Dortmundzie z Borussią poległa 4-8 (ustanowiony rekord bramek w jednym meczu Ligi Mistrzów), a w Madrycie z Realem 1-5. W tamtym czasie Jacka Magierę wszyscy nosili na rękach - i słusznie, bo na to zasłużył. Po tym co zaserwował nam Besnik Hasi, przyjście takiego trenera było prezentem od niebios. W sztabie szkoleniowym Legii znalazł się ktoś, kto zamiast krzyczeć na piłkarzy za linii bocznej potrafił z nimi rozmawiać, znaleźć wspólny język i odpowiednio zmotywować do ciężkiej pracy.

fot. Woytek / Legionisci.com

Niestety, wraz z nadejściem nowego roku coś w Legii zaczęło się psuć. Z całą pewnością nie bez znaczenia były osłabienia w zimowym oknie transferowym, które dotknęły legionistów. Zarząd postanowił sprzedać Nemanję Nikolicia, Aleksandara Prijovicia, Bartosza Bereszyńskiego, a w ich miejsce nie udało się sprowadzić godnych następców. Tomas Necid, Daniel Chima Chukwu nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Jackowi Magierze nie udało się wkomponować do składu tych zawodników, przez co musiał eksperymentować. Runda wiosenna pomimo osłabień kadrowych zakończyła się dla Legii zdobyciem mistrzostwa Polski. Co prawda było ono wywalczone w niesamowitych emocjach, chociaż w dużej mierze było to za przyczyną samej drużyny, która zgubiła punkty z Wisłą Kraków, Jagiellonią Białystok oraz Lechią Gdańsk. Ogółem tamten sezon można jednak zapisać na plus, bo gdy Magiera trafiał do Legii miała ona aż 12 punktów straty do lidera. Jacek Magiera odpadł w 1/16 finału Ligi Europy z późniejszym finalistą tych rozgrywek - Ajaxem Amsterdam - ale w lidze udanie dobrnął do samego końca i pomimo trudności znalazł się na szczycie tabeli. Pochwał względem niego nie było końca. Pomimo tego, że drużyna została rozmontowana, to wygrywała, choć jak czas pokazał w dużej mierze było to pewnie za przyczyną Vadisa Odjiji-Ofoe. Belg kilkukrotnie przesądzał o losach meczów i mistrzostwo to również była jego wielka zasługa.

Trudne wejście w nowy sezon

Po zakończeniu poprzedniego sezonu zaczęto zastanawiać się, w jaki sposób ponownie zaatakować Ligę Mistrzów. Niestety, zamiast wzmocnień ponownie pożegnano się z kluczowym graczem Vadisem Odjidją-Ofoe i tym razem okazało się, że zastąpienie takiego gracza nie jest już takie łatwe. Do zespołu ściągnięto m.in. Krzysztofa Mączyńskiego, który był jedynym, którego trener chciał naprawdę mieć w swojej drużynie. Oczywiście, w jakimś stopniu transfery Cristiana Pasquato, Armando Sadiku oraz Hildeberto zostały przez niego zaakceptowane, jednak jak poinformował Sebastian Staszewski ze Sport.pl, lista oczekiwań Jacka Magiery była bardziej okazała, bo znalazły się na niej jeszcze nazwiska Mariusza Stępińskiego, Kamila Wilczka oraz Artura Sobiecha. Żadnego z nich nie udało się sprowadzić.

fot. Mishka / Legionisci.com

Podczas sparingów wszystko wyglądało nieźle, ale już na starcie przegrany Superpuchar Polski pokazał, że z drużyną dzieje się coś niedobrego. Wówczas tłumaczono to intensywnymi przygotowani i brakiem świeżości, lecz kolejne mecze nie przynosiły poprawy. Nowi zawodnicy nie potrafili wkomponować się w drużynę, a czas nieubłaganie uciekał. Legii uciekła także szansa na awans do europejskich pucharów. Ekipa Jacka Magiery najpierw nie dała rady mistrzowi Kazachstanu, a potem mistrzowi Mołdawii. Niestety, ale te dwa mecze potwierdziły, to że Legia Jacka Magiery przestała funkcjonować. Potrzeba było jakiegoś lekarstwa, które przywróciłoby formę z jesieni zeszłego roku. Jak na razie wszystko było przewidywalne. Legia grała słabo w defensywie i niemrawo w ataku. Niemal wszyscy piłkarze grali poniżej oczekiwań i trudno było podać jednoznaczną diagnozę dlaczego tak się stało. Niewykluczone, że winne były przygotowania zarówno te zimowe, jak i letnie. W lutym tego roku po obozach legioniści nie wyglądali najlepiej. Tego samego doświadczyliśmy pięć miesięcy później po letnich przygotowaniach. Ewidentnie coś wtedy nie zagrało, ktoś przesadził i przemęczył piłkarzy, którzy potem nie mieli po prostu sił, aby biegać w szybkim tempie przez 90 minut. To oczywiście tylko jedna z pojawiających się hipotez tego, co się działo. Tego, co często nazywane jest kryzysem.

fot. Mishka / Legionisci.com

Szkoleniowiec próbował różnych rozwiązań. W ostatnim meczu za swojej kadencji Legia wyszła dwoma napastnikami i czterema środkowymi pomocnikami - nie pomogło. Mistrzowie Polski po bardzo słabym występie ponieśli trzecią ligową porażkę w tym sezonie - tym razem ze Śląskiem we Wrocławiu. Po tym meczu Dariusz Mioduski zadecydował, że przepuści on tornado przez szatnię. W klubie pożegnano się z Jacek Magierą, Tomaszem Łuczywkiem, Sebastianem Krzepotą oraz Michałem Żewłakowem, a wkrótce rezygnację złożył również jego brat Marcin. Czy to oni byli odpowiedzialni za słabą grę w tym sezonie? W dużej mierze na pewno tak, ale w całości na pewno nie. Magiera jednak zawsze powtarzał, że to on zawsze bierze pełną odpowiedzialność za to, co dzieje się w klubie. 13 września w godzinach porannych musiał się z tych słów rozliczyć.

Trenerze, dziękujemy za pracę!


Infografika - Jacek Magiera jako trener Legii Warszawa
Kliknij w grafikę by powiększyć:
fot. Woytek / Legionisci.com

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.