2018-02-16 Legia Warszawa - Śląsk Wrocław, Jarosław Niezgoda, kibice - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA

Relacja z trybun: Gorący powrót

Hugollek, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Pierwszy ligowy mecz w 2018 roku legioniści odbyli już wprawdzie przed tygodniem, kiedy to mierzyli się w Lubinie z miejscowym Zagłębiem, ale wówczas spotkanie na zakazie obserwowała jedynie 500-osobowa grupa fanów z Warszawy. Wszyscy, którzy nie mogli pojechać na Dolny Śląsk, czekali zatem z wytęsknieniem na noworoczną inaugurację rozgrywek najlepszej pod słońcem ligi na Estadio WP.

W poprzedni piątek nasi futboliści zaprezentowali się dobrze, choć zapewne każdy, kto oglądał tamto spotkanie na żywo, zmagał się co najmniej z podwyższonym ciśnieniem tętniczym. Dramatyczne 3-2 praktycznie w ostatnich sekundach pojedynku mogło wywołać u niejednego kibica zawał. Mecz ze Śląskiem miał więc przynieść odpowiedź na pytanie, czy „Wojskowi” są już odpowiednio przygotowani do kolejnej części sezonu.



Frekwencja dopisała. Trybuny zapełniliśmy niemal w 60%, co jak na późną porę meczu i mimo wszystko zimną porę roku należy uznać za przyzwoity wynik. Jeśli dodatkowo weźmie się pod uwagę to, że niekiedy latem zdarzało nam się zjawiać na naszym stadionie w 10000 osób, to liczba 18362 w lutowy wieczór stanowi dobry prognostyk przed kolejnymi meczami. Wrocławianie przyjechali na Łazienkowską pociągiem specjalnym. Wraz ze zgodami (głównie Motorem Lublin) zameldowali się w sektorze gości w ponad 900-osobowym składzie. Wszyscy byli wyposażeni w szaliki z napisem „WOJSKOWI”.

Powoli tradycją staje się zapraszanie osób związanych z wojenną historią Polski na pojedynki naszej drużyny. Tym razem gościem stadionu przy Łazienkowskiej był pułkownik Leszek Mroczkowski, któremu zaśpiewaliśmy głośne „Cześć i chwała Bohaterom!” Naszym dopingiem kierował „Staruch”, który zachęcał nas gorącymi okrzykami do wzmożonego wysiłku wokalnego przez całe spotkanie. Dzięki temu na długo przed pierwszym gwizdkiem rozgrzewaliśmy nie tylko nasze gardła, lecz przede wszystkim atmosferę na trybunach. Wyjątkowo głośno odśpiewaliśmy „Sen o Warszawie”, co nie tylko wynikało z dwumiesięcznego głodu kibicowania, lecz także dlatego, że Czesław Niemen – autor utworu, który na stałe wpisał się w magię stadionu Wojska Polskiego, obchodziłby tego dnia swoje 79. urodziny, gdyby naturalnie żył. Gdy piłkarze wchodzili na murawę, każdy wydobył ze swych płuc maksimum powietrza na „Mistrzem Polski jest Legia”.

Nasz doping bowiem stał na naprawdę bardzo dobrym poziomie. Widać, że po zimowej rozłące stęskniliśmy się za trybunami. W naszym repertuarze znalazła się pokaźna liczba przyśpiewek, m.in. „Legia, Legia, Legia, Legia goooool”, „Dziś zgodnym rytmem” czy „Warszawska Legio, zawsze o zwycięstwo walcz”, przy czym w pierwszej połowie zdecydowanie najintensywniej i najbardziej żywiołowo wykonywaliśmy hit z Wiednia, „Szkołę, pracę, dziewczynę, rodzinę” oraz „Legię CWKS” Wodeckiego. Nie zapomnieliśmy także o pozdrowieniach dla naszych zgodowiczów, a ponadto co nieco potańczyliśmy, żeby się rozgrzać. Warto dodać, że o ile w gościnnym dla nas Lubinie obie ekipy koncentrowały się na sobie, o tyle u nas wymiana „uprzejmości” z wrocławskimi kibicami, a także wspierającymi ich zgodami trwała w najlepsze, a zaczęła się jeszcze przed meczem.

Nasze gorące wsparcie podziałało motywująco na piłkarzy, którzy w ciągu pierwszych 45 minut robili ze Śląskiem praktycznie wszystko, co chcieli. Miało to swoje wymierne przełożenie na wynik. Pierwszą bramkę dla naszego zespołu zdobył Kasper Hämäläinen, a trybuny eksplodowały radością. Jeden z jej przejawów stanowiły białe serpentyny, które rzucaliśmy w kierunku murawy. Nie minęło kilka minut, a mogliśmy po raz kolejny wpaść w ekstazę. Ponownie dzięki Finowi, który pokonał Jakuba Słowika. „Jeszcze jeden!” – pazernie żądaliśmy kolejnego trafienia do siatki Dolnoślązaków i doczekaliśmy się! Nie minęły trzy minuty, a fiński saper niemal całkowicie rozbroił bombę z napisem „Śląsk Wrocław”, zaliczając dzięki temu w pięknym stylu swój pierwszy hat-trick w karierze. My z kolei mogliśmy ironicznie krzyknąć: „Trójka do zera trafiła Legia frajera!” „Wojskowi” nie zamierzali jednak odpuszczać i tuż przed przerwą zdobyli czwartą bramkę. Tym razem na listę strzelców wpisał się Jarosław Niezgoda, a my wiedzieliśmy, że losy tej konfrontacji były już przesądzone.

Goście zespół wspierali wprawdzie całkiem nieźle, ale nie mieli wielu szans przedrzeć się przez nasz wokal. Na Żylecie byli praktycznie w ogóle niesłyszalni. Warto dodać, że w pewnym momencie fani Motoru, którzy wspierali swoich przyjaciół, zeszli na dolną część sektora gości, wywiesili flagę „Władcy wschodu” i zaznaczyli swoją obecność. Kibice z Wrocławia przygotowali na to spotkanie oprawę. Składały się na nią: transparent w wojskowych kolorach z hasłem „Fire in the hole!”, transparento-minisektorówka moro z napisem „Silesia Fight Division”, a także pokaz pirotechniczny przy „akompaniamencie” flag, który przez zadymienie spowodował kilkuminutową przerwę w grze. Całość prezentowała się poprawnie. Ponoć miało być bardziej okazale, ale gościom nie udało się wnieść na stadion całego przywiezionego arsenału. Podczas meczu w sektorze Dolnoślązaków zadebiutowała nowa flaga „WOJSKOWI”. Z tej okazji wszyscy, którzy wybrali się na spotkanie do stolicy, otrzymali okolicznościowy szalik z hasłem z fany. Warto odnotować, że wraz ze Śląskiem na trybunach zasiedli fani: Motoru Lublin (161), Miedzi Legnica (31), Lechii Gdańsk (23), SFC Opava (12) oraz kilku przedstawicieli węgierskiego Ferencvarosu. Przyjezdni wywiesili także 8 flag i transparenty: „Arnold wracaj do zdrowia”, „MatyS PDW” oraz „PDW Walec trzymaj się”.

fot. Mishka / Legionisci.com

Drugą połowę spotkania rozpoczęliśmy ponownie hymnem Legii i zachęcaliśmy naszych futbolistów do powiększenia przewagi bramkowej nad rywalami. „Jazda z k..., hej Legio jazda z k...!” – krzyczeliśmy. Gniazdowy z kolei uskuteczniał jedno ze swoich najdłuższych „Ceeeee...” w historii. Wszyscy zachęcaliśmy go jak najdłuższego wykonywania przyśpiewki, ale do rekordu chyba trochę zabrakło. ;) Niestety, nasz doping w kolejnych 45 minutach nie był już tak intensywny jak w pierwszej części pojedynku, choć utrzymywał się na solidnym poziomie. Ożywiliśmy się, gdy na boisko weszli ulubieńcy większości fanów z Łazienkowskiej, czyli Miroslav Radović i Michał Kucharczyk. „Miro Radović!” i „Kuchy King!” – skandowaliśmy zawodników, którzy w Legii spędzili już kawał życia. „Miro jest z nami, Miro jedziemy z k...!” – zachęcaliśmy Serba do oblężenia bramki Dolnoślązaków. Pozdrowiliśmy także zmienianego Niezgodę. Paradoksalnie mimo mniejszej żywiołowości wokalnej, w drugiej połowie meczu „przerobiliśmy” dużo więcej utworów, m.in. „Warszawę” i „Za nasze miasto” na dwie trybuny, „Czarną eLkę”, „Niepokonane miasto”, „Od kołyski aż po grób” czy „Moją jedyną miłość”. Pozdrawialiśmy także tych, którzy z różnych powodów nie mogli być z nami na stadionie.

Mimo że próbowaliśmy zachęcić legionistów do wyciśnięcia siódmych potów w celu podwyższenia i tak korzystnego wyniku, ci powrócili niestety do swojego tradycyjnego, „kopanego” stylu gry. Nikt nie miał im jednak tego za złe, wiedząc, że trzy punkty zostaną w Warszawie. „CWKS-ie mój, klubie mój, miłość ma! Wygrała dzisiaj mecz Legia Warszawa!” oraz „Hej sialala, Legia dziś trzy punkty ma!” – cieszyliśmy się niewypowiedzianie pod sam koniec meczu. Aby dodatkowo wbić szpilę przyjezdnym, zaśpiewaliśmy: „Bo Warszawa jest od tego, aby j... was na całego!” i „Tak to już bywa, Legia z k... wygrywa”.

Gdy sędzia Przybył użył gwizdka po raz ostatni, wszyscy byliśmy w wybornych nastrojach. Sam gniazdowy nie krył swojego entuzjazmu odnośnie naszego zaangażowania. Z kolei „koszykarski” gniazdowy Bobicz wprowadził przy Łazienkowskiej fajny zwyczaj rodem z hali przy Obrońców Tobruku – już po końcowym gwizdku zachęcał najmłodszych legionistów do krzyczenia „Ceeeee...!” przez megafon. Bardzo dobra inicjatywa, jako że najmłodszych od samego początku trzeba zarażać miłością do Legii.

Druga potyczka w tym roku i łącznie sześć punktów więcej na naszym koncie. Na razie wszystko wydaje się iść w dobrą stronę, lecz wiadomo, że prawdziwy test dla podopiecznych Romeo Jozaka stanowić będą rywalizacje z najwyżej notowanymi klubami ligowej tabeli. Już w najbliższą sobotę „Wojskowi” pojadą do Krakowa, by zmierzyć się z Cracovią. My z racji ciążącego na nas zakazu na pewno nie pojawimy się na stadionie przy Kałuży. Kolejną okazją do wspierania legionistów będzie zatem konfrontacja z Jagiellonią przy Łazienkowskiej. Ten mecz we wtorek 27 lutego o godzinie 20:30. Czy przed pojedynkiem z Lechem będziemy mogli się cieszyć z bilansu punktowego +12? To okaże się już wkrótce.

PS. Podczas spotkania ze Śląskiem zadebiutowała fana legionistów z Dęblina. Wywiesiliśmy także dwa transparenty: „Królu Włoch – szacunek” oraz „Piona, Maciek – PDW BB’97”.

Frekwencja: 18 362
Goście: 882
Flagi gości: 8

Fotoreportaż z meczu - 62 zdjęcia Mishki
Fotoreportaż z meczu - 56 zdjęć Kamila Marciniaka
Fotoreportaż z meczu - 65 zdjęć Hagiego

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2020 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.