Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

KaPut

niedziela, 15 czerwca 2003 21:05
Genezyp Kapen

Co tu się dzieje w imię ojca i syna? – zapytał dyrektor Krzakoski po powrocie do przedsiębiorstwa z wyjazdu służbowego na Węgry.
- Zmiany, zmiany, zmiany – odparł Dudała.

Moja ulubiona scena z komedii Stanisława Barei jest poprzedzona efektowna stójką Dudały – na jednej nodze z wyprostowanymi na boki rękami. Otóż ta stójka ma dla mnie charakter symboliczny i ponadczasowy.


Po popisach naszych orłów w Sztokholmie nawet Włodzimierz Szaranowicz bełkotał coś o potrzebie zmian, które zapoczątkowałby debatą nad stanem polskiego piłkarstwa. Potrzebę zmian, ale w mediach dostrzegł za to wybitny strateg i taktyk – Antoni Piechniczek. Bredził coś o braku życzliwości mediów jako o głównej przyczynie porażki. Piechniczek wraz z kominkiem stanowią zdaje się nierozerwalną całość szkoleniowo-taktyczno-opiniującą. Piechniczek oderwany od kominka przedstawia jedynie wartość muzealną. Brak kominka nie wpływa natomiast na poziom przynudzania ex-selekcjonera. Szczęsny natomiast zgodził się z tym, co wszyscy widzieli, uznając iż jest źle, a nawet bardzo źle, a nasi nie potrafią grać w piłkę. Po wojnie z Dziurolandem, licznych przepychankach na górze i dole, kosztownych transakcjach dotyczących sprzedaży praw do transmisji, po sferach alkoholowych, aferach majtczanych, związanych ze zmianą firmy ubierającej reprezentację, okazało się, że jesteśmy z grubsza w tym samym miejscu co kilkanaście lat temu – na dnie.


Weszliśmy oto jedną nogą do Unii Europejskiej - nie minął tydzień i kał dupnął w wentylator z cała mocą – inwestora w Legii nie będzie, najlepszy specjalista od trenowania piłkarzy odchodzi, a z nim kilku zawodników – wcale nie najsłabszych, prezes klubu majaczy coś o budowaniu potęgi bez pieniędzy, za to z długami, a tymczasem przyszłość i nadzieja polskiej potęgi – reprezentacja młodzieżowa zbiera baty od Burkina Faso. Prezes Listkiewicz - przez spragnionych świeżej gotówki - zwany Kasa Misiem również dojrzał do zmian. Szczególnie w kwestii swego statusu materialnego. Porzucił sprawy doczesne, czyli piłkarskie na rzecz spraw budowlanych i... prywatnych, czyli bardziej przyszłościowych. Po publikacji w „Rzeczpospolitej” status pana prezesa bardzo się zmienił.


A ponieważ od zmian proeuropejskich w kraju aż wrze, zarząd naszego kochanego klubu również nie mógł zostać w tyle w zmienianiu. Zmienił nazwę klubu na Klub Piłkarski Legia cośtam. Zmienił też dotychczasową politykę, polegającej na rozpaczliwym szukaniu kogoś z mamoną na swoje miejsce. Zmiana polega na tym, że teraz Pol-Mot podjął bohaterską decyzję poprowadzenia Legii do boju bez nadmiernej gotówki. Trener Okuka potraktował tę ożywczą wieść w jedyny właściwy sposób – spakował pospiesznie odzież wierzchnią i opuścił pomieszczenie pracownicze. Chyba na zawsze. Można zatem rozwinąć myśl Dudały – mianowicie, że zmiana rodzi zmianę. Pytanie tylko czy są to zmiany na lepsze, czy też wręcz przeciwnie?


Nie wiem, na ile Państwo pamiętają, ale Dudałę grał Stanisław Tym, a grał tak, żeby nikt Dudały nie polubił. Dudała był to tępy i ambitny karierowicz, śliniący się do pryncypałów i włażący gdzie trzeba wyżej postawionym. Bezwzględny dla słabszych zarazem. Słowo „zmiany” brzmiały w jego ustach co najmniej cynicznie. Bo tak naprawdę żadnych istotnych zmian nie było. Tylko Dudała zastępował na stołku Krzakoskiego. Gabinet prezesa przerabiano na stołówkę, a stołówkę na gabinet prezesa. Samego zaś prezesa zamieniano z wiceprezesem lub przesuwano do innego resortu. Jan Pietrzak w skeczu szachowym z Piotrem Fronczewskim określił taką sytuację mianem rotacji, czyli roszady - gdzie Dupiak wchodził za Bździdlaka, Bździdlak szedł na miejsce Maliniaka, a Maliniaka wpuszczano w maliny... Bo skompromitowanych nie można było usunąć. Jeśli sądzą państwo, że wszystko się od tamtego czasu zmieniło, to są państwo w błędzie. Otóż żadnych zmian nie było nie ma i nie będzie w najbliższym czasie. Gnuśniejemy w rodzimym błocku, taplając się w niemożności zrobienia jakiegokolwiek ruchu. Przykład? Proszę bardzo: Zarząd klubu zaproponował przedłużenie kontraktu Okuce, ale zapowiedział zarazem, że zgodnie z najnowszymi trendami, zabierze mu piłkarzy. Serb nie wyczuł realiów polskiego niezmiennego systemu piłkarskiego i bąknął coś nieśmiało o planach zdobywania tytułu mistrzowskiego oraz o podboju Europy. W efekcie pobędzie dłużej z rodziną. Takie czasy. Trzeba być elastycznym – albo się dostaje posadę trenera, albo piłkarzy, nie można mieć wszystkiego. Nasza krajową specjalnością stały się: budowanie kapitalizmu bez kapitału, granie w piłkę bez piłkarzy, utrzymywanie ligi bez pieniędzy... Linia została zatem utrzymana – z sezonu na sezon zmienia się na gorsze – i ten trend się akurat nie zmienia. Nie zmienia się przy akompaniamencie chóru, który wtóruje co mecz międzynarodowy, że zmiany są konieczne. Stójka Dudały staje mi znów przed oczami.


Dopóki wszystko toczy się na rodzimym podwórku, piłkarze w ogóle nie będą potrzebni. Byle nikt nie łapał się za łby z Burkina Faso. I mam wrażenie, że dotyczy to absolutnie wszystkich. Mocarzy i słabeuszy. Otóż główny potentat ligi - Wisła wyprowadza się z Krakowa, któremu pozostawi na pamiątkę podgrzewaną murawę. Legia zostanie przynajmniej na miejscu, choć bez murawy. Ale na co komu profesjonalna murawa do gry, kiedy nikt nie potrafi grać w profesjonalną piłkę?

Podaj ten news dalej: