Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Kibice Legii - podsumowanie sezonu

wtorek, 1 lipca 2003 01:52
Bodziach

Jaki był poprzedni sezon w wykonaniu piłkarzy Legii wszyscy wiemy. Teraz chcielibyśmy zająć się kibicami z Łazienkowskiej. Najwyższy czas na podsumowanie sezonu!


Jesień


Po zdobyciu mistrzostwa Polski kibice Legii ostrzyli sobie zęby na występy swoich ulubieńców w Lidze Mistrzów. Występy w tej elitarnej lidze sprzed kilku lat wszyscy wspominamy bardzo miło. Tym razem nie było nam dane zakwalifikować się do Champions League. Mieliśmy natomiast możliwość odwiedzenia kilku europejskich stadionów...

Przed rozpoczęciem rozgrywek legioniści rozegrali kilka spotkań sparingowych. Ostatnie z nich, z Okęciem Warszawa, obserwowało 3 tysiące kibiców. Piłkarze wygrali 1-0, a fani mogli podziwiać nowe stroje "Wojskowych", w których mieli grać w sezonie 2002/03. Parę dni później, 31 lipca, legioniści rozpoczęli walkę o awans do Ligi Mistrzów od II rundy eliminacyjnej. Pierwszym przeciwnikiem Legii był Vardar Skopje, ten sam, z którym trzy lata wcześniej spotkaliśmy się w pucharze UEFA. Do stolicy Macedonii wybrało się 70 kibiców Legii. Jednak na sektorze gości było więcej osób. Miejsca obok legionistów zajęli także polscy żołnierze. Nasi piłkarze wygrali 3-1, a bramki zdobywali trzej nasi napastnicy (Kucharski, Yahaya i Svitlica). Po tej wygranej byliśmy już tylko o krok od trzeciej rundy, w której wiedzieliśmy, że spotkamy się z Barceloną...

Zanim zagraliśmy mecz rewanżowy, nastąpił początek rozgrywek ligowych. Na pierwszy mecz w lidze, warszawscy fani musieli się udać do Grodziska. W wielkopolskim miasteczku zameldowało się 120 fanów Legii z jedną flagą - "Deyna". Lech mimo zapowiedzi o "umilaniu" drogi warszawiakom, nie zaatakował.

Potem przyszedł czas na pierwszy mecz na Łazienkowskiej - rewanż z Vardarem. Frekwencja niestety nie zachwyciła. Słaby przeciwnik, prawie pewny awans i środek wakacji miały z pewnością wpływ na to, że mecz ten obserwowało jedynie około 6500 widzów.

Inauguracja na Łazienkowskiej: Legia-Vardar
Kibice odpalili w drugiej połowie 15 rac, ale doping nie stał tego dnia na najwyższym poziomie. Kibiców gości zabrakło. Wynik 1-1 dawał awans Legii do III rundy eliminacyjnej. O grę w Lidze Mistrzów mieliśmy walczyć ze słynną Barceloną. Ale wcześniej czekał nas kolejny wyjazd do Wielkopolski. Tym razem do Wronek.

Tam zameldowało się 200 kibiców Legii. Tylko 200, w porównaniu z poprzednią naszą wizytą na stadionie Leśnym. Trzeba jednak dodać, że teraz warszawiacy mieli nagromadzenie wyjazdów (Skopje, Grodzisk... a już w niedalekiej perspektywie Barcelonę). Nie trudno się domyśleć, że mimo skromnej jak na nasze warunki frekwencji, we Wronkach rządzili kibice z eLką w sercach. Warszawiacy odpalili tego dnia stroboskopy, świece dymne oraz race. Wywieszone zostały dwie flagi. Niestety po raz kolejny piłkarze mistrza Polski zawiedli, zaledwie remisując z Amiką 1-1.

Kolejne miejsce, gdzie trzeba było dotrzeć, aby dopingować Legię, to słynna Barcelona. Z Hiszpanią mamy nienajlepsze skojarzenia, bowiem rok wcześniej z Valencią przegraliśmy aż 1-6. Nie miało to negatywnego wpływu na nasz wyjazd.
Na Camp Nou zasiadło około 500 kibiców Legii
Już kilka dni przed meczem można było spotkać ludzi w koszulkach z eLką na ulicach pobliskich miasteczek. Część warszawskiej braci postanowiła połączyć przyjemne z pożytecznym - wyjazd na mecz, z krótkimi wakacjami. Na Camp Nou pojawiło się około 500 fanów Legii, wspomaganych przez przyjaciół ze Szczecina i z Sosnowca. Na naszym sektorze pojawiło się kilkanaście flag. Na pozostałe zabrakło miejsca. Niekorzystny wynik (0-3) nikogo bardzo nie zmartwił. Przez całe spotkanie z naszego sektora dochodził głośny doping. Potrafiliśmy się przebić przez niemal 70-cio tysięczną grupę miejscowych. Jedynie przepychanki z policją popsuły nieco widowisko.

Trzy dni po meczu w Barcelonie w Warszawie byliśmy świadkami meczu przyjaźni pomiędzy Legią i Pogonią. Nie wszyscy zdążyli wrócić z Hiszpanii na to spotkanie i może stąd ponownie nie najwyższa frekwencja. Jedynie 6 tysięcy kibiców, w tym 150 fanów "Dumy Pomorza". Kibice odpalili 30 rac, świece dymne i stroboskopy. Fani obu klubów zasiedli razem i wspólnie dopingowali oba zespoły. Po meczu, jak i przed nim, trwało
Mecz zgody na Łazienkowskiej

tradycyjne "umacnianie zgody". Szczecinianie mogli być zadowoleni z wyniku bezbramkowego. Przez nas ten wynik był odbierany w kategorii porażki. Po trzech meczach mistrzowie Polski zajmowali dopiero 11 miejsce.

Prawie tydzień później czekała nas podróż do Zabrza. W piątek na Śląsk wybrało się 200 osób z Warszawy, wspomogła nas równie liczna ekipa Zagłębia Sosnowiec i łącznie na sektorze gości zasiadło 400 osób. Górnicy wyjątkowo mocno zmobilizowali się na to spotkanie. 10 tysięcy ludzi i elementy oprawy prezentowane często, zrobiły dobre wrażenie. My rzuciliśmy na murawę tylko trochę stroboskopów. W tym meczu Legia odniosła pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie. Nic dziwnego, że w drodze powrotnej wszyscy mieli dobre humory...

Coraz bliżej było do rewanżowego meczu z Barceloną. Kibice z Warszawy długo przygotowali się do tego meczu. Część prezentacji nie wypaliła ze względu na pogodę. Kibice gości zawiedli. Pojawiło się jedynie około 40 osób na trybunie honorowej, którzy wyglądali na wycieczkowiczów. My zaprezentowaliśmy nasze sektorówki w obecności 20 rac. Później na trybunie odkrytej zapłonęło jeszcze 90 rac. Z powodu niesamowitego dymu, sędzia zmuszony został do przerwania meczu na kilka minut. Mimo głośnego dopingu do samego końca, legioniści nie wywalczyli awansu do Ligi Mistrzów. 28 sierpnia żegnaliśmy się więc z myślami o LM, ale nie z europejskimi pucharami. Naszą Legię czekały teraz występy w pucharze UEFA.

Zanim do tego doszło, 1 września na Łazienkowskiej odbył się niezwykle prestiżowy pojedynek. Legioniści podejmowali na własnym stadionie wicemistrza Polski, Wisłę Kraków. Spotkanie odbyło się dokładnie w trzynastą rocznicę śmierci Kazimierza Deyny. Kibice pokazali, że "Kaka" cały czas jest w ich sercach i pamięć o największej legendzie Legii nie minie. Podczas minuty ciszy ku pamięci Deyny, na odkrytej kibice podnieśli w górę kartony, tworzące twarz zmarłego idola oraz daty jego urodzin i śmierci.
Deyna Kazimierz - nie rusz Kazika bo zginiesz
Nie potrafili tego uszanować goście, którzy pokazali, że w Krakowie kultura niekoniecznie obowiązuje. Krakusów przybyło do stolicy 250. Mieli ze sobą kilka flag (małych) i odpalili jedną racę. Trochę mało... Legioniści natomiast zaprezentowali świece dymne oraz ustanowili nieoficjalny wówczas rekord Polski w ilości odpalonych rac. Tych na dwóch trybunach zabłysło ponad 160. Efektem oczywiście było przerwanie meczu przez sędziego, z powodu zbyt dużego dymu. Po meczu nikt nie żałował, że przez półtorej godziny (lub dłużej) zdzierał gardło - Legia pokonała Wisłę 3-2!

Po dziesięciu dniach przerwy, piłkarze z eLką na piersi ponownie wybiegli na murawę w oficjalnym meczu. Tym razem było to spotkanie 1/16 Pucharu Polski. Przeciwnikiem "Wojskowych" było stołeczne Okęcie. Gospodarzem meczu mieli być "Lotnicy", ale ze względu na małą pojemość ich stadionu, mecz rozegrano na stadionie Wojska Polskiego. Niskie ceny biletów przyciągnęły na ten mecz tylko 6 tysięcy widzów. Niestety atmosfera podczas meczu bardziej przypominała piknik, niż mecz piłkarski. Legioniści odnieśli spokojne zwycięstwo 3-0 i awansowali do kolejnej rundy Turnieju "Tysiąca Drużyn".

Kolejnym przeciwnikiem Legii było KSZO Ostrowiec. Na ten wyjazd wybrało się nas 550. Fatalna pogoda nie odstraszyła nas co do krainy "Świętokrzyskich Rozbójników". Na miejscowym stadionie wysoka frekwencja, ale prezentacja słabiutka - ostrowianie prawie nie prowadzili dopingu i wywiesili tylko jedną flagę. My natomiast mieliśmy ze sobą kilka płócien (nie na wszystkie starczyło miejsca), a także 600 balonów, race, świece dymne, stroboskopy oraz petardy hukowe. Całkiem nieźle. W pewnym momencie doszło do zamieszania w okolicy sektora gości. Chcących wymienić swoje racje kibiców obu drużyn, uspokajała policja. Po meczu KSZO obrzucało kamieniami samochody warszawskich... dziennikarzy.

Jak wcześniej wspomnieliśmy, legioniści cały czas grali w europucharach. W I rundzie Pucharu UEFA los skojarzył Legię z holenderskim Utrechtem. Już dawno nie widzieliśmy tak licznej grupy kibiców gości. Z Utrechtu przybyło aż tysiąc kibiców! Frekwencja na naszym stadionie przekroczyła tego dnia 11 tysięcy.
Mecz z Utrechtem był bardzo ciekawy pod względem kibicowskim
Tym razem pogoda nie była w stanie przeszkodzić warszawiakom w efektownej oprawie. Zaprezentowaliśmy kolejną choreografię kartonową, przedstawiającą eLkę w kółeczku, kibiców z szalikami Legii i Den Haagu oraz napis CWKS. Kartony zostały podniesione na wejście piłkarzy. W drugiej połowie pokazaliśmy nasze 3 sektorówki. Hitem tego dnia były przeciągłe śpiewy "Gooooool, hej Legia gol". Nasi piłkarze pokonali Holendrów 4-1, a po meczu "Vuko" paradował w koszulce z podobizną Kazimierza Deyny. Dwa tygodnie pózniej zaplanowany był mecz rewanżowy...

...ale wcześniej czekały nas dwa mecze ligowe. Najpierw na własnym stadionie podejmowaliśmy Odrę Wodzisław. Z poprzedniego meczu z tą drużyną każdy z nas miał wspaniałe wspomnienia... po bezbramkowym remisie w przedostatnim meczu sezonu 2001/02, mogliśmy świętować zdobycie mistrzostwa Polski przez naszych ulubieńców. Tym razem wynik 0-0 zupełnie nas nie satysfakcjonował. Niespodziewanie w Warszawie pojawiło się 60 kibiców gości z trzema flagami. Pokazali się z dobrej strony, starając się dopingować przez całe spotkanie. Tym razem oprawa z naszej strony ograniczyła się do odpalenia na łuku kilkudziesięciu wulkanów i stroboskopów. Na płocie zawisła zdobyta flaga Utrechtu. Po meczu jedna z legijnych grup postanowiła "pożegnać" gości z Wodzisławia. W wyniku tego flagi na kijach zmieniły właściciela i pozostały już w Warszawie.

Do Katowic wybrało się około 400 fanów Legii. Wśród nas byli także kibice Zagłębia. Niestety sosnowiczanie o podobnej porze rozgrywali swój mecz i mniej niż zwykle kibiców Zagłębia pojechało z nami do Katowic. Katowiczanie mocno "spięli" się na ten mecz. M.in. zaprezentowali długie balony, zwane popularnie "plemnikami". Legioniści tradycyjnie już rzucili na murawę stroboskopy i całkiem nieźle dopingowali w drugiej połowie meczu. Nasz sektor przyozdobiła całkiem pokaźna liczba flag. Nie zabrakło jednak zgrzytów z ochroną, która parę razy kibiców gości potraktowała gazem łzawiącym. Nastroje po meczu były bardzo dobre, a to za sprawą Stanko Svitlicy, który zapewnił nam wyjazdowe zwycięstwo.

Nigdy wcześniej polski zespół nie wyeliminował zespołu z Holandii w pucharach. Pierwsza mogła uczynić to Legia, która do Utrechtu jechała ze sporą zaliczką z pierwszego meczu. Tak też się stało, Legia wygrała ponownie, tym razem 3-1, i awansowała do II rundy tych rozgrywek. Na ten wyjazd zdecydowało się około 600 osób. Wspomagani przez Pogoń, Zagłębie, Olimpię oraz Den Haag, legioniści byli świetnie oflagowani. Utrecht wywiesił flagę "Fuck Polska", czym sprowokował gości. Poza tym przedmioty rzucane w kierunku naszego sektora nie mogły pozostać bez odzewu. W pewnym momencie doszło do awantury. Raca rzucona w Holendrów "skłoniła" gospodarzy do ataku na sektor gości. Różne przedmioty latały w obie strony przez kilkanaście minut. Później Utrecht walczył jeszcze z policją. Przerwa w grze trwała 38 minut. Po wznowieniu gry nastąpiło to, czego nikt się nie spodziewał - legioniści zaczęli dominować w dopingu. Po meczu kilka samochodów z polskimi rejestracjami zostało zdemolowanych.

4 dni po meczu w Utrechcie byliśmy świadkami derbów Warszawy. Piłkarze Legii rozjechali "Czarne Koszule" 4-1. Na trybunach było podobnie. Spotkanie to zgromadziło 11 tysięcy widzów. Pojawiło się także około 200 polonistów z jedną flagą. Mieli oni ze sobą swoją "firankę", stroboskopy, a także ułożyli styropianowy napis "Nieliczni ale fanatyczni".
Race odpalone z murawy podczas derbów stolicy
My zaprezentowaliśmy wyrzutnie fajerwerków, kilogramy konfetti, serpentyny oraz 30 rac i świece dymne. Poza tym na trybunie Krytej pojawiła się imitacja trybuny krytej z Muranowa. Śmiechu było sporo:-) Na jednej z reklam zawisł transparent "K-omenda S-tołeczna P-olicji". Po pokonaniu Utrechtu, piłkarze Legii sprawili nam kolejny prezent, we wspaniałym stylu wygrywając mecz derbowy.

Niestety, legioniści zawiedli w meczu 1/8 finału Pucharu Polski. Przeciwnikiem "Wojskowych" było II ligowe RKS Radomsko. W obecności zaledwie trzech tysięcy widzów, legioniści przegrali 0-1 i odpadli z rozgrywek o Puchar Polski.

Najbliższy wyjazd w ekstraklasie mieliśmy do Płocka. Na stadionie Petry zameldowało się nas 600. Widać było, że spotkanie to wywołało spore zainteresowanie w Płocku. Na trybunach zasiadło niemal 9 tysięcy kibiców. "Nafciarze" przygotowali oprawę tego spotkanie złożoną ze świec dymnych, saletry, strobo, wulkanów, rac, zimnych ogni oraz styropianu i szarf. Widać - Legia mobilizuje.
Do Płocka przyjechało 600 kibiców Legii
My mieliśmy ze sobą flagi na kijach, 400 balonów, konfetti oraz stroboskopy. Stanko Svitlica zapewnił nam zwycięstwo 2-0.

Niemal tydzień musieliśmy czekać na kolejne spotkanie. Wiele osób nie mogło się doczekać tego meczu, bo było to spotkanie z odwiecznym rywalem - łódzkim Widzewem. Warszawscy fani wpłynęli na decyzję swoich działaczy i udostępnili widzewiakom około 1400 biletów. Liczyliśmy, że na wiosnę Widzew zachowa się honorowo i równie licznie będziemy mogli odwiedzić Łódź. Niestety słowa z łódzkiej flagi, "Ludzie honoru", okazały się puste... Obie ekipy długo przygotowywały się do tego pojedynku. Legioniści na wyjście piłkarzy (nie było jeszcze kibiców Widzewa, z powodu opóźnienia pociągu), zaprezentowali efektowną choreografię z kartonów. Napis "Witamy w piekle", a w tle... istne piekło. Masa płomieni i kibic w kapturze, w którego oczach płonęły race.
Witamy w piekle - choreografia meczu z Widzewem
Race odpalone zostały także na koronie trybuny odkrytej. Chwilę później nastąpił niezapomniany pokaz fajerwerków. Wyglądało to niesamowicie. Mieliśmy także serpentyny, konfetti, balony, 400 stroboskopów, świece dymne (wszystko na "Żylecie") oraz wulkany i strobo na krytej. Widzewiacy pokazali m.in. kartoniki w barwach, sektorówki. Nie o tym mówi się jednak dzisiaj podsumowując ten mecz. Na 10 minut przed końcem meczu widzewiacy wbiegli na murawę w celu zerwania flag Legii. Z obu trybun "wysypało" się sporo legionistów, którzy nie pozwolili gościom zrealizować celu. Walka na murawie trwała około 15 minut, a kibiców obu drużyn próbowali uspokoić piłkarze i trenerzy. Udało się. Po kwadransie przerwy mecz został wznowiony. Niestety w mediach zamiast podziwiać wspaniałą oprawę w wykonaniu warszawskich kibiców, mówiono tylko i wyłącznie o rozróbach. Wiele osób próbowało skojarzyć wydarzenia z końcówki meczu z napisem "Witamy w piekle".

Niedługo po meczu w Widzewem, do Warszawy przyjechała drużyna Schalke 04. Na spotkanie drugiej rundy Pucharu UEFA do Warszawy przyjechało około tysiąca kibiców z Niemiec. Nasz stadion wypełniło ponad 13 tysięcy ludzi, którzy głośnym śpiewem wspomagali Legię. Na ten mecz przygotowaliśmy oprawę z 10000 balonów. Te podniesione do góry przez fanów z "Żylety" utworzyły na środkowych sektorach barwy Legii, a na skrajnych - biały krzyż, w otoczeniu barw.
Baloniada na meczu z Schalke
Legioniści w czasie meczu zostali poinformowani o godzinie wyjazdu pociągu specjalnego do Poznania. Niestety wyjazd ten nie doszedł do skutku, ze względu na zakaz wyjazdowy dla kibiców Legii, nałożony przez PZPN. Trwały rozmowy z kibicami Lecha, aby ci udostępnili nam sektor. Rozmowy te nie dały jednak rezultatów i w Poznaniu pojawiła się tylko nieliczna grupka fanów z Warszawy, którzy incognito zasiedli wśród lechitów. Aż 21 tysięcy kibiców obserwowało ten mecz, jednak poznaniacy musieli bawić się sami.

PZPN zamknął również stadion przy Łazienkowskiej i właśnie dlatego mecz ze Szczakowianką odbył się przy pustych trybunach. Nie oznaczało to jednak, że... nie będzie dopingu.
Mecz przy pustych trybunach czyli decyzja PZPN
Dziennikarze, a także sprytniejsi kibice, z trybuny honorowej, zagrzewali naszych piłkarzy do walki. Legia zajmowała po tym meczu pozycję lidera...

Polski Związek Piłki Nożnej ze szczególną "sympatią" traktuje klub z ulicy Łazienkowskiej. Mimo to, związek nie mógł nam zabronić wyjazdu na rewanżowe spotkanie II rundy pucharu UEFA. W Gelsenkirchen pojawiło się 550 fanów Legii, wspomaganych przez Pogoń, Zagłębie i Den Haag. Warszawscy tifosi wspaniale zaprezentowali się na trybunach Arena Auf Schalke. Ich głośny doping przebijał się przez śpiew ponad 50-cio tysięcznej widowni. Sektor gości był tradycyjnie świetnie oflagowany - przyozdobiło go kilkanaście flag, a na niektóre po prostu zabrakło miejsca. W naszym sektorze zapłonęły 3 race, co nie spodobało się miejscowej policji. Bezbramkowy remis, wobec przegranej w Warszawie 2-3, dawał awans drużynie Schalke. Tak też skończyła się przygoda Legii z pucharami w sezonie 2002/03. Wszyscy liczyliśmy, że w przyszłym sezonie będzie lepiej... tymczasem w najbliższym sezonie Legii nie wystąpi w europejskich rozgrywkach. Ale o tym później.

Do końca rundy jesiennej pozostały nam jeszcze dwa mecze. Na wyjazd do Chorzowa wybraliśmy się ponownie wbrew "leśnym dziadkom". Policja już w Warszawie próbowała udaremnić próby wyjazdu do Chorzowa. Udało się tylko najlepszym kombinatorom. Część z nas wybrała trybunę krytą, pozostali zdecydowali się "wkręcić" do młyna Ruchu. "Niebiescy" połapali się, że wśród nich znajdują się "innowiercy" i legioniści musieli się ewakuować. Tradycyjnie specjalnością miejscowych było bluzganie na mistrzów Polski. Spotkanie na trybunach przypominało piknik, a kibice ożywili się dopiero 5 minut przed końcem meczu, po strzeleniu zwycięskiej bramki przez Jamroza. Ruch przerwał passę Legii i nasi zawodnicy przegrali po raz pierwszy od 33 spotkań ligowych...

Rundę jesienną kończyliśmy meczem na własnym obiekcie z Zagłębiem Lubin. Na ten pojedynek przybyło 7,5 tysiąca kibiców. Nie zabrakło fanów gości. Pojawiło się 40 lubinian z jedną flagą, którzy cały mecz w ciszy przesiedzieli na krzesełkach. Kibice z Warszawy, chcieli pozostawić po sobie dobre wrażenie przez przerwą w
Ostatni jesienny mecz na Łazienkowskiej
rozgrywkach. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego odpalonych zostało 25 dużych wulkanów, później pojawiły się także race (30), 100 wulkaników na Krytej oraz białe i czerwone świece dymne. Oczywiście nie zabrakło piosenek legijnych w wersji świątecznej. Piłkarze wygrali ten mecz 3-1, a wręcz koncertowo zagrał Marek Saganowski. Ta wygrana pozwoliła nam wierzyć w obronę tytułu mistrzowskiego. Wszystko miało rozstrzygnąć się wiosną.


Wiosna


Wiosna w polskiej lidze rozpoczęła się tydzień później niż planowano. Tak więc na inaugurację zagraliśmy nie z Groclinem, a inną wielkopolską drużyną, wroniecką Amicą. Przed meczem trwała akcja "Pełny stadion", kibice rozdawali na mieście ulotki zapraszające na ten mecz. Na trybunach pojawiło się 11 tysięcy fanatyków. Legioniści rozpoczęli rundę wiosenną od ciekawej choreografii balonowej. Elka w kółeczku w otoczeniu promienistych barw naszego klubu zrobiła dobre wrażenie.

Oprawa mecz z Amicą
Chwilę po tej prezentacji nastąpiła minuta ciszy ku pamięci Stanisława Fołtyna, zmarłego bramkarza Legii. Podczas meczu słychać było, że fani z Warszawy przez trzy miesiące zbierali siły na głośne śpiewanie. Tego dnia doping rzeczywiście był wspaniały. Już w piątej minucie, po bramce Svitlicy, na trybunach odpalone zostały race. W drugiej połowie pojawiły się ponownie race (najpierw na Krytej, później na Żylecie), sektorówka i świece dymne. Kibiców przyjezdnych nie odnotowano.

Zaległy mecz z Groclinem rozegraliśmy już 4 dni później. We wtorek na trybunach pojawiło się ok. 10 tysięcy fanów. Niespodziankę sprawili nam kibice z Grodziska, przyjeżdżając do Warszawy w 30 osób. Przywieźli ze sobą jedną flagę na płot oraz 10 na kijach. W drugiej połowie zaprezentowaliśmy pirotechnikę - race na Żylecie i Krytej oraz czerwone świece dymne. Niestety tego dnia nasz doping nie powalał na kolana. Piłkarzom zupełnie nie szło...nie szło też kibicom. Po meczu doszło do sporego zamieszania.
Skromna oprawa meczu z Groclinem
Piłkarze gości, w szatni świętując zwycięstwo, zaczęli ubliżać Legii. Kilku piłkarzy gospodarzy natychmiast wparowało do szatni zawodników "SMSa", w celu wyjaśnienia kilku spornych kwestii. Po porażce z Groclinem Legia straciła szansę na objęcie prowadzenia w tabeli.

Następnie czekał nas mecz przyjaźni w Szczecinie. Fani z Warszawy przybywali na Pomorze już parę dni wcześniej, aby wspólnie bawić się ze szczecinianami. Również po meczu miało miejsce wiele imprez "integracyjnych". Bardzo dobrze fani obu drużyn bawili się w Gryfinie:-)
Mecz przyjaźni: Pogoń-Legia
Na samo spotkanie dotarło około 450 fanów Legii, chociaż ciężko podać dokładną liczbę, ze względu na to, że obie ekipy dobrze się wymieszały. Ponadto należą się podziękowania dla Pogoni, za to, że po raz kolejny kibice z Warszawy weszli na stadion za darmo. Oprócz kilkunastu flag mieliśmy ze sobą race i świece dymne. Również "Portowcy" zaprezentowali się przyzwoicie. Szkoda tylko, że w przyszłym sezonie nie będziemy świadkami takich spotkań...

Po dwutygodniowej przerwie do Warszawy przyjechał zabrzański Górnik. Z Zabrza przybyło jedynie 60 najwierniejszych "wyznawców Torcidy", wywieszając 4 flagi (w tym jedną Wisłoki Dębica). Górnicy stali cały mecz cicho. My natomiast pokazaliśmy wzorowy doping, jakiego dawno już nie słyszaliśmy na stadionie WP.
Podczas meczu z Górnikiem obie ekipy zrezygnowały z oprawy
Obie ekipy zrezygnowały z oprawy meczu, co miało być formą protestu przeciw animozjom międzyklubowym, które kilka dni wcześniej doprowadziły do śmierci jednego kibica we Wrocławiu. Niestety piłkarze stracili kolejne dwa punkty, remisując bezbramkowo, i szansa wskoczenia na pozycję lidera, coraz bardziej się oddaliła.

Wiele miało się rozstrzygnąć podczas kolejnego meczu. Legia pojechała do Krakowa na mecz "o wszystko" z Wisłą. Działacze Legii nie chcieli popuścić krakowianom i domagali się regulaminowej liczby biletów dla warszawiaków. Starania te, o dziwo, wspomógł PZPN i dzięki temu, do Krakowa pojechało ponad 500 kibiców Legii. Wszyscy do Grodu Kraka dotarli pociągiem specjalnym zorganizowanym przez Stowarzyszenie Sympatyków Legii Warszawa. Atmosfera w naszym obozie była bardzo dobra. Na naszych sektorach (zostaliśmy rozmieszczeni w dwóch oddzielnych sektorach) zawisło wiele flag...i tradycyjnie już na niektóre brakowało miejsca. Hitem była flaga/baner "Jesteśmy Waszą Stolicą", która krążyła nad naszymi głowami, doprowadzając miejscowych dowściekłości. Mieliśmy ze sobą kilkaset małych flag, a także baloniki, duże flagi na kijach, race i wulkaniki.
Do Krakowa udało się 500 osób
Wiślacy zaprezentowali się nawet nieźle, chociaż rozwijanie sektorówek nie jest ich najmocniejszą stroną. Niestety nasi piłkarze, mimo prowadzenia, ostatecznie przegrali 1-2 i szanse na mistrzostwo znacznie zmalały. Po meczu czekały nas jeszcze dodatkowe emocje, zapewnione przez firmę ochroniarską "Impel". To oni odpowiadają za wpuszczenie gazu łzawiącego do naszego sektora bez powodu! Gdy z drugiego sektora zajmowanego przez legionistów poleciało w ich kierunku kilka krzesełek (które były w ogóle nie przymocowane do konstrukcji trybuny), zaczęło się polowanie. Każdy podejrzany, nie ważne winny, czy niewinny, został wyłapywany przy wychodzeniu.
Całkiem nieźle pokazaliśmy się na stadionie Wisły
Następnie "impelowcy" przystępowali do kopania zatrzymanych. Ci spędzili w Krakowie dodatkowe 48 godzin. Reszta z nas wracała do Warszawy w beznadziejnych nastrojach. Spowodowane to było słabym wynikiem, a także brakiem naszych kolegów, zatrzymanych przez debilnych ochroniarzy.

Nawet wysokie, 6-0, zwycięstwo Legii z KSZO nie mogło wynagrodzić porażki z wiślakami. Mimo to, warszawscy kibice nie odwrócili się od zespołu. 8 tysięcy kibiców pokazało, że nawet mniej prestiżowe mecze traktują poważnie.
Świece dymne w barwach Legii dały świetny efekt

Na począek meczu odpalone zostały katiusze, a na murawę poleciało kilkaset serpentyn. Świetny efekt dały świece dymne w barwach Legii, odpalone w II połowie spotkania. Na "Żylecie" pojawił się łączony wzór z balonów i zimnych ogni, tworzący barwy Legii. Na "dokładkę" ponownie trochę pirotechniki - eLka w kółeczku utworzona w rac.

W Wielką Sobotę zazwyczaj przychodzi nam jechać do obcego miasta. Rok wcześniej podróżowaliśmy do Katowic, tym razem celem naszej podróży był Wodzisław Śląski. Mecz Legiuni okazał się ważniejszy od święconki dla około 200 osób. Tylu bowiem zasiadło nas w sektorze gości. Razem z nami był tradycyjnie "Squadron" oraz kilkanastu fanów Zagłębia (o podobnej porze grali bardzo ważny mecz, stąd też tak mała liczba sosnowiczan). Mieliśmy ze sobą 5 flag oraz kilka rac.
W Wielką Sobotę 200 fanów Legii zameldowało się w Wodzisławiu

"Młyn" Odry był aktywny przez cały mecz, a mimo to nie mieliśmy problemów z przekrzyczeniem gospodarzy. 30-to minutowym śpiewem "Legia, Legia Warszawa" na koniec meczu, zostawiliśmy po sobie bardzo dobre wrażenie. Niestety nasi piłkarze, podobnie jak w Krakowie stracili prowadzenie i...3 punkty. Teraz trzeba było się skoncentrować na walce o europejskie puchary. Mistrzostwo wydawało się poza naszym zasięgiem.

Kolejnym przeciwnikiem "wojskowych" był GKS Katowice. Katowiczanie zaprezentowali się najlepiej ze śląskich ekip na Łazienkowskiej (do tej pory, bo co najmniej tak samo dobrze wypadł później Ruch). Przyjechało ich około 130, z czterema flagami. Poza tym zaprezentowali race (10), balony w barwach, ognie bengalskie, stroboskopy oraz...niezły doping. Warszawiacy przygotowali natomiast oprawę łączoną z kartonów i balonów. Na środkowych sektorach trybuny odkrytej pojawiły się 3 serca (czerwone, białe i zielone), w otoczeniu czarnych balonów i szalików. Początek drugiej połowy to odpalenie przez nas granatów dymnych, z których "wyłoniły" się wyrzutnie fajerwerków. Następnie odpalone zostały race (20 na Żylecie + kilka na łuku).
Rzymskie ognie - ciekawy pomysł legionistów

Na 15 minut przed końcem meczu warszawiacy zaskoczyli gości po raz kolejny. W górę poleciały ognie rzymskie w liczbie 550 sztuk. Czegoś takiego nikt wcześniej nie zaprezentował. Następnie odpalone zostały świece dymne, w towarzystwie 100 wulkaników. Myliłby się ten, kto uważa, że końcowy gwizdek sędziego oznacza koniec atrakcji. Legioniści odpalili jeszcze 350 katiuszy i wspólnie z zawodnikami cieszyli się z trzybramkowego zwycięstwa nad GieKSą.

Ponad tydzień później na Muranowie odbyły się derby stolicy... Niestety podobnie jak rok temu, zostaliśmy umieszczeni w sektorze za bramką, który mieści tylko 500. Różnymi sposobami na naszym sektorze znalazło się około 150 osób więcej. To jednak było zdecydowanie za mało, jak na nasze możliwości. Chętnych do obejrzenia tego meczu było kilkakrotnie więcej. Poloniści tymczasem "rozbili" się na dwóch trybunach, a bez większego problemu pomieściliby się na jednej. Gospodarze starannie przygotowali się do tego spotkania. Trzeba przyznać, że pokazali się z dobrej strony, chociaż doping przez nich prowadzony do najlepszych nie należał. My natomiast odpuszczamy oprawę na tym meczu, pokazując jaki mamy stosunek do przeciwnika. Jeśli poloniści chcą, aby mecze derbowe wyglądały w taki sposób - proszę bardzo. Tylko, że takie spotkania po prostu nie mają sensu. "Bawcie się same" - taki transparent był formą przekazu, że tego dnia oprawy nie przygotujemy. Liczymy, że na kolejne derby ponownie zostaniemy wpuszczeni na "Kamienną" i nie będzie sztucznego ograniczenia miejsc na trybunach. Po 9 latach, nasi piłkarze w końcu pokonali Polonię na jej terenie.

Legioniści na Konwoktorskiej

Brzydka pogoda towarzyszyła meczowi Legii z Wisłą Płock. Było to głównym powodem nie najwyższej, ośmiotysięcznej, frekwencji. Około 60 "Nafciarzy" zdecydowało się na przyjazd do Warszawy. Przywieźli ze sobą dwie flagi oraz dwa bębny. Ponadto zaprezentowali świece dymne. Oprawa z naszej strony ograniczyła się do odpalenia 15 rac i głośnego dopingu. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1-0, jednak PZPN zweryfikował ten wynik na walkower dla Legii (w zespole gości zagrało za dużo obcokrajowców).

Wszyscy ostrzyli sobie zęby na dwa kolejne mecze Legii. Wyjazd do Łodzi i mecz w Warszawie z Lechem to spotkania, które dla kibiców znaczą bardzo wiele. Niestety, jak już wcześniej wspomniałem, widzewiacy zapomnieli definicji słowa honor i nie dotrzymali danego słowa (o wpuszczeniu ponad tysiąca kibiców z Warszawy). Łodzianie przygotowali dla nas tylko 500 biletów i znowu trzeba było o nie "walczyć"... Pół tysiąca szczęśliwców podróżowało do Łodzi na luzie. Ponad 150 liczyła się z tym, że może nie wejść na sektor (ze względu na brak biletów). To kolejny wyjazd, na który Stowarzyszenie Legii Warszawa zorganizowało pociąg specjalny. Na stadionie tradycyjnie już przywitał nas grad kamieni. Miejscowi próbowali też ataku przez murawę.
Riposta legionistów na oprawę Widzewa

Na naszym sektorze zawisło aż 16 flag. Informacje o oprawie przygotowanej przez Widzew już wcześniej można było przeczytać w prasie i w internecie. Tak więc nie dziwi chyba szybka odpowiedź na pasy materiału: "Witamy w raju" (to miała być odpowiedź na "Witamy w piekle" w wykonaniu Legii), w postaci transparentu (4mx5m) o treści "My na Raj Taki Sramy" z wizerunkiem węża w barwach Widzewa i jabłka. Bardzo dobry pomysł legionistów. Wymiana kamieni i innych przedmiotów "rzutowych" trwała cały mecz. Nasi piłkarze pokonali Widzew 3-1 i po 26 latach mogliśmy się cieszyć ze zwycięstwa na stadionie przy ul. Piłsudskiego. W drodze powrotnej atmosfera była wspaniała. Jedynie obandażowane głowy psuły trochę tą atmosferę. Ale tak to już jest w mieście "Ludzi Honoru"...

Kolejnym przeciwnikiem Legii był Lech Poznań. Jesienny mecz w Poznaniu nie mógł być wielkim widowiskiem ze względu na brak kibiców gości (zakaz). Tym razem, zgodnie z przypuszczeniami, doszło do meczu sezonu (oczywiście pod względem kibicowskim). Do Warszawy przybyła liczna, 1000 osobowa grupa kibiców Lecha. Legioniści przy okazji tego meczu chcieli przypomnieć o niesłusznym odebraniu MP z roku 93. Do tego właśnie nawiązywał ponad 20 metrowy transparent na "Żylecie": "MP'93. VII: NIE KRADNIJ. KU PAMIĘCI I PRZESTRODZE TAK SKOŃCZYŁ LECH - ZŁODZIEJ. II LIGA 2000-02. Tego dnia/wieczora byliśmy świadkami pierwszej w Polsce skomplikowanej odwracanej choreografii z kartonów przedstawiający żyletkę w barwach Legii otoczoną napisem "ULTRAS". Po kilkunastu sekundach 3 środkowe sektory zmieniły się w lizbońskie oczy. Efekt był niesamowity! Kartony jeszcze nie opadły, a na Odkrytej odpalonych zostało kilkanaście rac. Doping od początku z obu stron bardzo dobry. Pokazaliśmy także 3 nasze sektorówki, 100 wulkaników, świece dymne w barwach, transparenty.
Mecz z Lechem był bez wątpienia meczem sezonu pod względem oprawy meczowej

Druga połowa rozpoczęła się od odpalenia na całym stadionie ponad 100 rac. Jednocześnie na łuku pojawiły się świece dymne tworzące barwy Legii. Z nich w górę strzelały fajerwerki, a żeby jeszcze zwiększyć efektywność, dodano do tego kilkanaście petard hukowych oraz katiusze. Około 60 minuty meczu na "Żylecie" odpalone zostało obramowanie herbu warszawskiej drużyny (z 35 rac). Warszawscy tifosi postanowili zakończyć spotkanie bardzo ciekawie i na całej trybunie odkrytej pojawiło się 2200 ogni rzymskich. Strzały z nich trwały dobrych kilka minut i następowały falowo. Tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego odpalamy jeszcze 20 stroboskopów. Poznaniacy również nie próżnowali. Oprócz okazjonalnych sektorówek (trzeba przyznać, że ładnie wykonane) i pirotechniki pokazali również balony-"plemniki" oraz transparenty w barwach i transy tworzące napis "Kolejorz". Na to spotkanie kibice Legii zaprosili zaprzyjaźnionych fanów z Hagi. Ci z pewnością się nie zawiedli.
Odwracana choreografia kartonowa
Fani obu drużyn pokazali jednoznacznie, kto należy do czołówki ultras w Polsce. Naszym zdaniem to był niewątpliwie mecz sezonu pod tym względem.

W tym sezonie mieliśmy okazję również odwiedzić po raz pierwszy Jaworzno. Do tego miasta "pofatygowało" się 700 kibiców gości. Połowa osób na naszym sektorze to kibice Zagłębia. Na płocie zawisło 15 flag...zdecydowanie więcej, niż wywiesili gospodarze. Trzeba jednak zaznaczyć, że ci również wyjątkowo skrupulatnie przygotowali się do tego meczu. Szkoda tylko, że momentami "rozdrabniali się". Gdyby zaprezentowali niektóre akcesoria, w połączeniu z innymi - byłoby to o wiele ciekawsze. My odpaliliśmy jedynie 5 rac, po wyrównującej bramce. Niestety remis ze Szczakowianką stawiał nas w nienajlepszej sytuacji na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. Teraz musieliśmy się już oglądać na innych, aby awansować do europejskich rozgrywek.

Pożegnanie sezonu na Łazienkowskiej to mecz z chorzowskim Ruchem. Dla nas był to mecz o być albo nie być w europejskich pucharach. Chorzowianie cały czas walczyli o uchronienie się przed spadkiem. Za Ruchem do Warszawy przybyło około 170 kibiców gości z ośmioma flagami. Zaprezentowali się całkiem przyzwoicie. Niestety 30-to stopniowy upał nie wpływa dobrze na głośny doping. Na środku "Żylety" zawisła tego dnia flaga z warszawskiego osiedla"Bródno" z żałobnym kirem.
Ostatni mecz na Łazienkowskiej: mecz Legia-Ruch

Była to forma upamiętnienia młodego kibica z tego osiedla, który parę dni wcześniej odszedł od nas... Jak legioniści pożegnali sezon na własnym stadionie? Około 25 minuty spotkania na trybunie otwartej pojawiły się dwie sektorówki, a na środkowym sektorze, pomiędzy nimi, odpalonych zostało 30 rac. Druga połowa rozpoczęła się od konkretnego zadymienia trybuny odkrytej. Świece dymne w barwach wyszły bardzo efektownie, a dym był bardzo gęsty. Dodatkowo petardy hukowe dały bardzo dobry efekt. Na kilkanaście minut przed końcem mieliśmy ostatni tego dnia pokaz pirotechniczny. Na Żylecie, w asyście zielonych świec dymnych, pojawiło się kilkaset ogni bengalskich oraz 10 dużych wulkanów. Remis 3-3 niestety oznaczał, że w przyszłym sezonie podobne oprawy będziemy mogli prezentować tylko na krajowym podwórku... Na pewno jednak w lidze nie spotkamy się z chorzowianami, gdyż ci opuścili szeregi ekstraklasy.

Ostatni mecz w sezonie to wyjazd "na koniec świata". Mecz z Zagłębiem Lubin wypadł we wtorek, co konfliktowało wielu osobom z pracą, czy też szkołą. Dlatego właśnie do Lubina zawitała niezwykle skromna, jak na nasze możliwości, 110-cio osobowa grupa kibiców Legii. Fani mieli ze sobą 4 flagi.Oprawę na tym meczu zorganizował fan-club Legii "Wild West". Na murawę, wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego, poleciało kilkadziesiąt serpentyn, a później pojawiły się balony. Doping trwał do samego końca meczu. Niestety nawet wygrana 3-1 nie zapewniła Legii startu w pucharach. W przyszłym sezonie będziemy się więc spotykać tylko z krajowymi rywalami...


U siebie


Vardar Skopje (el. LM) - 6500 (0)

Pogoń Szczecin - 6000 (150)

FC Barcelona (el. LM) - 13000 (40)

Wisła Kraków - 12000 (250)

Okęcie Warszawa (oficjalnie gospodarzem meczu było Okęcie) - 6000

FC Utrecht (UEFA) - 11000 (1000)
Odra Wodzisław - 8000 (60)

Polonia Warszawa - 200

RKS Radomsko (PP) - 3000 (0)

Widzew Łódź - 14000 (1400)

Schalke 04 Gelsenkirchen (UEFA) - 13000 (1000)

Szczakowianka Jaworzno - 0 (mecz rozegrany bez publiczności)

Zagłębie Lubin - 7500 (40)


Amica Wronki - 11000 (0)

Groclin Grodzisk Wielkopolski - 10000 (30)

Górnik Zabrze - 9000 (60)

KSZO Ostrowiec - 8000 (0)

GKS Katowice - 8000 (130)

Wisła Płock - 8000 (60)

Lech Poznań - 13000 (1000)

Ruch Chorzów - 8000 (170)


Po myślnikach podajemy liczbę kibiców Legii na danym meczu. W nawiasach podana jest liczba kibiców gości.


Wyjazdy


Vardar Skopje (el.LM) - 100

Grodzisk Wielkopolski - 120

Wronki - 200

Barcelona (el.LM) - 500

Zabrze - 400 (200 Zagłębia)

Ostrowiec Świętokrzyski - 550

Katowice - 400 (100 Zagłębie)

Utrecht (UEFA) - 600

Płock - 600

Poznań - 0 (zakaz, kilkanaście osób incognito)

Gelsenkirchen (UEFA) - 550

Chorzów - 0 (zakaz, kilkanaście osób incognito)


Szczecin - 450

Kraków - 500

Wodzisław - 200

Polonia - 650

Łódź - 650

Jaworzno - 700 (350 Zagłębia)

Lubin - 110



Podsumowanie


Ten sezon był z pewnością dla warszawskich kibiców udany. Na pewno można znaleźć minusy, ale mimo to można znaleźć wiele pozytywów w postępowaniu warszawskiej braci.

Z pewnością można poprawić frekwencję na własnym stadionie, szczególnie w takim mieście jak Warszawa. Miejmy nadzieję, że z dobrym skutkiem prowadzona będzie akcja "Pełny stadion". Choreografie na Łazienkowskiej są coraz lepsze. Pojawiają się nowe elementy oprawy. Tutaj widać zdecydowany postęp. Należy jeszcze dążyć do poprawy dopingu, pełnej mobilizacji. Tego czasami brakuje w naszym wykonaniu. Nie wszyscy włączają się w doping - a to z niego zawsze słynęliśmy. Ale przed nami nowy sezon...

Co do frekwencji wyjazdowej nikt chyba nie może mieć do nas pretensji...a wręcz przeciwnie. To sektory przeznaczone dla kibiców gości nie spełniają zazwyczaj naszych wymogów. Często bywa tak, że brakuje biletów dla chętnych na mecz wyjazdowy Legii. Szkoda, że tak rzadko fani z Warszawy przygotowują oprawy na mecze wyjazdowe. Gdyby spełniali ten "warunek", praktycznie nie mieliby równych sobie w Polsce.

Przed nami nowy sezon. Liczymy, że "te plusy nie przesłonią nam minusów" :-)

Podaj ten news dalej: