Do miana afery zaczyna urastać sprawa ściągnięcia do Legii Marcina Żewłakowa.
"Do Mouscron przyszedł faks z zapytaniem, na jakich warunkach mógłbym przejść do Legii. Nikt jednak ze mną na ten temat nie rozmawiał. Sprawa jest jeszcze w głębokich powijakach" - powiedział Żewłakow.
"Nie wysyłałem żadnego pisma do Mouscron. A tylko ja jestem upoważniony do podpisywania tego typu dokumentów" - stwierdził prezes Trylnik.
"Dzwonił do nas przedstawiciel Excelsioru i pytał o nazwisko osoby, której podpis widniał na firmowym papierze Legii. Oczywiście nie było nam ono znane. Zresztą nie stać nas na zapłacenie za Marcina 1 mln euro. Ktoś podszył się pod Legię" - twierdzi Jerzy Engel.
Afera z faxem
wtorek, 1 lipca 2003 08:48
źródło: Życie Warszawy