Tomasz Bartnik - mistrz świata w strzelectwie w kdw3x40 - fot. pzss.org.pl
REKLAMA
REKLAMA

Nasz wywiad

Wywiad z Tomaszem Bartnikiem, mistrzem świata w strzelectwie

Bodziach, źródło: Legionisci.com - Wiadomość archiwalna

Tomasz Bartnik zdobył złoty medal mistrzostw świata w Changwon w strzelectwie sportowym w konkurencji kdw3x40, zapewniając sobie kwalifikację na igrzyska olimpijskie w Tokio. Zawodnik strzeleckiej Legii obecnie mieszka w Siedlcach, choć w rodzinnym domu bywa gościem, ze względu na liczne starty i przygotowania. Medale mistrzostw Polski zdobywa co roku od 2006 roku i dziś nie jest w stanie zliczyć wywalczonych "krążków". Zapraszamy do lektury obszernej rozmowy z zawodnikiem Legii.

Twój sukces na mistrzostwach świata odbił się sporym echem w kraju. Powiedz, jaki stawiałeś sobie cel przed tym startem?
Tomasz Bartnik: Celem było zdobycie miejsca olimpijskiego - to była absolutna podstawa przed wyjazdem do Korei. Szanse na medal były w zasadzie od samego początku. Jeżeli celem było miejsce olimpijskie, a zdobywają je cztery najlepsze osoby - w zasadzie medal leży w zasięgu. Podstawą była quota olimpijska, a medal jest dodatkowym, dużym sukcesem.

Złoto zdobyłeś w kdw3x40, uzyskując 460,4 pkt. Jak na chłodno oceniasz sam wynik, osiągnięty na tych mistrzostwach? Robiliście analizę tego występu?
- Takiej typowej analizy nie przeprowadzaliśmy. Jak kiedyś powiedziała moja trenerka - medalistów się nie sądzi. Jak na tej rangi imprezę, wydaje mi się, że niewiele rzeczy można było zrobić lepiej. Może w samej końcówce można było dopracować strzały, ale też znając swoją przewagę, wiedząc ile wynosi przewaga punktowa, nie zastanawiałem się nad tym, żeby te strzały były idealne, tylko takie, które pozwolą mi utrzymać pierwsze miejsce. Ostatni strzał, w momencie kiedy były trzy punkty różnicy, to była już czysta kalkulacja - tyle wystarczy, więc nie szukajmy nie wiadomo czego.

W Korei Południowej startowałeś także w konkurencji karabinu pneumatycznego, ale nie udało się wywalczyć awansu do finału. Ostatecznie zostałeś sklasyfikowany na 15. pozycji. Czego zabrakło w Kpn60, aby uzyskać lepszy wynik?
- Ciężko tu mówić o brakach, bo w samych konkurencjach pneumatycznych na tym mniej więcej poziomie, na jakim strzeliłem na mistrzostwach świata, strzelałem cały czas. Można powiedzieć, że utrzymałem poziom i nie było fajerwerków. Ale poniekąd zabrakło zdrowia, bo miałem problemy, które zaczęły się dwa dni po przylocie i trwały przez całe strzelanie pneumatyczne. Byłem na środkach przeciwbólowych, a to nie ułatwia startu - pojawia się zmęczenie, do tego dochodzą nieprzespane noce. To były bardzo ciężkie starty, ale nie mam wątpliwości, że potrzebne - one dały mi dużą pewność siebie. Na treningach w tych konkurencjach, w samej końcówce, nie szło mi fantastycznie, a na zawodach strzeliłem na swoim poziomie. Potem nie miałem problemu z psychiką podczas startu w "postawach".

Te dwie konkurencje to Twoje ulubione? Startujesz jeszcze w karabinie dowolnym leżąc (m.in. brąz na AMŚ w Zjednoczonych Emiratach Arabskich w 2014). Od czego zależy, w jakich konkurencjach startujesz na danych zawodach i czy lubisz startować w kilku równolegle?
- Lubię startować w kilku konkurencjach - w głowie jest coś takiego, że nawet jeśli w jednej z nich coś nie wyjdzie, to jest większy spokój, bo startów będzie kilka. Ich jest jeszcze znacznie więcej niż leżąca, bo dochodzą konkurencje, które nie są olimpijskie, ale niektóre z nich dopiero zacząłem trenować, więc nie byliśmy przygotowani, żeby wystartować. Leżąca nigdy nie była moją ulubioną konkurencją. Jednocześnie nie jest olimpijską, więc z trenerem uznaliśmy, że najlepiej skupić się na konkurencjach olimpijskich - jest ich trzy, więc i tak było nad czym pracować.

Wywalczyłeś kwalifikację dzięki świetnemu występowi w konkurencji kdw3x40. Czy możesz starać się o kwalifikację także w innych?
- Jeżeli zdobyłem kwalifikację olimpijską, to na igrzyskach mam prawo startu we wszystkich konkurencjach olimpijskich. Także na moje nazwisko "quota" została już zdobyta. Ta zostaje przyznawana na kraj i ja już nie mogę uzyskać kolejnej. Teraz wszystko w rękach kolegów, aby było nas w Tokio więcej.



A czy masz swoją ulubioną konkurencję? Kdw3x40 jest podobno konkurencją najtrudniejszą, a na pewno najbardziej wymagającą.
- Zgadza się, jest zdecydowanie najtrudniejsza. Trzeba trenować wszystkie trzy postawy - co już dostarcza trudności - to jeszcze jest bardzo długa. Nie daje też dużego pola popisu, jeśli chodzi o błędy. Na pewno to właśnie moja ulubiona konkurencja, chyba dlatego, że cały czas coś się zmienia. Z jednej strony nie ma miejsca na błędy, ale z drugiej - jeden błąd nie dyskwalifikuje. Każdy z nas wie, na jaki błąd może sobie "pozwolić". Raz daje to spokój psychiczny, innym razem przeszkadza. Nie przez przypadek to właśnie ta konkurencja nazywana jest królową strzelania. Jeśli w tej konkurencji "wychodzi", to powinno wychodzić w każdej.

Nie próbowałeś startów w konkurencjach pistoletowych, czy po prostu na pewnym etapie potrzebna jest koncentracja na konkretnej broni, aby w niej być najlepszym?
- Przy pierwszym pokazaniu się na strzelnicy próbowałem pistoletu, ale nie spodobał mi się aż tak bardzo. Już po paru latach kilkakrotnie brałem pistolet do ręki, bowiem tam można przetrenować pewne elementy techniczne, których na treningu karabinowym nie da się zrobić. Dla samego treningu, raz na jakiś czas, jak najbardziej brałem pistolet. Tylko w celach treningowych, dla zabawy, czy przyjemności, ale niezwiązane to było z wynikami.

W jakim wieku trafiłeś na strzelnicę po raz pierwszy i jak do tego doszło?
- Miało to miejsce 14 lat temu, czyli jak miałem 14 lat. Było w tym bardzo dużo przypadku, bowiem będąc w gimnazjum pojechałem na obóz sportowy, gdzie mieliśmy m.in. łucznictwo. Spodobało mi się to, ta precyzja pracy, skupienia - to było bardzo przyjemne. Chciałem wtedy rozpocząć treningi strzelania z łuku, ale dosyć daleko ode mnie było na strzelnicę łuczniczą i tata stwierdził, że skoro w drodze ze szkoły mam strzelnicę - pneumatyczną akurat - to żebym tam spróbował. To było bardziej na zasadzie - zobacz, czy ci się spodoba, a jak nie, to będziemy kombinowali z tym łucznictwem. W zasadzie po pierwszym dniu tam już zostałem. To było na strzelnicy Legii Warszawa przy Wojskowej Akademii Technicznej, wtedy jeszcze na ul. Kaliskiego.

Trenowałeś także na strzelnicy przy Łazienkowskiej?
- Cały czas trenowałem na strzelnicy przy Wojskowej Akademii Technicznej. Przy Łazienkowskiej wtedy jeszcze ta strzelnica nie była aż tak przygotowania do strzelań sportowych, jak ma to miejsce obecnie i była to bardziej strzelnica komercyjna. Potem spędziłem dwa lata we Wrocławiu, a obecnie mieszkam w Siedlcach. Cały czas startuję jednak w barwach Legii.

W jaki sposób klub pomaga Tobie na co dzień, bo zdobywasz dla Legii medale mistrzostw Polski, ale najgłośniej zrobiło się oczywiście po wywalczeniu mistrzostwa świata - o tym dowiedzieli się także ci, którzy na co dzień strzelectwem sportowym nie interesują się.
- Strzelectwo dla większości ludzi nie wydaje się na tyle ciekawe, aby śledzić je regularnie. Powiem tak - klub robi co może, żeby mi pomagać.

Czy na co dzień trenujesz pod okiem Eulalii Rolińskiej, czy konsultacje z nią są raczej zdalnie? Jaki wpływ ma w ogóle trener na zawodnika w strzelectwie sportowym? Czy na późniejszym etapie kariery to nie jest bardziej rola psychologa?
- Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Bez trenera nie da się na żadnym etapie - jak w każdym sporcie zresztą. My obecnie głównie pracujemy zdalnie, ponieważ z Siedlec do Warszawy jest kawałek, a codzienne dojazdy byłyby problematyczne. Ale kiedy tylko trzeba, to przyjeżdżam do Warszawy na konsultację. Nie widzę siebie podczas strzelania, więc czasami nie potrafię sam zweryfikować, jaki robię błąd. Można się tylko w nim zagłębiać i nie móc go znaleźć. Wtedy zabieram sprzęt, jadę do trenerki i razem szukamy. Jest jeszcze trener kadrowy, z którym w razie czego współpracujemy. Zgrupowań kadry jest bardzo dużo w roku, więc może nawet częściej współpracuję właśnie z trenerem reprezentacji, Andrzejem Kijowskim. Tak samo na Dragonie - jest trener Leszek Romiński, który mi regularnie pomaga. Bez obserwacji trenerskiej byłoby to niemożliwe.

Od pewnego czasu regularnie startujesz w zawodach Pucharu Świata. Rywalizacja z najlepszymi zawodnikami na świecie, sprawia że podnosisz swój poziom?
- Zdecydowanie, bo to pokazuje do czego należy dążyć. To też buduje psychikę. Trzymając się trzech postaw, wynik na poziomie 1160 pkt. jest w Polsce bardzo dobry, bo wchodzi do finału, a zagranicą na mistrzostwach świata taki wynik nie przeszedł nawet eliminacji. To obrazuje poziom światowy. Dzięki temu można, przy wielu startach, w zależności od warunków jakie wyniki będą pozwalały, wejść do finału. A także na jaki poziom trzeba wejść. Tylko śledząc wyniki, nie ma takiego obrazu strzelectwa. Tylko od najlepszych można coś wyciągnąć dla siebie. Podglądając to, jak przygotowują się i pracują na stanowisku. W momencie kiedy mają swoją zmianę w eliminacjach, a sam akurat nie strzelam, mogę ich obserwować, podejrzeć pewne rozwiązania, których my jeszcze nie wymyśliliśmy, a u nich już są. W ten sposób zbudowałem co najmniej jedną "postawę", oczywiście po konsultacjach z trenerami. Strzelanie na dużych imprezach niesamowicie pomaga i buduje.

Jak wyglądają same przygotowania do zawodów. Twoje treningi to z pewnością nie tylko niezliczone godziny na strzelnicy?
- Praca na strzelnicy to podstawa, ale oczywiście przygotowań jest więcej. Weźmy na przykład mistrzostwa świata - przygotowania zaczęliśmy od wyjazdu w góry, w celu poprawienia wydolności, trochę relaksu i odpoczynku po sezonie, ale również częściowo nadrabianiu braków. Potem były zgrupowania czysto technicznie. Opierały się one na pracy na strzelnicy, na przygotowaniu fizycznym. Każdy z nas wie, czego potrzebuje, ale oczywiście nadzoruje to także trener. Oprócz tego jest praca z psychologiem, aby wszystko poukładać w głowie i podejść do startu na spokojnie, a nie w stresie, i z myślami na trzy dni do przodu.



Koncentracja to jedna z ważniejszych kwestii w przypadku strzelectwa sportowego, szczególnie w trwających dość długo zawodach?
- U nas to jest kluczowe. Wielu trenerów powtarza, że tutaj wygrywa się głową. Koncentracja jest bardzo problematyczna, bo trzeba utrzymać ją bardzo długo. Do tego zawody same w sobie trwają bardzo długo - na przykład mistrzostwa świata trwały dwa tygodnie. Trzeba umieć odciąć się od tego co będzie jutro, że mam start, zaczyna się walka, co może z tego wyjść. Do tego niezbędny jest psycholog. Nie można myśleć o tym, co będzie jutro, tylko trzeba się skupić na odpoczynku, zjedzeniu posiłków o odpowiednich porach, tak samo odpowiednio położyć się spać.

Ciągłe podróże na zawody też zapewne są męczące? Wyjazdy co weekend na zawody...
- Żeby to było co weekend (śmiech). Na wiosnę, przez trzy miesiące, w domu byłem łącznie - oczywiście nie po kolei - z 10 dni. Po paru latach można przyzwyczaić się do takiego trybu życia. Najbardziej męczą dalekie wyjazdy, jak na przykład ostatni do Korei. Czas podróży - ponad 20 godzin w jedną stronę. Dochodzi zmiana strefy czasowej, organizm obrywa i trzeba radzić sobie, by z odpowiednimi siłami wejść w starty swojej konkurencji.

Podejście do zawodów Pucharu Polski i Pucharu Świata jest takie samo, czy jednak w podświadomości mobilizacja na zawody wyższej rangi jest inna?
- Staram się do każdego startu podejść tak samo. Aby później na Pucharze Świata emocje nie buzowały za bardzo. Wiadomo jednak, że start krajowy nigdy nie przysporzy takich emocji jak światowy. Jak się popatrzy na moje wyniki w Polsce, to były zdecydowanie niższe niż zagranicą. Na zawodach, kiedy przyjeżdżali koledzy z innych krajów, rzeczywiście wyniki były o wiele wyższe, bo i łatwiej o utrzymanie koncentracji. Mimo wszystko staram się podchodzić jednakowo do każdego startu, bo też każdy się liczy. Zawody w Polsce pozwalają na przetestowanie niektórych rzeczy, na które nie mogę sobie pozwolić gdzie indziej. Jeżeli wpadnę na coś nowego, to w Polsce mogę to przetestować w warunkach startowych. Zagranicą te testy mogłyby wyjść bokiem.

Liczysz w ogóle medale mistrzostw Polski? Pierwszy jaki odnotowałem to srebro z 2012 roku w Kpn60 oraz Kdw3x40 we Wrocławiu.
- Zaczynałem w 2004 roku i w 2006 roku wygrałem finał Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, czyli mistrzostwa Polski juniorów młodszych. Od tamtej pory, rok w rok, na każdej imprezie w mojej kategorii wiekowej, a czasami też w wyższej, zdobywałem co najmniej jeden medal. Zazwyczaj było to złoto, choć nie zawsze, ale na pewno na każdej mistrzowskiej imprezie co roku zdobywałem przynajmniej 1 medal. Przez tych 12 lat trochę się tego uzbierało. Nawet nie próbuję się zastanawiać ile.

Masz swoją ulubioną strzelnicę - miejsce, gdzie najlepiej czujesz się podczas zawodów?
- Na strzelnicy, na której najlepiej strzelam, ani się dobrze nie czuję, ani jej nie lubię, ale osiągam tam najwyższe wyniki - jest to Monachium. To specyficzne miejsce - nie podoba mi się tam, jak wchodzę to czuję, że mi nie leży. Jednak patrząc na wyniki, to tam osiągam najlepsze - zaczynając od mistrzostw świata juniorów, czy puchary świata. Ale jeśli miałbym wskazać najprzyjemniejszą strzelnicę, na której najlepiej się czułem, to byłaby Gabala w Azejberdżanie. Byłem tam dwukrotnie do tej pory. Obiekt jest po prostu fantastyczny - pięknie zrobiony, na bardzo ładnym terenie, w spokojniejszym miejscu.



Złoto zdobyte w Changwon coś zmieniło w Twoim życiu? Bo na pewno dodało Ci rozgłosu.
- Częściej dzwoni telefon.

Przeszkadza Ci trochę ten wzrost zainteresowania ze strony mediów? O waszej dyscyplinie na co dzień nie mówi się zbyt wiele, a dopiero po takim sukcesie jak teraz, można przez chwilę poczuć się trochę jak piłkarze, siatkarze, czy szczypiorniści.
- Nie zazdroszczę przedstawicielom innych dyscyplin. Nie jestem przyzwyczajony do rozgłosu. W strzelectwie w zasadzie go nie ma. Ten szum jest specyficzny, jak się tego nie doświadczyło wcześniej. Trudno więc jest mi tego zazdrościć. Cisza i spokój mają swoje uroki. W jakiś sposób jest to jednak przyjemne, że ktoś się interesuje.

Ten sukces może przełożyć się także na zwiększone zainteresowanie dyscypliną wśród młodzieży.
- To byłoby najważniejsze - rozgłos, dzięki któremu pojawiłoby się więcej zawodników. Mam nadzieję, że tak będzie. To wciąż niszowy sport, nie ma nas dużo, a większa liczba zawodników wpłynęłaby na wzrost poziomu. Jak dojdziemy do poziomu światowego w kraju, to by bardzo pomogło. Doświadczenie pokazuje, że może być z tym problem. Przed sześciu laty Sylwia Bogacka na igrzyskach olimpijskich zdobyła srebrny medal i wówczas strzelectwo pojawiło się w telewizji, były rozmowy z trenerami. Dużo młodzieży pojawiło się wówczas na strzelnicy - sam wówczas trenowałem na Legii, ale po trzech-czterech miesiącach okazało się, że to nie spełnia wyobrażeń tych, którzy przyszli "niesieni" sukcesem pokazywanym w telewizji. Prawie nikt z tej sporej grupy nie został na stałe przy strzelectwie. Tak więc, to nie do końca ma przełożenie. Tutaj potrzeba dużo spokoju, koncentracji, zamknięcia się w sobie podczas treningu, a nie każdy jest w stanie tak właśnie pracować.

Jak wygląda podróżowanie z bronią, bo rozumiem, że zabierasz ją ze sobą? Czy nie zdarzają się problemy na lotniskach? Czy nie zdarzyło się zgubienie bagażu, czy też broń zawsze masz pod ręką - w bagażu podręcznym?
- Zasadniczo nie jest to problematyczne. Kiedy podróżujemy w Unii Europejskiej, obowiązuje europejska karta broni i na jej podstawie możemy pojechać na zawody bez dodatkowego zgłaszania na policję itd. Jeśli chodzi o wyjazdy poza UE, tutaj Polski Związek Strzelectwa Sportowego zajmuje się tym, bowiem broń należy właśnie do niego. Oni występują o zgodę na wywóz. Dopiero na samym lotnisku następuje odprawa i ona trochę trwa, co jest najbardziej uciążliwe, bo trzeba przejść przez straż graniczną, następuje sprawdzenie numerów broni, czy wszystko się zgadza, ile wyjechało, ile wróciło. W zasadzie problemów większych nigdy nie mieliśmy, może raz pojawiły się lekkie zawirowania. Ale zawsze kończyło się dobrze. Większe problemy są w krajach azjatyckich, gdzie mają dla nas bardzo specyficzne przepisy, przez co odprawa trwa bardzo długo. Jeśli zaś chodzi o sam bagaż, to można powiedzieć, że mam szczęście, bo z opóźnieniem mój bagaż doleciał tylko raz. Co ciekawe właśnie na mistrzostwa świata - został w Chinach, ale w sumie to dotarł na miejsce tego samego dnia, tylko po kilkunastu godzinach.



W Polsce zapewne karabin wozisz ze sobą. Nie miałeś z tego powodu jakichś nieprzyjemności ze strony policji, która przecież lubi skontrolować zawartość bagażnika?
- Na treningi nie biorę ze sobą broni, bo karabin leży na strzelnicy, w magazynie. Nie trzymam jej w domu. Jeśli zaś chodzi o podróże po Polsce, to też raczej takich sytuacji nie miałem - mając papiery pozwalające na podróżowanie z bronią, policja nie robi problemów. Raz, czy dwa razy było tak, że ktoś podczas kontroli chciał zajrzeć i sprawdzić. Większy problem miałem w Niemczech, gdzie jadąc z karabinkiem pneumatycznym, który nie wymaga żadnych pozwoleń. Tymczasem niemieccy policjanci nie do końca znali przepisy i kontrola trwała prawie trzy godziny. Dopiero po tym czasie udało się im dowiedzieć, że mogę jechać.

Pod koniec sierpnia, więc tuż przed wylotem do Korei, zdobyłeś dwa złote medale mistrzostw Polski w konkurencjach ISSF z 300 metrów - w karabinie standard rapid oraz karabinie dowolnym 3x40 strzałów. Strzelanie z takiej odległości to coś zupełnie innego? Treningi przed takimi zawodami odbywają się w innych miejscach?
- Treningi odbywają się na innych obiektach - na strzelnicach 300-metrowych. Dla mnie to swego rodzaju nowość. Na 300 metrów zacząłem strzelać dopiero w tym roku. Karabin 3x40 to jest w zasadzie ten sam karabin, tylko kaliber większy, więc trzeba sobie radzić przede wszystkim z odrzutem, który jest zdecydowanie większy. Poza tym większych różnic nie ma. Bardziej pogoda ma wpływ na nasze strzelanie - kiedy pojawi się mgła, czy zacznie padać, wtedy tarcza zaczyna niknąć w tle. Standard rapid to bardzo specyficzna konkurencja - jest zupełnie inna od pozostałych i trenuje się ją zupełnie inaczej. Tylko postawy się zgadzają, a poza tym wszystko jest inaczej. To konkurencja wojskowa. Treningi zacząłem w marcu tego roku. Mimo, że treningi są zupełnie inne, to pod względem przygotowań, nie przysparza to jakichś większych problemów. Są pewne problemy z obiektami, bo 300-metrowa strzelnica zajmuje trochę miejsca i nie wszędzie da się taką postawić. Nie przeszkadza w przygotowaniach do konkurencji olimpijskich, a wręcz można powiedzieć, że pomaga - pokazuje wszystkie błędy, które się popełnia. Nie wybacza.

Medale na 300 metrów tuż przed wylotem, plus medale mistrzostw Polski zdobyte dwa miesiące wcześniej we Wrocławiu, pozytywnie nastrajały przed MŚ? Czy to nie miało żadnego znaczenia?
- Mistrzostwa Polski zdecydowanie traktuje się inaczej. Raz, że to tylko krajowe podwórko, dwa że miały miejsce dwa miesiące wcześniej. To było zwieńczenie przygotowań do mistrzostwa świata w Korei. Zakończenie eliminacji - to były ostatnie zawody, które miały wpływ na to, kto na nie pojedzie. Jeśli chodzi o zawody na 300 metrów, to one faktycznie miały wpływ na psychikę przed MŚ, bo miały miejsce tuż przed wylotem do Korei i nastąpiły po okresie dwóch miesięcy bez jakichkolwiek startów. To pozwoliło wejść w rytm startowy. Zawsze pierwsze strzelania po dłuższej przerwie są specyficzne, co wynika może nie tyle ze stresu, co z braku rytmu. Tak jak piłkarze czasem odczuwać mogą brak rytmu meczowego, tak my brak rytmu zawodów. To pozwoliło poniekąd wejść w ten rytm. Potem na mistrzostwach nie strzelało mi się ciężko.



Po takiej dłuższej przerwie odczuwasz coś takiego jak głód strzelania? A później w trakcie sezonu zmęczenie materiału?
- Jedno i drugie się pojawia. W moim przypadku taki głód pojawia się już po trzech tygodniach bez treningu. Połowę życia spędziłem na strzelnicy i po takim czasie, czegoś mi brakuje. Jeśli chodzi o przemęczenie treningami i zawodami, to zwłaszcza te drugie dają się we znaki - są bardzo męczące i wymagają wiele od organizmu. Na mistrzostwa pojechałem zmęczony strzelaniem do pewnego stopnia. Akurat w tym roku mieliśmy bardzo dużo zmian sprzętu. Jedna wynikała ze zmiany dobrowolnej, druga była trochę narzucona, a trzecia spowodowana była zepsuciem karabinu, którego nikt nie potrafił naprawić. Dwa miesiące przerwy były mocno przetrenowane. Mimo zmęczenia, czułem się dobrze przygotowany, dzięki temu wiedziałem, że mój start może być udany, a nie, że może się uda.

Jakie plany na najbliższą przyszłość?
- Teraz zaczynają się eliminacje do mistrzostw Europy w strzelaniach pneumatycznych. Na razie w Polsce - to cykl startów co dwa tygodnie. Potem międzynarodowe starty, po których wyłoniona zostanie reprezentacja na ME, które będą miały miejsce w marcu. W planach jest jeden wyjazd na Puchar Świata. Można powiedzieć, że tylko jeden, bo w PŚ można zdobywać miejsca olimpijskie, więc przede wszystkim jadą osoby, które się jeszcze nie zakwalifikowały na igrzyska. Inna sprawa, że te zawody raczej odbywają się dość daleko, więc lepiej potrenować, niż na siłę jechać, aby tylko się przejechać. Wybraliśmy z trenerem starty bliższe, niższej rangi. Po to, żeby dobrze przygotować się do zawodów, które będą w czerwcu. To jedne z najważniejszych zawodów w 2019 roku, czyli Igrzyska Europejskie na Białorusi. We wrześniu odbędą się mistrzostwa Europy w strzelaniach kulowych. Na zwieńczenie sezonu, w październiku będą VII Igrzyska CISM, czyli igrzyska wojskowe. Można powiedzieć, że kolejny rok wcale nie będzie wiele lżejszy.

Później zapewne już koncentracja i przygotowania do igrzysk olimpijskich.
- Prawie. W lutym albo marcu 2020 będą jeszcze mistrzostwa Europy w strzelaniach pneumatycznych, na których będą rozdawane ostatnie miejsca olimpijskie. Będzie to tym bardziej istotna dla nas impreza, że będzie rozgrywana we Wrocławiu. A potem już faktycznie jest cykl czterech Pucharów Świata, przygotowujących do igrzysk olimpijskich, na których jest już pełna koncentracja na igrzyskach.

Myślisz już o tym występie, czy jednak Tokio na razie zbyt odległe, a radość z awansu już mija?
- Radość już opadła. Nadal jest satysfakcja ze zdobycia tego miejsca. Aktualnie bardziej interesuje mnie przyszły rok, niż to co będzie miało miejsce za niecałe dwa lata. Wiadomo, że cały czas będą myśli kierowane pod kątem igrzysk... Gdzieś to będzie siedziało w głowie. Dwa lata temu zawodnik, który wygrał obie konkurencje na igrzyskach - i karabin pneumatyczny i trzy postawy, Niccollo Campriani, przed samymi igrzyskami, na zawodach Pucharu Świata wcale nie błyszczał. Nie był w jakiejś wybitnej formie, ale widać było, że szykuje się pod tą jedną imprezę. U nas to będzie podobnie - formę trzeba przygotować na igrzyska, a nie osiągnąć ją nie wiadomo ile wcześniej. Oczywiście nie licząc imprez mistrzowskich, bo tam bez wątpienia każdy stara się walczyć o medale.

Rozmawiał Bodziach

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.