Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Jesteśmy zawsze tam...wyjazd do Łukowa

niedziela, 6 lipca 2003 23:43
Ursyn

O sparingu Legii z Orlętami Łuków wiedziałem już od jakiegoś czasu, ale nie przejawiałem za bardzo chęci by się na niego wybrać. Wczoraj późnym wieczorem zaczął mnie jednak namawiać kumpel, żeby sobie wyskoczyć na wycieczkę w miejsce gdzie normalnie podczas ligi nie mamy szans pojechać. Był na tyle skuteczny, że po chwili się zgodziłem. Po chwili okazało się, że będziemy mieli transport z Siedlec do Łukowa i jeszcze jedno miejsce wolne, więc zaczęliśmy poszukiwania kompana podróży. Pierwsze podejście okazało się skuteczne, więc mieliśmy obmyślony plan wycieczki.


O 10.30 wyruszyliśmy na dworzec Warszawa Śródmieście, skąd mieliśmy wyruszyć w dalszą trasę. Jeszcze tylko krótki postój na zakup kilku chmielowych uprzyjemniaczy podróży i można było odjeżdżać.
Dwugodzinna trasa minęła nam bardzo szybko. Najpierw naszym współpasażerem został typek wracający z Kolskiej, który raczył się jakąś wisienką a także jego dwóch znajomych wracających ze stadionu ze spirytusikiem ;-). Później już jechaliśmy zupełnie sami w pustawym pociągu. Że w dobrym towarzystwie czas mija szybko, więc nim się zorientowaliśmy już trzeba było wysiadać.


Na stacji czekał na nas Kuba (któremu serdecznie dziękujemy za podwózkę). W Siedlcach pojechaliśmy do pizzerii na małe co nieco. Tam mieliśmy niezłą polewkę z kolesi, którzy przyjechali do pracujących tam kelnerek.

Około 14.30 wyruszyliśmy z Siedlec w kierunku Łukowa po drodze zabierając jeszcze jedną osobę. Podróż minęła bardzo szybko i o 15.00 byliśmy na miejscu. W Łukowie od razu rzucało się w oczy duże zainteresowanie wszystkich mieszkańców zbliżającym się meczem. Ceny były doprawdy zachęcające (3 PLN za duże piwko i 2,5 PLN za małe) więc usiedliśmy sobie jeszcze pogadać i napić się nektaru Bogów. Niektórzy jednak przeliczyli się z siłami przy prażącym słońcu.


Gospodarze chyba nie spodziewali się takiego zainteresowania, bo była czynna tylko jedna kasa, przez co zrobił się mały bałagan i ustawiła się długa kolejka. Na szczęście z wpuszczaniem już było dużo lepiej i po chwili znaleźliśmy się na stadionie.


Doping tego dnia nie był porywający. Nie ma się czemu dziwić, bo w wakacje z reguły większość tego typu spotkań służy do opowiadania relacji z wojaży wakacyjnych bądź ich planowania. Dopiero pod koniec część osób się rozkręciła i śpiewała non stop hit z poprzedniej rundy: „ja kocham Legie lalalalala”.
Na meczu wisiało kilka flag m.in. Orlęta Łuków, Łuków szachownica w barwach Legii, Legiunia, 1916, Siedlce i transparent na cześć Czarka Kucharskiego, przygotowany przez miejscowych fanów. Piłkarze Legii byli oblegani przez młodych fanów z Łukowa, a czasami kolejka po autograf zdawała się nie kończyć. Mecz się jednak szybko skończył i trzeba było wracać z powrotem.


Droga do Siedlec minęła równie szybko jak w poprzednią stronę i nadszedł czas pożegnania. Jeszcze tylko krótka wizyta w sklepie i już byliśmy w pociągu. Podczas drogi zaczęliśmy mówić do siebie zapamiętanymi wyrazami gwar z całej Polski, przez co naszym współpasażerom podróż minęła w milszym nastroju :-). Kanar w ogóle nie znał się na zegarku, ale był bardzo sympatyczny i martwił się żebyśmy nie wypadli z pociągu przez otwarte drzwi.
Odpowiedzieliśmy mu bardzo kulturalnie „Panie to (drzwi) się wcześniej otwarło a jak my odjeżdżali to się już nie zamkło”. Facet zbaraniał i uciekł od nas. Jeszcze trochę zabaw językiem polskim i byliśmy w Warszawie.


Wyjazd bardzo udany. Kolejne sparingi już niedługo, gdzie jest szansa spotkać swoich znajomych, porozmawiać, pośpiewać. Bardzo dobra opcja dla ludzi, którym już się dłuży bez ligi. Mam nadzieje, że będzie więcej spotkań tego typu w miejscowościach położonych niedaleko od Warszawy, gdzie dużo osób sympatyzuje z Legią. Jest to doskonałe źródło promocji klubu.

Podaj ten news dalej: