Opuszczając Grecję spodziewał się pan tak szybkiego powrotu do tego kraju?
Marcin Mięciel: Byłem przygotowany na dwie opcje i obie mnie cieszyły. Brałem pod uwagę półroczną grę w Warszawie bądź natychmiastowe odejście. Ostatnio jednak zobaczyłem, jaka jest sytuacja w Legii. Jest bardzo nieciekawa! Chłopaki nie otrzymali pieniędzy kontraktowych za dwa miesiące, premii za cztery, rok czekają na wynagrodzenie za mistrzostwo Polski. A perspektyw na lepsze czasy nie widać...
Jest aż tak fatalnie?
- Odkąd grałem w Legii, tak fatalnie jeszcze nie było. Wróciłem z obozu we Francji, którego główną zaletą był fakt, że zorganizowano go za darmo. Nasze warunki nie są tam najlepsze. Pisaliście coś o jakimś kurorcie, a żadnego kurortu na oczy nie widzieliśmy. Mieszkaliśmy w jakimś małym hoteliku tuż przy dworcu kolejowym. W dodatku byliśmy zmuszeni grać trzy sparingi w ciągu trzech dni, co normalnie nie powinno mieć miejsca. Moje odejście dobrze klubowi zrobi, tak samo jak powinno się sprzedać jeszcze Stanka Svitlicę.
To kto będzie grał?
- Priorytetem powinno być zejście z długów, żeby nie skończyć jak na przykład Widzew Łódź. Powinno się sprzedać kilku piłkarzy i wyjść spod kreski. A ci piłkarze, którzy by zostali, spokojnie i tak walczyliby o czołowe lokaty. Do pucharów by może nie awansowali, ale trudno, coś za coś. Trzeba uzdrowić sytuację.
Przecież niedawno niektóre gazety pisały, że zastanawia się pan nad przedłużeniem kontraktu z Legią.
- Nie ujawniałem tego, ale od dwóch tygodni miałem podpisany kontrakt z Iraklisem, ważny od stycznia. UEFA zezwala na podpisywanie nowych umów na sześć miesięcy przed wygaśnięciem starej. Skorzystałem z tego. Jak widać, dłuższe pozostanie w Legii było bardzo mało realne, zwłaszcza, że nawet nikt nie złożył mi propozycji nowej umowy.
Rozmawiał Krzysztof Stanowski
Wywiad
Fatalnie w Legii
sobota, 19 lipca 2003 15:40
Marcin Mięcielźródło: Przegląd Sportowy