Śladami Iwanowa i Lubaszenki
Są dwie takie dziedziny, na których wszyscy doskonale się znamy, lubimy o nich mówić i jesteśmy przekonani, że mądrzejszych od nas po prostu nie ma. To polityka i oczywiście piłka nożna. Iluż z nas widzi się w roli komentatora piłkarskiego, „też mi sztuka” opowiadamy znajomym oglądając wspólnie mecz Ligi Mistrzów. Przecież znamy skład, poznajemy sylwetki naszych ulubieńców i o każdym możemy coś powiedzieć. Nic tylko komentować. Ale nie jest to takie proste, żeby się przekonać proponuję zaprosić znajomych na ciekawy mecz, wyłączyć głos i zabawić się w komentatora. No i wtedy się zacznie, pary starczy nam może na 10 minut, jakże wiele razy pomylimy znanych nam doskonale zawodników, dlaczego trzeci raz pod rząd zaczynamy zdanie tak samo? Zapewniam, że nawet najlepsi przyjaciele stosunkowo szybko poproszą o ponowne włączenie głosu. Jest naprawdę wiele pułapek, które czyhają na tak ganionych przez nas komentatorów. Znany aktor, Olaf Lubaszeno mocno krytykował sprawozdawców sportowych, aż nadszedł moment, że on sam dostał szansę skomentowania meczu piłkarskiego. Po serii przejęzyczeń, błędów i pomyłek nie tylko stwierdził, że to bardzo ciężka praca, ale także nie dał już więcej powiedzieć złego słowa na jakiegokolwiek komentatora. Bożydar Iwanow zaczynając pracę w Katowickim Ośrodku Telewizji Regionalnej musiał często jeździć na mecze niższych klas rozgrywkowych, gdzie nie znał ani jednego zawodnika. Niełatwo też było mu na początku rozpoznawać nawet znanych futbolistów – Jak można poznać 22 piłkarzy? To chyba niemożliwe? – mówił na początku swojej kariery. Dziś należy do absolutnej czołówki polskich sprawozdawców, ale mimo to cieszył się, że podczas Mundialu 2002 nie musiał komentować niezwykle niewdzięcznych spotkań z udziałem Arabii Saudyjskiej.
Sukces rodzi sukces
Narzekaliśmy na Dariusza Szpakowskiego, że myli zawodników i opowiada głupoty. Inni mówią, że kiedy Mateusz Borek krzyczy „uwaga”, piłka nie tylko nie wpada do bramki, ale często ląduje... na aucie. Na słowa: „Ze stadionu Old Trafford wita państwa Andrzej Zydorowicz” spora część widzów dostawała drgawek, lub po prosu wyłączała głos.
Przypomnijmy sobie jednak wielkie chwile tych panów, potrafili wznieść się na wyżyny i ująć nas świetnym i fachowym komentarzem. Kiedy to było? Kiedy polskie drużyny osiągały sukcesy, bo wtedy jakaś magia porywa, a słowa same cisną się do ust. Kiedy GKS Katowice eliminował z II rundy Pucharu UEFA Girondins Bordeaux (z Zidanem, Dugarrym i Lizarazu w składzie) komentarz Andrzeja Zydorowicza był fantastyczny. Popłynął w potoku słów, które oddawały wspaniały sukces Polaków, a na koniec jego głos po prostu załamał się ze wzruszenia. Darek Szpakowski miał też fantastyczne chwile, czy to na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w pamiętnym meczu z Australią (6:1), czy w meczu Legia – Rosenborg (3:1) po bramce Stańka, lub w spotkaniu Polska – Norwegia (3:0), po którym awansowaliśmy na World Cup. Mateusz Borek to chodząca encyklopedia, pasjonat z wielkim sercem do komentowania, co udowadnia niemal w każdym meczu. Świetnie sprawdza się w roli sprawozdawcy z Ligi Mistrzów, ale podczas Mistrzostw Świata dał koncert swoich umiejętności, a szczególnie w meczach z udziałem Polaków. Komentowanie meczu reprezentacji Polski to jak występ w narodowym trykocie – twierdzi popularny Mati – to wielka nobilitacja i wspaniałe uczucie, dreszczyk emocji.
Nie można patrzeć na tych ludzi tylko przez pryzmat lapsusów i niedociągnięć, trzeba pamiętać, że to oni wraz z zawodnikami wprawiali nas w szał radości po meczach Legii w Lidze Mistrzów czy udanych występach reprezentacji. Gdyby sukces drużyny nie rodził sukcesu komentatora, nigdy byśmy nie docenili Jana Ciszewskiego, który mimo setek uchybień, miał w sobie to coś, porywał tłumy i cieszył się jak dziecko po triumfach naszych drużyn. Piękne chwile polskich piłkarzy rodzą sukces komentatorów, bo nawet przy nienajlepszym sprawozdawcy cieszymy się ze zwycięstwa i chcemy uściskać tego faceta z mikrofonem po drugiej stronie ekranu.
Kto najlepszy ?
Komentatorzy są bardzo różni, jedni są lepsi, inni gorsi. Na pewno w Polsce jest też kilka wybitnych jednostek, ale kto jest najlepszy ?
Czy Mateusz Borek, szybki, dynamiczny, pełen polotu i fantazji, „plastyczny i bardzo sugestywny”, ale trochę za bardzo przesycony finansami i statystykami. Może Jacek Laskowski, któremu naprawdę trudno jest coś zarzucić, no może nie potrafi tylko się „wydrzeć” po golu jak inni, ale poza tym bardzo dokładny, pracowity i optymistycznie podchodzący do swojego fachu. Równie dobry jest Tomek Smokowski popisujący się znakomitą wymową i nienaganną dykcją, ale podobnie jak Laskowskiemu brakuje mu odrobiny szaleństwa. Dariusz Szpakowski został odsunięty od komentowania, ale czy tak łatwo można zapomnieć komentatora, który na pięciu ostatnich Mundialach relacjonował mecze finałowe? Może i zdarzały się mu potknięcia, ale nikt inny nie potrafił wyzwolić takich emocji, tak bardzo cieszyć się ze zwycięstwa naszych drużyn. Nikt tak jak on nie potrafił też przytrzeć nosa i wskazać winnych porażki, jak po spotkaniu Izrael – Polska (2:1) w 1994r. Mówi się, że odsunięto go za słowa „Prezydent nie przyniósł szczęścia Polakom w Korei”, ale taki już jest Dariusz Szpakowski, bezkompromisowy i szczery. Bardzo uzdolniony jest także Bożydar Iwanow, który komentuje bardzo ekscytująco, zasypuje ciekawostkami, ale zachowuje też umiar i proporcję. W jego przypadku możemy też powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza, gdyż jest wychowankiem Andrzeja Zydorowicza, tak często krytykowanego. Do polskiej czołówki zaliczyć należy jeszcze Andrzeja Twarowskiego, specjalistę od angielskiej Premiership i Pawła Wójcika, który w Polsacie jest tuż za plecami Mateusza Borka i Bożydara Iwanowa.
Uwaga talent!
Mamy też kilku bardzo ciekawych, młodych i utalentowanych następców naszych niekwestionowanych gwiazd. Kiedy kilka lat temu Mateusz Borek rozpoczynał swoją przygodę w Eurosporcie, można było zauważyć, że jest obdarzony wielkim talentem i kiedyś będą z niego ludzie. Dziś w tej samej stacji szlifuje się inny brylancik – Tomasz Lach. W swej pracy jest nieszablonowy, ma swój własny i niepowtarzalny styl. Nie papuguje znanych wzorców, tylko komentuje po swojemu, wprowadzając bardzo ciekawe spojrzenie na futbol. Zachwyca znajomością piłki południowoamerykańskiej, komentując Copa Libertadores jak rozgrywki rodzimej ekstraklasy.
Niezwykle dynamicznie rozwija się też Cezary Olbrycht, którego możemy usłyszeć zarówno w Eurosporcie, jak i Canal+. Ma duże poczucie humoru i w każdej relacji stara się zaaplikować słuchaczom dawkę dobrego dowcipu. Wreszcie nowa gwiazda TVP - Marcin Feddek, wobec niezbyt dobrego Janusza Basałaja i przeciętnego Tomasza Jasiny, być może już niebawem stanie się gwiazdą pierwszej wielkości.
Asystent konieczny?
Piłka nożna już dawno przestała być tylko zabawą. To wielki biznes, w którym trudno sobie wyobrazić drużynę bez masażysty, asystenta trenera, kierownika drużyny, dyrektora sportowego czy dyrektora ds. finansowo – organizacyjnych. Cała otoczka, cały ten sztab jest konieczny dla prawidłowego funkcjonowania klubu.
Andrzej Zamilski, wielokrotny trener naszych młodzieżowych reprezentacji twierdzi, że sposób komentowania znacznie się zmienił. Komentator także potrzebuje swojego asystenta
- uważa Zamilski – potrzebny jest taki specjalista od taktyki i strategii. Najlepiej trener, fachowiec pierwszej klasy, który odciąży komentatora. Dzięki temu sprawozdawca będzie miał znacznie mniej obowiązków, nie będzie miał wszystkiego na głowie i będzie się mógł bardziej skoncentrować na sprawach najważniejszych, a jakość jego pracy znacznie się poprawi. Asystent w odpowiednim momencie uzupełni relację fachowym komentarzem, wyciągnie wnioski, opowie anegdotę, tudzież przewidzi kto wejdzie na boisko. Bardzo trudno jest zachować proporcje między statystykami i ciekawostkami, a czystą relacją z meczu. Ale kiedy na stanowisku jest asystent, łatwiej nad wszystkim zapanować.
W Polsce duety komentatorskie stały się ostatnio bardzo modne. Jednak nie zawsze jest to para komentator – trener, czasami zdarzają się tandemy sprawozdawca – dziennikarz prasowy. Mało tego, dosyć często duet dziennikarski radzi sobie lepiej od dziennikarsko – trenerskiego. Doskonałym przykładem na poparcie tej tezy jest para Andrzej Twarowski – Rafał Nahorny. Obaj panowie doskonale współpracują, jeden żywo i energicznie komentuje to co dzieje się na boisku, a drugi doskonale uzupełnia relację o zadziwiające fakty spoza murawy. Kiedy komentują ligę angielską, nie ma na nich mocnych. Innym takim tandemem jest dwójka Mateusz Borek – Roman Kołtoń, ale ten drugi musi się jeszcze trochę poduczyć od swojego bardziej uzdolnionego kolegi. Bardzo ciekawe jest też trochę inne zestawienie: komentator – piłkarz. Tutaj klasą dla siebie jest para Jacek Laskowski – Mirosław Trzeciak. Jeden z najlepszych polskich sprawozdawców i najbardziej wygadany, operujący wyśmienicie językiem Mirosław Trzeciak. Tegoroczna relacja z meczu Real – Barcelona to było coś niesamowitego, istna maestria w wykonaniu jednego i drugiego. Trzeciakowi pobyt w Hiszpanii doskonale służy, nabrał tam ogłady i obycia. Poznał wszelkie obyczaje, język i nawet specyficzny akcent, co widać w sposobie mówienia. Jeżeli na dokładkę mecz jest interesujący, to wprost nie sposób jest oderwać się od telewizora, to istna poezja. Ciekawie wypada też współpraca dwóch niezwykle medialnych panów Tomasza Smokowskiego i Jerzego Engela. Nienaganna polszczyzna, dobry humor i świetne zgranie, tego wszystkiego możemy być pewni. Warto też zwrócić uwagę na wspomnianego wcześniej Tomasza Lacha, który wespół z Tomaszem Wołkiem zachwycają sprawozdaniami z Copa Libertadores. Natomiast trochę gorzej wyglądała współpraca Dariusza Szpakowskiego z Włodzimierzem Lubańskim czy Janusza Basałaja z Andrzejem Strejlauem, ale tutaj problemu należy szukać w niewłaściwym doborze współpracowników. Mimo to, przyszłość komentatorów wydaje się jasna, już niebawem asystent nie będzie tylko dodatkiem ale koniecznością, zaś profesjonalizm takiego współpracownika będzie decydował o powodzeniu relacji i sukcesie sprawozdawcy.
Radiowcy
Komentować mecze w radiu, bądź też zdawać krótkie meldunki (jak w studiu S – 13) jest znacznie trudniej niż w telewizji. Wprawdzie słuchacz nie widzi tego co dzieje się na boisku i łatwiej zatuszować pomyłkę, ale przecież nie o to chodzi. Właśnie dlatego, że odbiorca nie wie co się dzieje na murawie, komentator powinien najlepiej jak tylko potrafi oddawać sytuację. Powodem dla którego często krytykuje się takich sprawozdawców, jest brak dosyć przejrzystego i plastycznego komentarza, który umożliwiłby wyobrażenie sobie danej akcji. Po meczu Szwecja – Polska (2:0) w 1999r. transmitowanym w radiu wielu słuchaczom mogło się wydawać, że w 90. minucie Polska wyrównała, a tymczasem to nasi rywale podwyższyli na 2:0. Dlatego trzeba być bardzo szybkim, wygadanym, zorientowanym i za wszelką ceną nadążać za każdą akcją na boisku, nie ma tu miejsca na anegdoty, bo można nawet przegadać bramkę.
Najlepszym komentatorem radiowym był niewątpliwie Bohdan Tomaszewski, który relacjonował wielokrotnie Igrzyska Olimpijskie i przyciągał przed radiowe odbiorniki wszystkich fanatyków sportu. Telewizja nie miała wówczas takiego znaczenia jak dziś, transmisje w radiu były często jedynym źródłem bieżącej informacji, dlatego cieszył się on ogromną popularnością. Do legendy przeszły już relacje z Igrzysk Olimpijskich w Rzymie i Tokio. Geniusz Tomaszewskiego podkreśla pewna anegdota, o tym jak komentował mecz tenisa... dwie godziny po jego zakończeniu. Bezpośrednia relacja została zerwana, a kiedy po kilku godzinach ponownie udało się połączyć, Bohdan Tomaszewski punkt po punkcie, gem po gemie i set po secie przekazał relację, którą każdy przyjął jako transmisję na żywo. Trudno jest wygrać współczesnemu sprawozdawcy z radiowymi legendami lat 60. i 70. – twierdzi profesor Jan Miodek. Wówczas nie było obrazu, wszystko co człowiek widział w oczach wyobraźni, zawdzięczał Bohdanowi Tomaszewskiemu czy Janowi Ciszewskiemu.
Dziś relacje w radiu umierają powolną śmiercią, dla 90 procent polskiego społeczeństwa jedynym źródłem informacji jest telewizja. Toteż praca komentatora w radiu staje się etapem przejściowym, który umożliwia zdobycie posady w telewizji, ale przy tym niezwykle rozwija i wzbogaca słownictwo. Dariusz Szpakowski zaczynał w radiu, dlatego tak znakomicie przyjął się w telewizji, jego komentarze w początkowej fazie telewizyjnej pracy były niezwykle barwne i pełne opisów. Innym przykładem jest Andrzej Janisz, pracownik Polskiego Radia, który dzięki radiowej praktyce został dostrzeżony przez Polsat i Eurosport.
Ale jest jeden taki szalony człowiek, któremu nie w głowie przenosić się do telewizji, praca w radiu to dla niego całe życie, ma pasję i ogromny entuzjazm. Mowa tu o Tomaszu Zimochu, to co wyprawiał podczas ostatniego Mundialu przechodzi ludzkie pojęcie. Żywy, pełen energii, dziki, nieokiełznany to tylko kilka określeń. W pełni przypominał słynnych brazylijskich czy argentyńskich szaleńców, którzy przez minutę potrafią krzyczeć goooooool. Warto też przypomnieć jego komentarz do meczu Broendby – Widzew (3:2) w eliminacjach do Ligi Mistrzów sezonu 1996/1997. Po bramce Sławomira Majaka wpadł w istny szał radości, krzyczał, wrzeszczał, cieszył się jak dziecko, by skwitować wszystko błagalną prośbą w kierunku sędziego: „Panie Turek niech pan już kończy to spotkanie”.
Komentować każdy może...
Komentować każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej, ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi. Jak widać są komentatorzy wielcy, o których słyszał każdy, są młodzi i utalentowani, o których dopiero usłyszymy i tacy, którzy jeszcze wiele muszą się poduczyć. Pamiętajmy jednak o trudach tej pracy, o przygotowaniach jakie trzeba poczynić, aby transmisja była ciekawa. Często przychodzi komentować w mroźnych i wietrznych warunkach, albo przy bezlitosnym upale. Ogarnąć wszystkie wydarzenia na boisku, notować fakty i przy tym mówić ciekawie, to naprawdę niełatwe. Nawet Mateusz Borek przyznaje, że praca sprawozdawcy to ciężki kawałek chleba. Wyśmiewając błędy, wyłapując pomyłki zastanówmy się jak my byśmy się sprawdzili w tej roli, czy rzeczywiście podołamy. Można powiedzieć, że jak ktoś się nie nadaje, to niech się za to nie bierze, ale dobrej sztuki komentowania można nauczyć się tylko przez praktykę. Cóż więcej dodać, jeśli ktoś nadal uważa, że zrobi to lepiej, to drzwi do telewizji stoją otworem, trzeba tylko zapukać, a może za parę lat to nas będą krytykować.
Nominowani na najlepszego komentatora:
Mateusz Borek
Dariusz Szpakowski
Jacek Laskowski
Bożydar Iwanow
Tomasz Smokowski
Nominowani na największy talent:
Tomasz Lach
Marcin Feddek
Cezary Olbrycht
Nominowani do najlepszego duetu:
Jacek Laskowski – Mirosław Trzeciak
Andrzej Twarowski – Rafał Nahorny
Mateusz Borek – Roman Kołtoń
Tomasz Smokowski – Jerzy Engel
Tomasz Lach – Tomasz Wołek
Felieton
Zawód: komentator
wtorek, 22 lipca 2003 13:29
Kowi