Wczoraj podczas meczu Legia-Lech doszło do sytuacji, w której to Dickson Choto został wyrzucony z boiska po tym jak wślizgiem próbował odebrać piłkę Rafałowi Grzelakowi. Po tej interwencji zawodnik Lecha padł na murawę boiska, a sędzia Antoni Fijarczyk ukarał za to obrońcę Legii czerwoną kartką. Jednak czy arbiter postąpił słusznie?
Powtórki telewizyjne pokazują, że Dickson nawet nie dotknął rywala! Piłkarz Lecha na pytanie czy był faul odpowiada: "Ciężko powiedzieć. Ja właściwie odczułem to na nodze, bo mnie zabolało. Nie podnosiłem się, bo mnie bolało. Owszem trochę aktorstwa w tym było i mogłem wstać wcześniej, ale rywal ostro wszedł we mnie."
Co na ten temat miał do powiedzenia obrońca Legii? "Byłem kompletnie zaskoczony decyzją arbitra. Uważam, że już pierwsza kartka mi się nie należała. Co sądzę o wyrzuceniu mnie z boiska? Biegłem za Grzelakiem i wybiłem mu piłkę spod nóg, a pomocnik Lecha przewrócił się o moje nogi. Najbardziej jednak zdziwiło mnie to, że sędzia nie pokazał mi drugiej żółtej kartki i od razu kazał zejść z placu gry. Wspaniale zachowali się kibice. Dostałem wiele braw, właściwie owację na stojąco. Za to pragnę kibicom serdecznie podziękować. Na szczęście cała ta sprawa wyzwoliła w moich kolegach sportową złość. Szybko i to dwukrotnie zostałem "pomszczony". Kapitalnie zachowali się Saganowski i Kiełbowicz. Lechici chyba już myśleli, że skoro będziemy musieli grać osłabieni, to łatwo sobie z nami poradzą. Czasami jednak takie sytuacje się mszczą i mobilizują osłabioną drużynę. Mnie najbardziej martwi to, że nie zagram w następnym meczu."
Był faul czy faulu nie było?
sobota, 30 sierpnia 2003 12:30
Fumen