Według trenera Miroslava Copjaka, był Pan najlepszym piłkarzem Świtu w meczu z Górnikiem Zabrze.
Mariusz Zganiacz: Starałem się zaprezentować jak najlepiej przed nowodworską publicznością. Wiadomo, że to było pierwsze i ostatnie spotkanie w tej rundzie na stadionie w Nowym Dworze Mazowieckim. Zagrałem dobrze i bardzo się z tego cieszę.
Do pełni szczęścia zabrakło chyba tylko zwycięstwa i trzech punktów?
- Zgadza się. Górnik był dziś do ogrania, stworzyliśmy kilka sytuacji, z których powinny paść bramki. Jednak tak się nie stało. Kiedy piłka po uderzeniu Piotra Orlińskiego wpadła do siatki, sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Trzeba przyznać, że nie mamy szczęścia.
To trzecie spotkanie, w którym nie potraficie zdobyć bramki. Co jest przyczyną Waszej niemocy strzeleckiej?
- Trudno powiedzieć, na pewno nie stwarzamy zbyt wielu akcji podbramkowych. Jeśli już je mamy, to nie potrafimy ich wykorzystać. Musimy popracować nad skutecznością.
Teraz będzie na to szansa, ponieważ nastąpi przerwa w rozgrywkach ligowych na mecze reprezentacji.
- Nam ta przerwa jest potrzebna, trenujemy z sobą od niedawna. Drużyna była przygotowywana do gry w II lidze, a skład jeszcze jest kompletowany. Praktycznie codziennie przychodzą nowi zawodnicy. Potrzeba nam czasu, żeby się zgrać i lepiej poznać.
Pana jednak nie będzie z zespołem, ponieważ dostał Pan powołanie do reprezentacji?
- Zostałem powołany, ale na razie nie wiem, gdzie mam jechać. Mam dwie możliwości. Mogę udać się na zgrupowanie drużyny trenera Władysława Żmudy do Bielska-Białej, albo pojechać w okolice Poznania, gdzie zbiera się reprezentacja młodzieżowej prowadzona przez Edwarda Klejdinsta. Nie ukrywam, że ta ostatnia możliwość odpowiada mi o wiele bardziej.
Czy decyzja o przejściu z Legii do Świtu była dobrym posunięciem?
- Myślę, że tak. W Legii nie miałem szansy na grę w podstawowej jedenastce i prawdopodobnie jeszcze długo bym jej nie dostał. Co prawda, przechodząc do Świtu także nie miałem takiej pewności, jednak dostałem szansę w spotkaniu z Widzewem i chyba ją wykorzystałem. Trener mi zaufał i teraz robię wszystko, żeby go nie zawieść. Piłkarsko na pewno na tym skorzystałem.
Po czterech kolejkach macie trzy punkty. Chyba nie jest to zbyt wiele?
- Zważywszy, że jesteśmy beniaminkiem, trzy spotkania graliśmy na boiskach rywali, a przy tym dla większości piłkarzy to dopiero pierwszy sezon w ekstraklasie, nie jest to chyba zły dorobek. Tym bardziej że większość z nas musi zapłacić frycowe za grę w pierwszej lidze. Mam nadzieję, że już wkrótce pokażemy wszystkim, że stać nas na dużo więcej.
Rozmawiał Dariusz Gabryelski
Wywiad
Starałem się jak mogłem
poniedziałek, 1 września 2003 08:47
Mariusz Zganiaczźródło: Życie Warszawy