Czy mimo dobrego występu jest Pan zdenerwowany?
Artur Boruc: Oczywiście. I to strasznie.
Przegraliście.
Przegraliśmy i tyle. Czasami to się zdarza.
Był Pan jedynym jasnym punktem w drużynie Legii.
Nie chcę wystawiać ani sobie, ani innym cenzurek, zwłaszcza po przegranym meczu. Od tego są trenerzy i moja żona, z którą porozmawiam w domu.
Czy pamięta Pan spotkanie, w którym musiał Pan aż tyle razy interweniować?
Chyba w Dolcanie Ząbki, gdy grałem jeszcze w drugiej lidze. W ostatnią sobotę okazało się jednak, że w ekstraklasie też musi być ten pierwszy raz.
Koledzy z drużyny twierdzą, że cały zespół zagrał słabo, oprócz bramkarza.
Przegrywamy wszyscy. Sukces ma wielu ojców, zaś porażka jest sierotą. W zespole traktujemy to wszystko jednak inaczej. Wina jest więc wspólna. Zagraliśmy słabiej, stąd porażka.
Panu również przytrafił się błąd, choć bez konsekwencji.
Był to dziwny strzał. Byłem pewien, że złapię piłkę. Nie wiem, czy nagle dostała rotacji, czy też podniósł ją wiatr. W każdym razie nie złapałem jej. Całe szczęście, że mam obok siebie trzech przyjaciół. Dwa słupki i poprzeczkę.
W przerwie dopuszczaliście myśl o porażce?
Absolutnie nie. Mecz dobrze się ułożył. Stanko strzelił gola i do przerwy prowadziliśmy 1:0. Ale taka jest piłka.
Bronił Pan fantastycznie w całym meczu. Nie można było obronić strzałów, po których padły gole?
Obronić można wszystko, każdego gola można uniknąć. Ale to jest piłka. Kto się nie myli, ten normalnie nie funkcjonuje.
Rozmawiał Maciej Rowiński
Wywiad
Notę wystawi mi w domu żona
poniedziałek, 20 października 2003 12:27
Artur Borucźródło: Życie Warszawy