Czy jest pan bardzo rozczarowany brakiem powołania do reprezentacji?
Stanko Svitlica: Jest mi przykro, gdyż myślałem, że trener Ilja Petković sprawdzi mnie właśnie w meczu przeciw reprezentacji Polski. Na dodatek spotkanie to zostanie rozegrane w Płocku raptem sto kilometrów od Warszawy. Gram w najlepszym klubie polskim, regularnie strzelam gole. Nawet serbscy dziennikarze od kilku tygodni domagali się, by Petković wreszcie dał mi szansę. Ale... takie jest życie.
Petković został selekcjonerem dopiero przed kilkunastoma dniami. Może więc pana jeszcze nie zdążył poznać?
Zna mnie bardzo dobrze! Kiedy grałem w Jugosławii, też zdobywałem wiele bramek, więc Petković musiał o mnie słyszeć. Bliżej poznaliśmy się w Grecji, gdzie przed laty nasze drogi się skrzyżowały. Petković był wtedy trenerem Arisu Saloniki, a ja grałem w Ethnikosie Asteras. Pamiętam, że w meczu przeciwko Arisowi grałem dobrze.
A może Petković po prostu postawił na napastników o głośnych nazwiskach. W kadrze są przecież: Keżman z PSV Eindhoven, Milosević z Celty Vigo i Koveczević z Realu Sociedad San Sebastian...
Polska liga też jest dobra. Świadczą o tym zeszłoroczne i ostatnie sukcesy Wisły Kraków, Legii Warszawa i Groclinu w europejskich pucharach.
Czy wierzy pan, że kiedykolwiek otrzyma powołanie do reprezentacji swego kraju?
Serbia i Czarnogóra to wyrównany, bardzo silny zespół. Być może grają w nim większe gwiazdy niż w drużynie Pawła Janasa - myślę o Stankoviciu, Miloseviciu, czy Koveczeviciu. Ale ja jeszcze z powołania do kadry nie zrezygnowałem! W sobotę wybiorę się do hotelu Sheraton, w którym zamieszka kadra Petkovicia. Wypiję z kolegami kawę. Porozmawiam sobie z Krstajiciem, Vukiciem, Iliciem... Znamy się od lat, bo kiedyś graliśmy w tych samych klubach.
Rozmawiał Dariusz Łuszczyna
Wywiad
Polska liga nie gorsza od hiszpańskiej
piątek, 14 listopada 2003 21:32
Stanko Svitlicaźródło: Fakt