Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Czuję lekki niedosyt

poniedziałek, 17 listopada 2003 22:07
Marek Saganowskiźródło: Gazeta Wyborcza

Polska w kilku dni pokonała dwóch wysoko notowanych rywali
W obu meczach Pan zagrał. Jest Pan zadowolony z tych występów?


Marek Saganowski: Nie do końca. Już kiedyś to powiedziałem, że nigdy nie jestem w pełni szczęśliwy, gdy nie uda mi się strzelić gola. Na pewno pokonanie takich przeciwników to spore osiągnięcie drużyny, natomiast o sobie trudno mi mówić. Tym bardziej że w pierwszym meczu wystąpiłem przez jakieś dziesięć minut i trudno było coś w tym czasie zrobić, a w drugim co prawda przez 45 minut, ale jednak nie od początku spotkania. Z Serbami może nie zacząłem najlepiej, jednak w końcówce już jakoś to wyglądało. Niemniej u napastników przy wszelkiego rodzaju ocenach pod uwagę bierze się zawsze, czy trafiają do siatki. A ja, niestety, znów nie trafiłem.


No właśnie. Gdy podaje się metryczki zawodników, to przy liczbie występów zwykle pojawia się liczba goli. Przy nazwisku Saganowski widnieje 12 meczów w reprezentacji, a goli zero. To niezbyt udany bilans, zwłaszcza jak na napastnika. Był Pan jedynym polskim napastnikiem, który meczu z Serbami nie trafił jeszcze do siatki.

- O ile mnie pamięć nie myli, to z 12 spotkań w reprezentacji bodaj w dwóch wychodziłem w podstawowym składzie. A nie wiem, czy zdarzył się mecz, gdy na boisku byłem przez 90 minut. Przeważnie grywałem przez 10-15 minut. W najlepszym razie wchodziłem na jedną połówkę. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale żaden selekcjoner nie dał mi szansy, bym zagrał dwa, trzy całe mecze z rzędu i nabrał pewności.


Czuje się Pan niedoceniony?

- Najwyżej mam lekki niedosyt. Jestem realistą i zdaję sobie przecież sprawę z tego, że po zwycięstwie w Budapeszcie, gdy napastnicy Groclinu rozegrali supermecz, nie ma podstaw, by trener zmieniał skład pierwszej linii. Wiem, w którym szeregu mam stać. Ale z drugiej strony nie mam szans się wykazać.


Był Pan rozczarowany, że zagrał tak krótko na stadionie swojego klubu - Legii? Może lepszy byłby wariant odwrotny niż ten, który miał miejsce. To znaczy 45 minut w środę, a krótszy występ z Serbami?

- Gram w Legii, więc na pewno byłoby mi o wiele przyjemniej pobiegać dłużej po boisku w Warszawie niż w Płocku. Ale z drugiej strony nie mam prawa narzekać i czuć się pomijany. Pomimo różnych opinii selekcjoner przecież od pewnego czasu powołuje mnie regularnie i wciąż jestem w kręgu jego zainteresowań. To jednak cieszy.


Bardzo niewiele zabrakło, by miał Pan inny nastrój. W drugiej połowie meczu z Serbią piłkę uderzoną przez Pana głową z linii bramkowej wybił obrońca. Dobił ją Maciej Żurawski. Po meczu wszyscy cieszyli się, że gracz Wisły wreszcie się przełamał i po długiej przerwie strzelił gola w kadrze. Niewiele jednak brakowało, by do protokołu reprezentacyjnego po raz pierwszy wpisał się Saganowski. Czy to jeszcze kiedyś nastąpi?

- Rzeczywiście, niewiele brakowało, bym zdobył gola. Wystarczyło trochę szczęścia, a może mogłem uderzyć nieco bardziej precyzyjnie? Czasem tak w piłce bywa. Maciek Żurawski strzela w polskiej lidze bramki z dużą łatwością, a w kadrze jest jakaś blokada i zwykle coś stawało mu na przeszkodzie. Tak jak z Włochami, kiedy trafił w słupek. W klubie gra się inaczej, dostaje się inne podania. Tym razem szczęście do niego się uśmiechnęło. A niewiele brakowało, by uśmiechnęło się do mnie.


Oglądał Pan później ten mecz w telewizji, na magnetowidzie? W TVP 2 jednym z dwóch komentatorów był pański kolega klubowy Aleksandar Vuković On bardzo Pana chwalił. Mówił, że taki gracz jak Saganowski przydałby się każdej drużynie.

- Oglądałem tylko migawki w telewizji, na Eurosporcie. Nie słyszałem tego komentarza.


W poniedziałek Legia normalnie trenowała. Żartowaliście z Vukovica i Svitlicy? Mieliście chyba satysfakcję, że Polska ograła ich narodową drużynę.

- Nie ma pomiędzy nami złośliwości. Szanujemy swoich kolegów. Stanko czy Vuko na to jak najbardziej zasługują.


Ale nie chodzi mi o złośliwości. Tylko takie żarty bardziej niewinne.

- Może na treningu chłopcy sobie trochę pożartowali, ale ja, prawdę mówiąc, nic na ten temat nie wiem. My, reprezentanci, w poniedziałek mieliśmy tylko odnowę biologiczną. Byłem zmęczony i szybko uciekłem z klubu.


A nie był Pan ciekawy tego, co ostatnio działo się w klubie? Gdy Wy byliście na zgrupowaniu kadry (także Łukasz Surma i Jacek Zieliński), koledzy z zespołu spotykali się z prezesem. Było nerwowo.

- Czytałem o tym w gazetach. Wiem, jak sprawy stoją...


W sobotę Legia gra ostatni mecz rundy jesiennej u siebie z GKS Katowice. Czy stać Pana jeszcze na jeden wysiłek? Jest przenikliwie zimno, wszyscy czekacie już chyba na koniec sezonu?

- Ja na pewno będę w stanie się zmobilizować. Chciałbym jeszcze strzelić bramkę w tej rundzie, bo tak jak wszyscy uważam, że strzeliłem ich do tej pory zbyt mało. Zamierzam udowodnić, że nie jest tak źle z tą moją skutecznością, jak to powszechnie się zdaje. Wygrajmy, a jeszcze zdążymy odpocząć.


Rozmawiał Maciej Weber

Podaj ten news dalej: