Pół roku temu, 14 maja Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał CWKS spłatę należności wobec Janusza Romanowskiego. Kwota jest astronomiczna - 6 593 840 złotych 94 grosze. Wyrok wydano na podstawie dokumentów złożonych przez pozywającego klub biznesmena. Władze Legii twierdzą, że sąd ich nawet nie chciał wysłuchać. Teraz zablokował Legii konta w banku. Były "dobrodziej" Legii domaga się oddania dochodów za występy piłkarzy w Lidze Mistrzów w sezonie 1995/1996. Podstawą jest umowa zawarta 31 sierpnia 1995 roku przez Autonomiczną Sekcję Piłki Nożnej CWKS Legia a firmą Pol-Kaufring należącą do Romanowskiego i innym zależnym od niego tworem - Stowarzyszeniem Kultury Fizycznej Pogoń-Konstancin. Mowa w niej, że Legia ponosi wszelkie koszty organizacyjne: utrzymania stadionu, drużyny i 14 piłkarzy wypożyczonych z SKF Pogoń-Konstancin. "Wypożyczył Legii swoich graczy. My ich utrzymywaliśmy ponosząc wszystkie koszty, płacąc pensje i premie. Wypromowali się w naszym zespole, podwyższyli wartość, a on ich sprzedał z zyskiem" - tłumaczy dyrektor stołecznego klubu, doktor Lech Święcicki. Zgodnie z tym samym porozumieniem po otrzymaniu od UEFA pieniędzy z Ligi Mistrzów miały być one podzielone proporcjonalnie do liczby minut spędzonych na boisku przez piłkarzy należących do CWKS i do Romanowskiego. Spór powstał, bo menedżer uznał, że od przychodu z europejskiej federacji nie trzeba odliczyć kosztów. CWKS wręcz przeciwnie - przecież wcześniej Romanowski zobowiązał się do sponsorowania klubu. Jest jednak jeszcze jeden zasadniczy problem. "Umowę tę podpisały osoby, które nie mogły reprezentować klubu. ASPN był niezależnym podmiotem, ale wszelkie zobowiązania musiały być akceptowane przez dwóch członków zarządu CWKS. W tym przypadku tak się nie stało. Papiery sygnował prezes Skuza, ale też pełniąca zastępczo obowiązki księgowej Stanisława Rozen" - przekonują Święcicki i prawnik, który przejął sprawy Legii, Paweł Rybiński. "W porozumieniu była mowa o podziale zysków, a te są minimalne po odjęciu kosztów. Takie jest stanowisko Legii. Już 20 listopada 1995 r. wysłaliśmy do firmy Pol-Kaufring pisma wyjaśniające. Wyliczyliśmy koszty funkcjonowania klubu odkąd pan Romanowski wszedł z nami w spółkę na 8 177 430 złotych. Samo utrzymanie jego piłkarzy kosztowało 2 127 294 złote" - wyliczają na Fortach Bema.
Romanowski przez siedem lat bez skutku próbował egzekwować te długi bezpośrednio od PZPN (pieniądze za Ligę Mistrzów przeszły najpierw przez konta związkowe), a potem od Legii-Daewoo SSA. "Piłkarska spółka akcyjna z Łazienkowskiej ma nas w nosie. Mówi, że te długi jej nie dotyczą. Skorzystała na błędzie, jaki był w ustawie o kulturze fizycznej. Naprawiono go dopiero w 1999 roku. Dziś już nikt nie mógłby bezkarnie pozbyć się długów zmieniając szyld" - tłumaczy Święcicki. "Teraz Romanowski zabrał się za nas. Nie mamy, z czego oddać takiej kwoty. To więcej niż trzyletni budżet wszystkich naszych czternastu sekcji razem wziętych."
Legia odwołała się od wyroku sądu, wskazując na istotne uchybienia podczas procesu. Tymczasem Romanowski złożył do sądu wniosek, by zabezpieczyć cały majątek i wpływy na konta bankowe klubu na poczet długu wobec niego.
"Romanowski zabrał nam drobne kwoty przeznaczone na opłaty za wodę, prąd, ogrzewanie. To kilka, kilkanaście tysięcy miesięcznie. W ten sposób dług ściągałby ponad 50 lat" - mówi doktor Święcicki. "Jeśli nie będzie się można wykąpać po treningu, a w halach będzie zimno, zmuszony będę zamknąć klub na kłódkę. Jeszcze dwa lata temu istniał na Fortach Bema Wojskowy Ośrodek Szkolenia Sportowego. Miał 8 milionów złotych budżetu rocznie i dzięki temu zatrudnialiśmy 283 osoby. Dziś od sprzątaczek do prezesa włącznie jest nas tylko 48 osób. Komu tak naprawdę Romanowski zabiera pieniądze? Przede wszystkim dzieciom! W naszym klubie młodzież stanowi ponad 80 procent ćwiczących, jest jej łącznie ponad 1000 osób."
Romanowski chce pieniądze
środa, 19 listopada 2003 09:07
źródło: Super Express