Można odnieść wrażenie, że PZPN nie dba o interesy swoich członków. Piłkarze chcą strajkować, bo we wrześniu zgodził się Pan na obniżkę ich kontraktów aż o 50 procent? Dlaczego?
Michał Listkiewicz: To jakieś nieporozumienie. Uchwaliliśmy tylko, że taka obniżka kontraktów jest możliwa. Ale jedynie w sytuacji ekstremalnej, jakiegoś krachu rynkowego, bankructwa generalnego sponsora. I o ile wiem, w żadnym klubie nie doszło do tak drastycznych cięć.
W klubach jednak wrze. Sytuacja finansowa wielu z nich powoduje, że prezesi zaczynają wprowadzać w życie uchwałę PZPN. Jak choćby w Dospelu Katowice...
- Proszę nie mylić związku z klubami. My nie podpisujemy umów z zawodnikami, nie prowadzimy klubowych finansów. Nie jesteśmy więc stroną w tym sporze, choć Ogólnopolski Związek Zawodowy Piłkarzy tak uważa. Dlatego każdą formę strajku, nawet te dziecinne gierki w ostatniej kolejce, uważam za paranoję.
PZPN zaczyna jednak, na wszelki wypadek, potrząsać szabelką - nie będzie żadnych transferów, jeżeli kluby nie uregulują zadłużenia wobec piłkarzy...
- Przepraszam, ale ten przepis zawsze obowiązywał. Jak jednak mieliśmy wydawać surowe wyroki, skoro kluby pertraktowały, dochodziły do porozumienia, renegocjowały umowy. Wiem, że ponad 90 procent spraw, które trafiały do PZPN w ramach arbitrażu, było załatwianych z korzyścią dla zawodników. I w tej sytuacji OZZP chce z nami wejść w spór zbiorowy...
Zadłużenie nie dotyczy tylko piłkarzy. Są również inne podmioty, którym kluby zalegają z płatnościami. Czy PZPN to nie interesuje?
- Oskarża pan związek za winy klubów. Wiąże się to oczywiście z wydanymi przez nas licencjami na grę w I i II lidze. Ale proszę mi wierzyć, że nawet w bardzo wątpliwych sprawach otrzymywaliśmy z klubów dokumenty, w których były zapewnienia urzędów skarbowych i ZUS-ów, że doszło do ugody. Jak mieliśmy postąpić w tej sytuacji - zignorować dokumenty?
Z góry było jednak wiadomo, że przynajmniej kilka klubów nie wywiąże się z obowiązków licencyjnych...
- Ale PZPN nie może podejmować decyzji, "bo tak mu się wydaje". Poza tym wzorujemy się na innych federacjach. We Włoszech, Francji, Hiszpanii, właściwie wszędzie kluby są zadłużone. Po krachu dwa lata temu, dopiero pomalutku wydobywają się z kryzysu. Na Węgrzech piłkarskie kluby padają jak muchy, gdyż nie mają sponsora takiego jak my. Turcy toną w długach i co pewien czas umarza im się je. Właściwie tylko angielska Premier League może poszczycić się dodatnim bilansem.
Chce Pan powiedzieć, że wcale nie jest u nas tak źle?
- Źle jest, ale nie tragicznie i możemy wyjść z kryzysu obronną ręką. Trzeba jednak zacisnąć pasa.
Canal +, który Pan tak chwali, zamierza o kolejne 2 mln USD obniżyć wypłatę dla ligi. Czy PZPN wyraża na to zgodę?
- To nieporozumienie. Canal + chce oddać swoje prawa marketingowe, które oblicza się na około 2 mln USD. Może się zdarzyć, że sprzedamy je firmie, która stanie się tym samym sponsorem tytularnym, za większe pieniądze.
Brzmi to optymistycznie. Czy PZPN negocjuje już z taką firmą?
- Jesteśmy po wstępnych rozmowach z holdingiem, który współpracuje też z UEFA. Być może nasza ekstraklasa od sezonu 2004/2005 będzie już nazywała się trochę inaczej. Dodam jednak, że negocjacje prowadzi również Piłkarska Liga Polska. Jeżeli nie dojdziemy do porozumienia - cóż, wtedy rzeczywiście będziemy się martwić.
Czy nie uważa Pan, że kluby żyją ponad stan, a czasem po prostu oszukują piłkarzy?
- Myślę, że niektóre kluby zbyt optymistycznie oceniały swe możliwości. Podpisywano kontrakty nie do spełnienia. Nie mówię nawet o złej woli, ale o braku menedżerskich umiejętności. Kluby są przecież tak samo przedsiębiorstwami gospodarki rynkowej i jeżeli ktoś o tym zapomina, budzi się później z ręką w nocniku. O ile wiem, nowe umowy są już bardziej przemyślane. Ale co zrobić ze starymi? Jak wyjść z tej pętli? Dlatego zaproponowałem okrągły stół. Mamy się spotkać w połowie grudnia i wspólnie spróbować rozwiązać ten węzeł kilku nabrzmiałych spraw.
Rozmawiał Leszek Świder
Wywiad
Prezes PZPN zaprasza do stołu
wtorek, 25 listopada 2003 07:58
Michał Listkiewiczźródło: Życie Warszawy