Legia jest zadłużona na 14,5 mln zł. Piłkarze upominają się o zaległe premie za mistrzostwo Polski, mówią, że nie płaci im się za grę. Po co Pol-Motowi Legia i te wszystkie problemy?
Andrzej Zarajczyk: O jakich problemach Pan mówi?
Finansowych.
- To pytanie w stylu po co w ogóle futbol? On istnieje nie tylko po to, żeby być biznesem, ale spełnia misję społeczną.
Czyli Pol-Mot jest w Legii z miłości do piłki?
- Nie tylko. Trzy lata temu Daewoo, które finansowało klub, zbankrutowało i poprosiło, byśmy znaleźli kogoś, kto odkupi ich akcje. Znalazł się duży bank inwestycyjny HSBC. Podpisaliśmy list intencyjny, że jeśli zbiorę 70 proc., to oni je ode mnie kupią. To była alternatywa dla Legii, którą traktuję nie tylko jak biznes. Klub zaczynał popadać w tarapaty finansowe. Po uzgodnieniu warunków z bankiem, odkupiliśmy 30 proc. akcji od Daewoo. Zostaliśmy właścicielem 70 procent akcji klubu. I wtedy... upadło imperium medialne Kircha, kończąc piłkarską koniunkturę, a bank wycofał się z odkupienia od nas akcji Legii. Zostaliśmy z pakietem, za który najpierw zapłaciliśmy 3 mln dol., a potem dokapitalizowaliśmy spółkę kolejnymi 2 mln zł. To wyjaśnia, skąd Pol-Mot ma 80 proc. akcji Legii. Kosztowało nas to około 4 mln dol. No i mamy klub piłkarski. Zaczęliśmy przyglądać się, jak funkcjonuje ten biznes. Zastanawialiśmy się, co zrobić, by poprawić wyniki sportowe. I wywalczyliśmy mistrzostwo Polski. Ale ciągle szukamy nabywcy, bo Pol-Motu nie stać na finansowanie Legii. Ale nie oddamy Legii byle komu. Niech się znajdzie poważny inwestor.
Może chce Pan za dużo pieniędzy za klub, który ma takie długi?
- Wszyscy ci, którzy byli zainteresowani Legią, rezygnowali. I to wcale nie ze względu na to, że kwota była za wysoka. Ostatni z kandydatów do kupna Zbigniew Jakubas odstąpił od kupienia udziałów Legii dlatego, że nieuregulowane są sprawy klubu z miastem. Nie mamy nawet umowy dotyczącej użyczenia stadionu! Jesteśmy lokatorami "na dziko". Dlatego nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto zainwestowałby w Legię.
A sytuacja finansowa Legii nie odstrasza nabywców?
- Jeśli w poprzednich latach było 7 mln zł strat, a teraz rok zamykamy prawie na zero, to chyba sytuacja poprawia się?
Audytor napisał, że spółka Legia SSA stoi na skraju bankructwa.
- Napisał, że jeśli nie będzie szybkiej restrukturyzacji spółki, to mogą być kłopoty. A my mamy pomysł na restrukturyzację i poprawę płynności spółki. Jednym z pomysłów jest pozyskanie silnego partnera do spółki. A poza tym cały czas ograniczamy koszty, szukamy możliwości zwiększenia wpływów i straty ponoszone przez Legię są z roku na rok mniejsze.
Jakie warunki musiałyby być spełnione, aby sprzedać Legię bez problemów?
- Na pewno nie oddamy Legii komuś z ulicy, w ręce nieodpowiedzialnego partnera. Zainteresowanie Legią jest. Chcę, by ewentualny nowy inwestor zapewnił dalsze funkcjonowanie klubu. To podstawa.
Jaka jest rola Pol-Motu w spółce, skoro - jak mówił prezes Edward Trylnik - Legia od wielu miesięcy żyje z tego, co sama zarobi.
- Często pożyczamy spółce jakieś pieniądze. Ale to nie są znaczące kwoty. Pomagamy w nagłych wypadkach, np. na operację kolana piłkarza Kruczka w Austrii. Legia SSA i Pol-Mot to spółki prawa handlowego. Jak może wyglądać ich zasilanie finansowe: musimy obniżać koszty i zwiększać przychody. Ten pierwszy warunek Legia spełnia, choć poprzednie zarządy doprowadziły do sporych strat. Teraz np. do sądu podał nas Rafał Siadaczka, który domaga się 900 tys. zł za stare umowy z klubem.
Niebotyczne kontrakty były podpisywane przez Daewoo, ale już wtedy Pol-Mot miał 40 proc. udziałów w Legii.
- Ustawa o spółkach sportowych przewidywała w tamtych czasach, że 30 proc. to maksymalny pakiet dla inwestora zagranicznego Daewoo nas poprosiło, byśmy stali się pasywnym akcjonariuszem, a oni przejmą aktywne zarządzanie Legią. Nie mieliśmy wtedy wpływu na to, jak rządziło się klubem.
Za czasów Daewoo było tak, że piłkarzy finansowało bezpośrednio Daewoo, a nie Legia? W razie wycofania się sponsora, jasnym było, że z dnia na dzień klub będzie na skraju finansowej katastrofy.
- Nie wiem tego. Nie mieliśmy na to wpływu. Pewnie byłoby lepiej, gdyby sponsor dawał pieniądze do klubu... Nic więcej w tej sprawie nie umiem powiedzieć.
Czy planuje Pan to, co zrobił Pol-Mot w 2001 roku, czyli podniesienie kapitału spółki?
- Podjęliśmy w tej sprawie uchwałę 15 lipca. Ale CWKS, który ma 20 proc akcji, poprosił, byśmy tego nie robili. Bo ich udziały w spółce by zmalały. Nie chcieliśmy konfliktu z CWKS. Poprzednio, kiedy to zrobiliśmy, akcje CWKS z 30 spadły do 20 proc. I CWKS nie był zadowolony. Teraz podjęliśmy więc decyzję, by tego nie robić ze względu na szacunek dla partnera.
Ale to wybór między dobrem Legii a dobrem CWKS.
- Tak. Ale uszanowaliśmy pisemną prośbę CWKS, by nie oskarżono nas o lekceważenie historii i nie zarzucono, że nie jesteśmy dobrym wspólnikiem...
Wisła Kraków jest mistrzem Polski tylko dlatego, że Tele-Fonika od lat pożyczała klubowi, swojej spółce-córce.
- My też pożyczamy, ale w mniejszej skali. W tej chwili klub jest winien Pol-Motowi 1,5 mln zł. W Wiśle o takie pożyczki łatwiej, bo tam jest jeden akcjonariusz. W Legii jest dwóch wspólników. Gdybym ja w 100 proc. finansował Legię, moi szefowie pytaliby, czemu ktoś, kto ma 20 proc. akcji jak CWKS, nic do klubu nie dokłada. Nasz partner CWKS jest w dramatycznej sytuacji i to jest kłopot.
Mówił Pan, że sprzeda Legię odpowiedzialnemu kontrahentowi. Do kiedy Pol-Mot będzie go szukał?
- Nie jesteśmy w stanie sami finansować klubu. Ale nie przesadzajmy, że sytuacja Legii jest aż tak zła. Poza Wisłą i Groclinem wszystkie kluby w Polsce mają problemy. Ogólna kondycja sportu jest zła, zainteresowanie nim władz - niemal zerowe. Na Legię już teraz mogłoby regularnie przychodzić po 15-20 tys. kibiców. Korzyści mieliby wszyscy. Tymczasem mamy problem ze stadionem. Kiedy prezydentem Warszawy był Wojciech Kozak, osiągnęliśmy porozumienie. Miała powstać spółka, a jej akcjonariusze to: CWKS, Legia i PZPN. Miasto miało wnieść tereny. Po to po zaniżonych cenach Agencja Mienia Wojskowego sprzedała je miastu, żeby ono wsparło sport. I miała zacząć się budowa stadionu narodowego. Ale zmieniła się władza. Już nie miało być spółki, tylko stadion miała wybudować firma wybrana w przetargu. I ona czerpałaby korzyści z eksploatacji. Podobny pomysł pojawił się w kwestii nie tylko stadionu, ale i całego terenu wokół. Było spore zainteresowanie inwestorów. I nagle, dwa miesiące temu, za stadion zaczął odpowiadać pan prezydent Skrzypek. Na jednym ze spotkań powiedział, że nie będzie żadnych umów, które dałyby nam prawo do użytkowania stadionu, co przecież faktycznie robimy. Jesteśmy tam przyzwoitym gospodarzem, remontujemy szatnie, stadion, chronimy ten obiekt płacąc 30 tys. zł miesięcznie, a nie mamy żadnych praw do użytkowania obiektu. Miasto może nas usunąć w każdej chwili. Zgodę na organizowanie imprezy masowej dostajemy zawsze przed meczem... Sytuacja jest chora i będzie utrzymana. Dlaczego? Nie wiem i nie rozumiem tego. To są przyczyny prawdziwych kłopotów Legii.
Czyli Pol-Motowi chodzi o tereny wokół Legii?
- Nie. W żadnych planach nie było mowy, że Pol-Mot dostaje tereny na Legii. Miasto miało być ich właścicielem, a my - jako wspólnik - mieliśmy pilnować, żeby ten teren służył sportowi. Chyba że teraz miasto chce, żeby zbudowano tam coś innego.
Zaległości finansowe wobec piłkarzy są spore...
- Piłkarze Legii "na głowę" zarobili od początku roku 170 tys. zł netto! Po tyle średnio im wypłaciliśmy. Ile jest w Polsce klubów, które tyle płacą piłkarzom, oprócz Wisły i Groclinu? Mówiąc, że zarabiają po 2 tys zł za miesiąc, gracze Legii chcą chyba zniechęcić innych piłkarzy do przychodzenia na Łazienkowską...
Czy nie próbowaliście wierzycieli Legii zmienić w jej akcjonariuszy?
- Próbowaliśmy. Proponowaliśmy na przykład piłkarzom, którym klub jest winien premię za mistrzostwo Polski, żeby odebrali ją w akcjach Legii. Nie chcieli. Bank inwestycyjny też nie chciał kupić Legii, by być szczęśliwym jej posiadaczem, ale chciał dokapitalizować klub i sprzedać akcje z zyskiem.
Za co Legia płaci, a za co nie płaci dzisiaj?
- Na to pytanie odpowie szczegółowo prezes Trylnik. O ile mi wiadomo, regulowane są bieżące zobowiązania związane z utrzymaniem obiektów jak również wynagrodzenia z umów o pracę. Dwumiesięczne zaległości związane są ze zobowiązaniami kontraktowymi i premiami za bieżący i ubiegły rok.
Rozmawiali Robert Błoński i Dariusz Wołowski
Wywiad
Chcę sprzedać Legię
środa, 3 grudnia 2003 09:54
Andrzej Zarajczykźródło: Gazeta Wyborcza