Zawodnicy Legii chcieli strajkować, ale... nie mogą. Czy w końcu otrzymają zaległe pieniądze?
Koszykarze warszawskiej Legii nie mają szczęścia. Najpierw spadli z ekstraklasy. Następnie długo czekali na decyzję, czy wystąpią w I lidze. Kiedy w końcu przystąpili do rozgrywek, okazało się, że szefowie klubu nie mają dla nich pieniędzy. Ostatnio zdesperowani zawodnicy zagrozili, że jeżeli nie otrzymają zaległych należności, nie pojadą na następny mecz z Vikingiem Gdynia. Wówczas spotkał ich kolejny pech. Zaplanowane na sobotę spotkanie na prośbę klubu z Gdyni zostało... przełożone na luty 2004. Hala, w której Viking rozgrywa swoje mecze, została wynajęta na inną imprezę... Koszykarzom nie jest jednak do śmiechu.
- Zaległości wobec części z nas sięgają jeszcze poprzedniego sezonu. Nowi gracze na pieniądze czekają od trzech miesięcy. Staramy się trenować, ale trudno zapomnieć o kasie, kiedy nie ma co do garnka włożyć - mówią. Prezes sekcji koszykarskiej Legii Witold Romanowski nadal zapewnia jednak, że zawodnicy otrzymają w czwartek zaległe pieniądze.
- Przed trzema tygodniami władze klubu podpisały umowę z nowym sponsorem. Nie jest to Acciona, o której się wcześniej mówiło, ale jedna z innych firm z branży budowlanej. Proszono mnie, abym na razie nie zdradzał jej nazwy. Zapewniono, że w czwartek sponsor w końcu prześle pieniądze na konto naszej sekcji. Jeżeli tak się stanie, natychmiast znajdą się one w kieszeniach zawodników - twierdzi Romanowski. - Jeśli tak się nie stanie, podam się do dymisji. Nie mogę dłużej swoim nazwiskiem firmować bałaganu organizacyjnego panującego w klubie - dodał.