- Jak pan wspomina trzy poprzednie występy w narodowym zespole?
Łukasz Surma: Epizody. Debiutowałem w meczu, o którym cała Polska wolałaby jak najszybciej zapomnieć. W spotkaniu z Łotwą w Warszawie wszedłem na murawę po przerwie, przy stanie 0:1. Miałem poukładać grę, ale nie udało się. Na boisku panował totalny chaos, a ja nie umiałem temu przeciwdziałać. Tego dnia biało-czerwonym przydałby się Zinedine Zidane.
- Potem zagrał pan z Nową Zelandią oraz Serbią i Czarnogórą.
- Gdyby po moim podaniu Marcin Mięciel Nowozelandczykom gola, a miał ku temu okazję, to może mój występ zapadłby kibicom w pamięci. Ale ponieważ tak się nie stało, to nie ma o czym mówić. A przeciwko Serbom czekałem na zmianę przy linii bocznej przy stanie 4:2, a wszedłem na murawę przy 4:3. A za chwię sędzia gwizdnął po raz ostatni.
- Za każdym razem dołączał pan do kadry w ostatniej chwili. Najpierw w miejsce kontuzjowanego Emmanuela Olisadebe, a potem za Mirosława Szymkowiaka. Nie czuł się pan trochę nieswojo?
- Traktuję reprezentację jako elitę, coś wyjątkowego. To żadna ujma być w niej osiemnastym albo dziewiętnastym. To oznacza tylko, że cały ten czas byłem w kręgu zainteresowań selekcjonerów.
- Nicolas Anelka, gdy dowołano go do kadry Francuzów za kontuzjowanego kolegę obraził się i do dziś nie gra w zespole trójkolorowych.
- Ale Anelka to mistrz Europy i zwycięzca Champions League. Ja z takiej perspektywy nie mogłem patrzeć. Chociaż gdybym w Legii, jako doświadczony ligowiec, nie znalazł się w meczowej szesnastce, a potem do niej wskoczył na przykład w miejsce piłkarza, który doznał urazu to nie wiem jakbym się zachował.
- Z jakimi nadziejami przyjechał pan na Maltę?
- Chcę się pokazać z jak najlepszej strony. Ale ostatnie mecze w eliminacjach do mistrzostw Europy oraz te towarzyskie w znaczący sposób ustaliły podstatowy skład reprezentacji Polski. Znam więc swoje miejsce w szyku, ale chciałbym być pierwszym do zmiany. Z kolei nie chciałbym, żeby trener stracił mnie z pola widzenia.
- Konkurencja na środku pomocy bardzo się zaostrzyła. Mirosław Szymkowiak, Radosław Sobolewski, Mariusz Kukiełka, Mariusz Lewandowski. Czy jest tu jeszcze miejsce dla Łukasza Surmy?
- Wierzę, że tak. Liczę na to, że będę w tej hierarchii rozgrywających wspinał się szczebelek po szczebelku i że w walce o podstawowy skład wcale nie stoję na straconej pozycji.
- Dlaczego w kadrze jest tylko jeden legionista?
- Pojawiła się ostatnio w lidze nowa siła, Groclin i jego piłkarze, o prócz wiślaków oni przeważają w zespole. Ale jak Legia osiągnie jakiś sukces to skład kadry może się jeszcze przetasować.
- Czy w meczach z Litwą i Maltą można udowodnić swą przydatność?
- Selekcjoner podkreśla, że będzie się nam dokładnie przyglądał, że w dużej mierze od tego jak tu się spiszemy, zależą powołania na kolejne zgurpowanie w lutym w Hiszpanii. Sam jestem ciekawy swojej formy. Nie grałem meczu od miesiąca, bo w ostatniej ligowej kolejce pauzowałem za kartki.
Rozmawiał Rafał Nahorny
Wywiad
W elicie
czwartek, 11 grudnia 2003 09:58
Łukasz Surmaźródło: Przegląd Sportowy