Grupa ITI chce kupić Legię Warszawa. Nie jest to pierwsze podejście panów do polskiej piłki...
Mariusz Walter: Nasze zainteresowanie piłką zaczęło się wraz z powstaniem prywatnego rynku telewizyjnego w Polsce. Gdy na początku lat 90. nadawała Polonia 1 pana Grauso, myśleliśmy o Polonii Warszawa, która była w drugiej lidze. Sprawy zaszły tak daleko, że nawet mówiliśmy o cenie, dość atrakcyjnej. Już wtedy zdawaliśmy sobie sprawę, co to znaczy wprowadzić drużynę do pierwszej ligi, utrzymać ją i doprowadzić stadion do odpowiedniego poziomu. Chcieliśmy wybudować obok stadionu hotel albo biurowiec, żeby zbilansować koszty utrzymania klubu. Niestety, nie doszło do transakcji, wszystko rozbiło się o kupno terenów, które wtedy należały do PKP.
Potem była Wisła Kraków. Należąca do Grupy ITI telewizja TVN transmitowała mecze tej drużyny...
Mariusz Walter: Długo prowadziliśmy rozmowy z Canalem Plus, ponieważ chcieliśmy stworzyć magazyn ligowy. Ale on kosztował tyle, że nas ścięło z nóg. I dlatego dogadaliśmy się z Wisłą, bo tylko jej mecze były do kupienia. Wisła zaczynała swoje kolejne życie, powrót na szczyt. Transmisje trwały jeden sezon, bo później prawa telewizyjne zostały scentralizowane i Canal Plus kupił wszystko. Z biznesowego punktu widzenia, kupno tych transmisji nie było dla TVN najlepsze, bo nie sprzedano wystarczającej liczby reklam. To nie była jeszcze ta Wisła, która stara się dostać do Ligi Mistrzów, która ma wyniki, w której jest kilka lokalnych gwiazd. Trudno mi powiedzieć, czy na tym straciliśmy, ale nie mieliśmy silnej motywacji, by walczyć o przedłużenie umowy. Polska piłka znajdowała się w dołku, na stadiony przychodziło 500 - 2000 osób.
Co panów przyciągnęło do Widzewa Łódź?
Mariusz Walter: Jeszcze wcześniej był Zawisza Bydgoszcz. W TVN mieliśmy wyraźną przewagę widowni kobiecej. Wspólnie z prezesem Wejchertem i naszym wspólnikiem ze Szwajcarii, Bruno Valsangiacomo doszliśmy do wniosku, że warto stworzyć program "lojalnościowy" naszej stacji, powszechnie akceptowany przez męską część widowni TVN. Wymyśliliśmy wtedy, że nie warto celować w pierwszą ligę, która wówczas była znacząco słabsza niż dziś, tylko kupić jakąś trzecioligową drużynę za pieniądze, które nie tworzą dużego ryzyka, sprowadzić do niej markowych zawodników i przez trzy lata spróbować wejść do pierwszej ligi. Zamierzaliśmy inwestować pieniądze wyłącznie w piłkarzy i śledzić kamerą, jak buduje się sukces. Naszym partnerem w tym przedsięwzięciu był pan Dariusz Wdowczyk. Wcześniej rozmawialiśmy z władzami miasta, które z życzliwością potraktowały pomysł i były zainteresowane odbudową klubu. Wycofaliśmy się jednak z trzecioligowego pomysłu. Pojawiły się bowiem nowe możliwości...
Wróciliście do pierwszej ligi, tym razem do Widzewa. Dlatego, że w Łodzi zaczął pracować Wdowczyk?
Jan Wejchert: Zadzwonił do nas ówczesny prezes Widzewa Mirosław Czesny, być może namówiony przez Wdowczyka. W Łodzi spotkaliśmy się z bardzo dobrym przyjęciem ze strony władz miasta. Przejęcie Widzewa wymagało rozwinięcia także innej działalności gospodarczej na terenach klubowych, co pozwoliłoby na finansowanie klubu. Przedłożyliśmy kilka propozycji. Miasto było nam życzliwe, lecz mimo to nie doszło do przejęcia Widzewa. Nie udało się to z różnych powodów, głównie dlatego, że nie byliśmy w stanie przejąć udziałów od dotychczasowych właścicieli. Nie mogli nam tego zagwarantować, a nie było sensu, żeby wykładać pieniądze na coś, co nie jest naszą własnością.
Sparzyliście się więc panowie kilka razy na próbach wejścia w polską piłkę. Skąd więc pomysł na Legię?
Mariusz Walter: Polska piłka jest słaba, ale to wciąż dyscyplina sportu, która fascynuje ludzi. Sam wiem po sobie, że to wierna widownia. Mało jest takich kibiców, którzy zaczynają od ŁKS, a kończą na Pogoni Szczecin. Na ogół są to ludzie wierni na śmierć i życie jednemu klubowi. Legia, Cracovia, Wisła, Lech, teraz Groclin mają swoich przysięgłych kibiców. Powstała znakomita gleba dla lojalnego bywalca stadionu, ale też dla widza TVN. Ciągle myślimy o nowych sposobach przyciągania widza. Kibice mogą spełnić wymogi pomysłu lojalnościowego. Teraz, gdy gazety poinformowały o możliwości kupienia przez nas Legii, liczba e-maili, jaka przychodzi od kibiców tej drużyny, zaskakuje nawet nas, właścicieli Onet. To, co się wokół tej sprawy dzieje ze strony kibiców, jest imponujące, a chwilami wzruszające. Wszyscy lokatorzy, mieszkający w jakimś bloku, przychodzą do jednego komputera, żeby się dopisać i wysłać nam wiadomość ze swoim poparciem dla pomysłu.
Legia ma magię. Oprócz tego to najlepszy sportowy znak w Polsce, identyfikowany w Europie...
Jan Wejchert: W Polsce można zbudować naprawdę silny klub. Można pójść śladem Manchesteru United i wprowadzić Legię, za 5 - 6 lat, na giełdę. Nie lubimy, jak coś się marnuje. Uważamy, że to wspaniały klub. Jego świetność minęła, ale można ją przywrócić. Wydaje mi się, że możemy coś dać mieszkańcom Warszawy, tworząc klub piłkarski zorganizowany na najlepszych europejskich wzorach. Klub, który będzie miał warunki, by odnosić sukcesy i będzie opierał się na zdrowych, ekonomicznych podstawach. Oczywiście, chcemy zarobić na tym przedsięwzięciu, nie tylko my, ale również inni, którzy się zaangażują.
Najpierw trzeba jednak sporo pieniędzy zainwestować. Czy powstał biznesplan dotyczący Legii? Kiedy nakłady powinny się zwrócić?
Mariusz Walter: Nie jesteśmy gotowi do odpowiedzi na to pytanie. Na razie liczymy, ile trzeba od razu położyć na stół, bo zadłużenie spółki wynosi ponad 17 mln złotych. Do tego kilka milionów dla Pol-Mot za jego akcje. Trzeba kupić kilku zawodników i zatrzymać tych, którzy są wartościowi. Dochodzą koszty bieżącego utrzymania klubu. I to wszystko w sytuacji, w której Legia ma tylko werbalne zapewnienie miasta, że może grać na stadionie, który nie jest jej. Nie ma nawet pisemnej umowy.
Jan Wejchert: Nie da się ułożyć biznesplanu, rozdzielając klub i stadion. To musi funkcjonować razem. Wokół stadionu musi powstać infrastruktura. Budowa stadionu będzie wymagała kolejnych środków. Jeżeli podejmiemy decyzję, że kupujemy Legię, musimy uwzględnić wszystkie te elementy. Najważniejsze jest to, żeby zarząd miasta, Rada Miasta, wszyscy decydenci zrozumieli, że nie zamierzamy kupić fabryki butów. To przedsięwzięcie jest kombinacją biznesu i prospołecznych działań. Miasto powinno zmienić swój pogląd w sprawie funkcjonowania klubu piłkarskiego, zwłaszcza takiego klubu. Dobre kluby w Europie mają ogromne lokalne wsparcie, są dumą miasta, wszyscy im pomagają, szczególnie w sytuacji, gdy klub może stać się bankrutem. Bo Legia jest bankrutem. Nie jesteśmy w stanie sami podjąć tego wyzwania i na pewno nie zaryzykujemy kupienia Legii, jeśli nie będziemy wiedzieli, co dalej ze stadionem, kto będzie jego właścicielem. Legia nie ma swojej siedziby, swojego boiska, nie ma niczego. Zaczęliśmy rozmawiać z miastem. Wierzymy, że jest szansa, żebyśmy się dogadali.
Jeśli chodzi o stadion, miasto cały czas mówi, że wybuduje go ten, kto wygra przetarg...
Jan Wejchert: Nie musi być przetargu. Artykuł 37 ustawy o gospodarce gruntami mówi, że miasto może wnieść do spółki grunt drogą aportu, bez przetargu. ITI może stworzyć z miastem spółkę na takich właśnie zasadach.
Mariusz Walter: Jeśli władze miejskie rozłączą inicjatywę budowy stadionu narodowego z przyszłością Legii, to można będzie powiedzieć, że nie interesuje ich los Legii. Nie wyłożymy pieniędzy na Legię bez jasnej perspektywy prowadzenia takiego biznesu. Ryzykujemy dużo, bo na jednej szali leży nadzieja całego piłkarskiego środowiska skupionego wokół Legii, które jest duże i opiniotwórcze. Na drugiej jest ITI i TVN. Jeśli przedsięwzięcie się nie uda, to wielu ludzi może przestać nas lubić. Dlatego jasno i szybko tłumaczymy, co my możemy zrobić, a co powinno zrobić miasto.
Największym zagrożeniem dla realizacji umowy nie są więc długi Legii, lecz postawa miasta?
Jan Wejchert: Jedno i drugie. Sprawdzamy, czy informacje, które otrzymaliśmy od Pol-Mot przed podpisaniem umowy przedwstępnej są prawdziwe. Chodzi o zadłużenie, sprawy lokalowe, mnóstwo spraw w sądzie, umowy z piłkarzami, rozliczenia z piłkarzami, co niesie określone wydatki przy przejmowaniu klubu. Relacje z miastem to co innego. Trudno sobie wyobrazić, byśmy kupili klub bez boiska.
Kiedy można uzdrowić Legię?
Mariusz Walter: Sportowo za 2 - 3 lata, biznesowo za 4 - 5. Wtedy bilans może wyjść na zero. Dopiero później można myśleć o zarabianiu. Warunkiem sine qua non będzie awans do Ligi Mistrzów, bo za samo zakwalifikowanie się można otrzymać 4 mln euro. Chcielibyśmy na początku usadowić się na takim miejscu, jakie dziś zajmują Sparta Praga, Lokomotiw Moskwa czy Rosenborg Trondheim, który przez siedem kolejnych lat kwalifikował się do Ligi Mistrzów. My się garniemy do Legii, ale nie na oślep, ponieważ czeka nas piekielnie trudne zadanie. Muszą być spełnione wszystkie warunki, żeby na koniec był sukces.
Jeśli miasto zgodzi się na wasze warunki, czy wtedy ITI podejmie się budowy stadionu?
Mariusz Walter: Jesteśmy w stanie podjąć się budowy stadionu lub współuczestniczyć w budowie. Jeśli ma powstać stadion narodowy, wtedy spora część może być finansowana ze środków publicznych. My nie chcemy wybudować prywatnie stadionu narodowego. Chcemy uczestniczyć w jego budowie i zarządzać nim w takim wymiarze, jaki dla miasta jest możliwy, a dla Legii niezbędny. Gdybyśmy nie byli współinwestorami, to można założyć taką sytuację: Legia ma rozegrać mecz ligowy, ale właściciel powie nam, że ze względu na standardy stadionu musimy zapłacić np. 100 tys. złotych. Co wtedy? Legii nie będzie prawdopodobnie stać samodzielnie na utrzymanie tego stadionu. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest budowanie go przez kilka podmiotów. Równolegle z całą komercyjną strukturą wokół niego.
60 mln złotych - czy to jest kwota, którą trzeba zainwestować w Legię na samym początku?
Mariusz Walter: Niewiele się pan myli.
Mówimy jednak o spłacie długów, stworzeniu rocznego budżetu na poziomie 20 - 24 mln złotych, o zakupie zawodników. Za takiego Sebastiana Milę trzeba by zapłacić 2 mln euro, czyli 9 mln złotych...
Mariusz Walter: Myślę, że jesteśmy w trochę lepszej sytuacji, niż panowie sądzą. Tylko na transfery trzeba wydać pieniądze od razu. Reszta może być rozłożona na dłuższy okres. O szczegółach porozmawiamy za jakiś czas.
Z jakiego źródła będą pochodzić pieniądze ITI na kupno Legii?
Jan Wejchert: Jak przy wszystkich inwestycjach, część będzie pochodziła ze środków własnych, część z kredytów.
Prawa do pokazywania wszystkich meczów ligowych ma do końca sezonu 2004/2005 Canal Plus. Czy nie będzie panom przeszkadzać, że przez najbliższe półtora roku Legia, z logo TVN na koszulkach, będzie pokazywana wyłącznie w płatnym Canale Plus?
Mariusz Walter: Chyba nie ma innego wyjścia.
Czy TVN będzie się starał o kupno praw na kolejne lata?
Jan Wejchert: Nie jest wykluczone, że będziemy chcieli stworzyć własny kanał piłkarski. Kupna praw do wszystkich meczów raczej nie mamy w planie, ale czołówkę chętnie byśmy pokazali.
Do kiedy ITI musi zdecydować, czy kupuje Legię?
Jan Wejchert: Mamy jeszcze siedem tygodni. Decyzję powinniśmy podjąć do 5 lutego, a zamknąć transakcję do 16 lutego.
Rozmawiali Krzysztof Guzowski i Stefan Szczepłek
Wywiad
Program dla mężyczyzn
poniedziałek, 22 grudnia 2003 13:31
Mariusz Walter i Jan Wejchertźródło: Rzeczpospolita