Już po raz trzeci został Pan piłkarzem Legii Warszawa. Czuje się Pan jakby był w klubie od dawna?
Piotr Włodarczyk: Praktycznie wszystkich znam: doktora, masażystów, pana Henia, trenerów i piłkarzy. Przyjęli mnie bardzo dobrze. Z aklimatyzacją nie będzie problemu.
Miał Pan być w Wałczu na zgrupowaniu Widzewa, a znalazł się Pan w Szczyrku z Legią.
- Nie mam nawigacji w samochodzie i jestem słaby z geografii (śmiech).
Zrobiono Panu pożegnanie w Widzewie?
- O niczym takim nie było mowy. Od stycznia miałem zakaz trenowania, więc chyba mnie nie żałowano.
Był Pan w identycznej sytuacji jak Michał Stasiak.
- Obaj zastanawialiśmy się, jakie mamy perspektywy. Pół roku bez gry to dużo, ale później byłbym wolnym zawodnikiem. Całe chyba jednak szczęście, że znalazłem się w Legii. Mam nadzieję, że Michał także podpisze intratny kontrakt z jakimś klubem.
Będąc odsunięty od treningów w Widzewie, ćwiczył Pan z siostrą Urszulą?
- Poprosiłem siostrę, która akurat została doktorem na AWF we Wrocławiu, aby przygotowała mi rozpiskę zajęć. A ona zaproponowała mi, że możemy wspólnie trenować. W piłkę nie graliśmy, ale sporo biegaliśmy i ćwiczyliśmy.
Czyli przyjechał Pan w dobrej kondycji i bez nadwagi?
- Nigdy nie miałem skłonności do tycia. Łatwiej mi było schudnąć, szczególnie w Widzewie.
Nie żałuje Pan dwóch wcześniejszych rozstań z Legią?
- Byłem młody i za wszelką cenę chciałem grać. W Legii nie miałem na to większych szans. Wówczas były tu takie asy jak Czarek Kucharski, Marcin Mięciel, Sylwek Czereszewski czy Kenneth Zeigbo. Odejście do Ruchu dało mi możliwość gry w pierwszym składzie. Poza tym, gdybym nie wybiegał w klubie w jedenastce, nie występowałbym w zespole olimpijskim.
W Widzewie był Pan gwiazdą.
- Początki były jednak trudne. W podstawowym składzie wychodził Miodrag Andejlković. Miejsce w ataku obok niego zajmowałem albo ja, albo Robert Dymkowski. Śmialiśmy się, że kręcimy drugą serię ?Zmienników?. Dopiero wiosną i jesienią ubiegłego roku zacząłem zdobywać gole. W sumie strzeliłem ich 12. Mówiono, że z tyłu gramy na zero, a z przodu Włodarczyk. Poza tym miałem problemy z zapamiętaniem imion kolegów z drużyny, wciąż pojawiali się nowi. W Widzewie praktycznie co pół roku zmienia się kadra, a to nie pomaga w budowaniu silnego zespołu.
Dlaczego wrócił Pan do Legii?
- Pierwsze profesjonalne kroki stawiałem w Legii, debiutowałem w ekstraklasie i cieszę się, że mogłem tutaj wrócić. Poza tym Legia jest klubem, który zawsze gra o najwyższe cele, a Widzew się sypie i broni się przed spadkiem. Dość grania w ogonach. Koniec z walką o zdobycie jednego punktu, który może dać utrzymanie w ekstraklasie. Czas walki o laury. Poza tym z Legii łatwiej trafić do reprezentacji niż z Widzewa.
Jedną nogą był Pan już w Wiśle Kraków.
- Ale sytuacja potoczyła się inaczej. Na linii Widzew - Wisła nie doszło jednak do porozumienia i wykorzystał to pan Engel, który dogadał się z Andrzejem Grajewskim. Nie żałuję, że znalazłem się na Łazienkowskiej i teraz zrobię wszystko, żeby mistrzostwo zdobyła Legia, nie Wisła.
Pana transfer do Legii jest owiany tajemnicą. Jakiś prywatny sponsor kupił Pana kartę, za którą zapłacił jakieś tam pieniądze...
- Sam nie wiem, kto i za ile. Rozmowy między Widzewem a Legią trwały od pół roku. Działacze z Łazienkowskiej kontaktowali się także ze mną. Znam tylko sumę swojego kontraktu, której nie mogę zdradzić i... tyle.
Zdaje Pan sobie, że na razie pieniądze ma Pan zagwarantowane tylko na papierze.
- W Widzewie w ogóle pieniędzy nie dostawałem, więc gorzej być już nie mogło. A w Legii są większe perspektywy. Akurat teraz jest problem z pieniędzmi. Ale Legia jest tak znaną marką, że prędzej czy później kasa się znajdzie. Legia nigdy nie zginie.
Gdy po raz pierwszy przychodził Pan do Legii w sponsorowanie zespołu zaangażowało się Daewoo. Może i tym razem okaże się Pan dobrym omenem dla Legii?
- Mam nadzieje, że historia powtórzy się i z moim przyjściem do Legii będzie się wiązało wejście nowego sponsora - ITI.
W które z przysłów Pan wierzy: dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki czy do trzech razy sztuka?
- W pierwsze absolutnie nie. Zdecydowanie w to drugie. Wielu zawodników grało w klubach, do których później wracało i dobrze im szło. W Ruchu Chorzów lepiej mi szło za drugim razem. W Legii, wierzę, że trzeci raz będzie najlepszy.
Będzie miał Pan dużą konkurencję w ataku.
- Podpisując kontrakt, zdawałem sobie z tego sprawę. Ale rywalizacja w drużynie może tylko podnieść poziom i sprawić, że Legia będzie strzelała więcej goli. Może zagramy trójką w ataku, ale o miejscu dla mnie w drużynie zdecyduje trener Kubicki. Ważne jest mistrzostwo, reszta to milczenie.