Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Legia - wielkie słowo

poniedziałek, 26 stycznia 2004 10:08
Piotr Włodarczykźródło: Przegląd Sportowy

– Czym jest dla Piotra Włodarczyka Legia?

Piotr Włodarczyk: Legia? To wielkie słowo. Duży sentyment w sercu, bo w niej debiutowałem w lidze i w niej zaczynałem przygodę z zawodową piłką. Wcześniejsze próby mi się nie udały. Cóż, aż się prosi powiedzieć ten utarty slogan: do trzech razy sztuka.


– Często kiedy piłkarz przychodzi do klubu deklaruje, że to był od dziecka klub jego marzeń.

– Bo tak jest. Kiedy grałem w Wałbrzychu, otrzymywałem wiele propozycji, żeby wyjechać do innego klubu. Były wśród nich Widzew, Zagłębie Lubin, była Legia. I na nią się wtedy zdecydowałem. To jednak jest jakiś magnes.


– A jak skonfrontujesz to ze słowami: marzę o grze w Wiśle?

– (śmiech). To moje słowa?


– Tak.

– Bo wtedy o tym marzyłem. Rozmawiałem z Legią, ale nie było z ich strony żadnych konkretów. To było pół roku temu. Pojawiła się też szansa gry w Wiśle, dostałem nawet zgodę na wyjazd. Pojechałem do Krakowa, ale kluby się nie dogadały. Dowiedziałem się z gazet, że bezprawnie opuściłem łódzki klub. A zgoda była.


– Marzyłeś o Wiśle, trafiła ci się Legia.

– I bardzo dobrze. Cieszę się, że to wszystko tak się ułożyło. Mam nadzieję, że teraz to Legia, a nie Wisła zdobędzie tytuł mistrza. A ja dołożę wszelkich starań, by tak się właśnie stało.


– Przydałoby się to, zwłaszcza tobie. Tyle lat kariery i żadnego tytułu.

– Dlatego przyszedłem do Legii. Ostatni Puchar Polski Legia zdobyła właśnie w 1997 roku, ze mną w składzie. Jest szansa, że przyniosę szczęście i na Łazienkowską znów trafi to trofeum. A mistrzostwo? Cztery punkty do Wisły, to żadna strata. Tym bardziej, że nikt się jakoś specjalnie nie wzmocnił.


– Pierwsze dwa twoje sezony w Legii to trzy bramki, w sezonie 1998/99 – 15 meczów i zero goli. Chyba gorzej już być nie może.

– (śmiech). Akurat na to zero to grałem w pomocy u pana Kopy i powiem szczerze, że nienajgorzej mi to wychodziło. Ale faktycznie, może być już tylko lepiej.


– Może jednak zostań w ataku. Skoro strzeliłeś dwanaście goli w ciągu roku w Widzewie, to musisz coś umieć.

– Legia to jest dużo lepszy zespół niż Widzew. Tu, w Warszawie, są lepsi zawodnicy, więc powinno być tylko do przodu. Dwanaście goli w ciągu roku, to moje najlepsze osiągnięcie. Tym bardziej, że graliśmy defensywnie w każdym meczu. Jeżeli gra się o utrzymanie, to jesteś z nożem na gardle cały czas i każdy najmniejszy błąd może przesądzić, że spadasz z ligi. Czasem nogi były powiązane. Doświadczenie w walce o utrzymanie mam już jednak spore (śmiech), ale w Legii się ono raczej nie przyda.


– Nogi powiązane, portfel pusty. Nie trafisz z deszczu pod rynnę? Przecież wiesz, że w Legii z kasą krucho.

– Tak. Wiem o tym, ale nie widać tego. Ja się czuję tutaj dobrze. Nikt nie patrzy na mnie krzywo, nie mówi, że nie ma w klubie pieniędzy, a przyszedł Włodarczyk. Zresztą, za moją kartę zapłacił prywatny sponsor. Zaległości w Legii to nie jest aż taki wielki problem. Jeśli nie ITI, to ktoś inny, ale na pewno sponsor się znajdzie. To nie jest Widzew, czy GKS Katowice. Legia nie zniknie tak po prostu z mapy piłkarskiej.


– Sponsor. Kto to i ile zapłacił? Zbyt wielka tajemnica do wyjawienia?

– Nie. Po prostu ja tego nie wiem. Z ręką na sercu mogę to powiedzieć. Naprawdę. Wiem tylko, jaka jest wysokość mojego kontraktu, ale tego nie zdradzę.


– Znasz trochę ligę francuską. Jak oceniasz szanse Groclinu w dwumeczu z Bordeaux?

– Choć z całego serca życzę kolegom zwycięstwa, będzie bardzo trudno. Francuzi grają ligę, my mamy przerwę. Wiem, że Groclin pojedzie na zgrupowanie do Turcji, tam rozegra sparingi, ale to nie to samo, co mecze o dużą stawkę. Ta cała "Groclinomania", to w ogóle dziwne zjawisko. Nie ma pieniędzy w takich ośrodkach jak Poznań, Warszawa, Łódź, a w malutkim Grodzisku jest klimat do piłki. Podobny jak w Auxerre. Ale to dzięki Drzymale. Powoli zbudował tę potęgę Groclinu, był cierpliwy i teraz przyszły profity. Szkoda, że nie ma takich ludzi w innych miastach.


– Mimo młodego wieku często zmieniałeś kluby. Nie umiesz zagrzać miejsca w jednej drużynie?

– Jeżeli czułbym się dobrze w jednym klubie, to mógłbym grać w nim całą karierę. Ale często było tak, że albo klub chciał mnie sprzedać, żeby zarobić, albo ja nie grałem i chciałem odejść.


– Wróćmy do Legii. Możesz ocenić konkurencję w ataku?

– Stanko Svitlica – może nie biega zbyt wiele, ale ma nosa do strzelania goli, a od tego jest napastnik. On jest w polu karnym lisem. Marek Saganowski – ma dużo zdrowia, biega, szarpie, absorbuje obrońców – zupełnie inny typ napastnika niż Stanko. Konkurencja jest ogromna. Ale rywalizacja jest lepsza niż jej brak. To wyjdzie Legii na plus. Jeżeli prezentowalibyśmy ofensywny styl gry, to można zagrać i trójką napastników (śmiech). Z żadnym z nich nie grałem w jakimś poważnym meczu. Trochę więcej będę mógł powiedzieć po sparingach na Cyprze czy w Turcji.


– Koledzy narzekają już na zmęczenie. Ty biegałeś tylko po parku we Wrocławiu z siostrą. Jak wytrzymujesz to zgrupowanie?

– Lekko nie jest (kaszle). Oto dowód. Przeziębiłem się w czasie jednego ze sparingów. Ja też narzekam, ale to taki okres, że trzeba go przepracować i nie ma innego wyjścia.


– Czasem koledzy wołają jeszcze na ciebie na treningach: „RTS”!

– Piłkarze to takie środowisko. Dużo żartują i tu jest podobnie. Wiem, że Marek Jóźwiak ma poczucie humoru. Kawałów jeszcze jednak nikt mi nie robił. Ale jestem cały czas czujny. A nie wołają na mnie tylko „RTS”.


– A jak jeszcze?

– "Grajek"! (śmiech).


– Bo przecież ty grajek jesteś...


Rozmawiał Przemysław Rudzki

Podaj ten news dalej: