Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Albo chleb, albo igrzyska

czwartek, 29 stycznia 2004 09:14
Życie Warszawy

Warszawie brakuje na łatanie dróg, ale zbudujemy stadion za 160 milionów złotych


Lech Kaczyński zdecydował. Miasto - na razie głównie własnymi siłami - będzie budować w stolicy stadion narodowy. - To pomysł z księżyca - mówią oponenci. - Idealne rozwiązanie - przyklaskują inni.


Stadion czy dalsze odcinki Trasy Siekierkowskiej? Stadion czy most Północny? Stadion czy początek prac nad drugą i trzecią linią metra. Te pytania już są nieaktualne. Kaczyński ogłosił: budujemy piłkarską świątynię.


Zastaw się, a postaw się


W ciągu dwóch lat warszawski samorząd wyda na budowę stadionu w okolicach obecnego boiska Legii na Łazienkowskiej ponad 110 mln zł. Resztę - niemal 50 mln zł - ma dołożyć Ministerstwo Edukacji i Sportu. W stolicy powstanie obiekt sportowy europejskiej klasy, który pomieści ponad 40 tys. kibiców. Miasto zamierza samodzielnie udźwignąć ciężar inwestycji. - Nie udało nam się porozumieć z żadnym inwestorem. Każdy chciał przejąć okoliczne grunty, a my chcieliśmy tego uniknąć - mówi Lech Kaczyński.


Prezydent zdecydował, że Warszawę stać na potężny wydatek, który w założeniu ma służyć całemu krajowi. Na nowym stadionie - nazywanym już dziś narodowym - mecze ma rozgrywać piłkarska reprezentacja Polski.


Skok na główkę


Tymczasem model finansowania budowy nowego stadionu, jaki przyjął Kaczyński, w Europie raczej nie jest praktykowany. Obiekty tego typu powstają na dwa sposoby. Pieniądze znajduje albo rząd - jeśli dotyczy to budowy lub modernizacji stadionów narodowych, albo kluby piłkarskie blisko współpracujące z prywatnymi inwestorami. Słynny angielski stadion Wembley, powstający w miejsce starego obiektu o tej samej nazwie, jest budowany przez państwo przy wsparciu narodowej loterii, piłkarskiej federacji i prywatnych inwestorów. Budowa Camp Nou w Barcelonie została w sporej części sfinansowana z pieniędzy kibiców, którzy wykupili karnety na mecze swojej drużyn na pięć lat. Słynny Old Trafford, na którym gra Manchester United, został zbudowany za pieniądze właściciela klubu Johna Davisa i przedsiębiorców, których zaprosił do współpracy. Na palcach jednej ręki można zliczyć europejskie stadiony, które powstały dzięki potężnemu zastrzykowi gotówki z samorządu. Takim przykładem - właściwie jedynym - jest stadion w Monachium. Lech Kaczyński skacze zatem na bardzo głęboką wodę.


Zero szans


- Ogłaszanie decyzji o budowie stadionu "narodowego" za miejskie pieniądze jest horrendalnym nieporozumieniem - przekonuje Sebastian Bartosik, dyrektor spółki SportPR, zajmującej się m. in. sportowym doradztwem inwestycyjnym. - Nie znam przykładów szybko i sprawnie sfinalizowanych inwestycji tego typu budowanych głównie za lokalne pieniądze. Stadion to nie basen czy boisko do koszykówki. To bardzo poważna inwestycja. I bardzo kosztowna. Sądzę, że pochłonie więcej, niż deklarowane przez samorząd 160 mln zł. Bartosik przekonuje, że miasto porywa się z motyką na słońce. Jeśli poważnie traktowałoby sprawy budowy stadionu, stanęłoby na głowie, by znaleźć odpowiedzialnych inwestorów prywatnych i tak długo z nimi negocjowało, aż udałoby się dojść do satysfakcjonującego samorząd kompromisu.


Szanse na dotrzymanie terminu zakończenia budowy stadionu (2006 rok) są mało realne, tym bardziej że MENiS, które - jak przekonuje prezydent Kaczyński - na pewno dofinansuje inwestycję, jeszcze nie podjęło decyzji w tej sprawie. - Czeka nas daleka droga. Inwestycje sportowe realizowane są według planu strategicznego przyjętego przez rząd. Dofinansowanie możliwe jest tylko wtedy, gdy obiekt znalazł się w planie. Z projektem i gwarancjami finansowania stadionu musi potem zapoznać się komisja, która kwalifikuje inwestycje do dofinansowania. Lista zatwierdzana jest do końca roku, a mniej więcej miesiąc później podpisuje ją minister edukacji narodowej i sportu - wyjaśnia Marek Skorupski z Polskiej Konfederacji Sportu.


Pomysł Lecha Kaczyńskiego negatywnie ocenia jeden z jego najzacieklejszych adwersarzy w Radzie Warszawy - Andrzej Golimont z SLD. - Stadion jest potrzebny. Ale idea, by budować go za miejskie pieniądze, jest z księżyca - mówi Golimont. - Samorząd najpierw powinien finansować inwestycje, dla których nie znajdzie partnera biznesowego, czyli metro, mosty, drogi - dodaje.


Racja prezydenta?


Lech Kaczyński jednak nie poddaje się. - Udowodnimy sceptykom, że Warszawa może budować stadion niemal własnymi siłami. I nie zaniedbamy innych inwestycji - przekonuje prezydent.


Rozpoczęcie budowy stadionu może stać się bardzo poważnym atutem w jego ręku. Jeśli ruszą prace, to istnieje szansa, że inwestorzy, którzy w tej chwili stawiają wygórowane warunki, zdecydują się jednak dofinansować budowę. Ale wtedy to oni będą zabiegać o przychylność miasta. Lech Kaczyński potwierdza, że liczy na taki scenariusz.

Podaj ten news dalej: