Wyjeżdżał Pan do Hanoweru, za chwilę Pan nie wyjeżdżał. Aż w końcu się stało.... Skąd tyle zamieszania z Pana transferem
Stanko Svitlica: Na miejscu sporo kłopotów narobił mi pewien Polak. Wstyd nawet wymawiać jego nazwisko (chodzi o menedżera Widzewa Andrzeja Grajewskiego - red.), bo polscy kibice doskonale je znają. W waszej piłce działają tacy ludzie jak Engel, Boniek, Koźmiński, jest Hajto. Oni wszyscy dobrze wam służą. A tacy ludzie jak tamten Pan działają tylko na szkodę i nie wiadomo co zamierzają osiągnąć. I po co to wszystko? Chyba nie po to, żeby zarobić miliony, bo w tym przypadku nie o takie kwoty chodziło. Nie chce mi się o tym gadać.
Wczoraj jednak w końcu uroczyście podpisał Pan kontrakt z Hannoverem.
- Podpisałem umowę do czerwca 2005 roku. Była uroczysta prezentacja, wielu dziennikarzy. Zrobiłem to w towarzystwie Portugalczyka Abela Xaviera. Bardzo miły chłopak. Razem jechaliśmy później do Frankfurtu. Następnie ja do Polski, on do Portugalii.
Wybrał Pan już sobie numer na koszulce?
- Oczywiście nie miałem takiego komfortu jak w Legii, bo sezon trwa, a ja jestem spóźniony. Do wyboru było kilka numerów. O ile pamiętam - 5, 12, 14. Ostatecznie wybrałem 23. Taki sam w Nijmegen ma Andrzej Niedzielan? Tego nie wiedziałem.
Chyba Stanko Svitlica nie jest jednak bardzo potrzebny nowej drużynie, bo znowu widzimy Pana w Warszawie.
- Cała drużyna ma we wtorek dzień wolny. W środę muszę stawić się na treningu. Dzisiejszy dzień poświęcę na załatwienie wiz dla żony i synka. Już nie mogę się doczekać, biegnę do domu.
Jaka jest szansa na pański występ w niedzielę z Bayernem?
- Gdybym przyleciał w ubiegły piątek, już dwa dni później grałbym z HSV. Myślę, że gdyby trener nie liczył na mnie w najbliższym spotkaniu, to dostałbym więcej wolnego. Jestem co prawda zmęczony, ale nie narzekam.
Do Niemiec z Cypru odleciał Pan o czwartej rano z niedzieli na poniedziałek. To chyba nie było czasu, żeby pożegnać się z kolegami z Legii?
- Na Cyprze wróciłem do pokoju po wieczornym treningu. Za chwilę zadzwonił mój menedżer, potem prezes Zarajczyk. Trzeba było się pakować. Powiedziałem tylko kilka słów Aco Vukoviciowi, z którym mieszkam w pokoju.
Po co było to zamieszanie? Kiedy dowiedział się Pan, że rozmowy z Hannoverem jednak nie zostały całkiem zerwane?
- Przez całą sobotę wiedziałem, że coś może się zdarzyć. Ale gdybym został w Legii, też bym nie płakał.
Dyrektor sportowy Jerzy Engel powiedział "Gazecie", że proponował Panu nowy 3,5-letni kontrakt z Legią. A Pan podobno zasugerował, że może podpisać nawet 5,5-letni.
- Nie będę kłamał, były takie rozmowy. Jednak Legia jest mi winna duże pieniądze i nie widziałem większych możliwości, by je odzyskać. Dlatego, gdy pojawiła się ponowna szansa na transfer do Hannoveru w ogóle się nie wahałem. Chciałem, żeby moi koledzy z drużyny też mieli szansę odzyskać pieniądze. Wierzę, że przynajmniej w części dla nich pójdzie kwota z mojego transferu.
Był Pan w Legii 2,5 roku. Jak na obcokrajowca to sporo.
- Przyszła pora na zmiany. Chciałem odejść w takim momencie, by Legia na tym tez skorzystała. W czerwcu pewnie nikt nie byłby zadowolony.
Rozmawiał Maciej Weber
Wywiad
Kłopotów narobił mi Polak
wtorek, 3 lutego 2004 08:29
Stanko Svitlicaźródło: Gazeta Wyborcza