W przypadku zaburzeń psychicznych wczesne rozpoznanie ma decydujące znaczenie. Umożliwia ono podjęcie leczenia, zanim choroba doprowadzi do nieodwracalnych zmian. Osobą, która jest w stanie w odpowiednim czasie postawić diagnozę, jest lekarz psychiatra, dlatego nie należy zwlekać z wizytą u specjalisty. Niestety, w wielu przypadkach poszkodowany ma ograniczoną zdolność do obiektywnej oceny własnych zachowań. Bezcenna, często ratująca życie, jest właściwa reakcja otoczenia.
W tej sytuacji, jako człowiek wychowany w chrześcijańskiej doktrynie miłości bliźniego nie mogę dłużej milczeć. Ale po kolei...
Awans Polonii do ekstraklasy nie wywołał to u mnie jakichś większych emocji. Był Miliarder Pniewy, może być i Polonia. Co w tym złego? Polonia nie kojarzyła mi się wtedy z nikim i niczym. Wisła – Iwan, Kapka, Nawałka. Widzew – Smolarek, Wraga, Rozborski, mecze z Liverpoolem. Lech – Łukasik, Jakołcewicz, mecze z OM. Bałtyk – Czyżniewski. Jagiellonia – Lisowski, Bayer. Wszędzie jakieś skojarzenia. W przypadku Polonii – żadnych. Z kłopotu wybawiły mnie pierwsze derby na Łazienkowskiej, a ściślej pewien starszy pan, który na tle kipiącej Żylety przekonywał Polskę, że za kilka lat to kibiców Polonii będzie w stolicy więcej. Uff! W ten sposób przedstawił mi się prezes Piekarzewski. Gość był zabawny, Polonia spadała, więc ten ewidentny objaw pewnego umysłowego miszmaszu zbagatelizowałem. Cytując klasyka od tego rodzaju przypadków: "Każdy ma jakąś swoją prywatną szajbę".
Niestety, wkrótce Polonia wróciła i już nie chciała spadać, więc z roku na rok skojarzeń przybywało. Przede wszystkim derby na Konwiktorskiej. Och, te derby! Co za wstyd dla derbów Rzymu, Mediolanu, Manchesteru. Jeeezu, co ja piszę? Co za obraza dla derbów Łodzi i Krakowa! Taki Vukowic mało nie dostał apopleksji, kiedy pierwszy raz zanurzył się w atmosferze Estadio Konwiktorska. Był przekonany, że wraz z innymi uczestniczy w jakiejś zbiorowej fatamorganie i że gdzieś w okolicy musi być prawdziwy stadion, na którym prawdziwi kibice czekają na rozpoczęcie prawdziwego meczu, który jednak się nie rozpocznie, bo Legia wpadła w jakiś zapomniany przez Boga zaułek czasoprzestrzeni, z którego nie ma wyjścia!
Derby były jedynie odcinkiem długiego serialu. Doping z kasety, dialogi konferansjera z kibicami, czy wreszcie mrożąca krew w żyłach batalia o specyficzny dach nad główną trybuną, w trakcie której cała Polska zastanawiała się nad izolacyjnością wodną ceraty. Trzeba przyznać, że żaden klub w Polsce nie wniósł tak wiele pomysłów do naszej smutnej rzeczywistości. Godzi się wspomnieć, że to nie Nina Terentiew, ale Polonia jako pierwsza poznała się na talencie wokalnym lidera grupy "Ich Troje". Za to Polonii dziękujemy. To Polonia jako pierwsza zaczęła wynagradzać nauczycieli ze ściąganie uczniów na ulicę Konwiktorską. Za to z pewnością podziękował Związek Nauczycielstwa Polskiego.
Całkiem niedawno obecny guru Polonii, podobno handlarz częściami zamiennymi, wolał wysłać swoich piłkarzy w kilkudniową podróż autokarem do Chorwacji, zamiast przedyskutować z Legią wspólny czarter lotniczy do Zagrzebia. Dlaczego? Zapytajcie jego lekarza. Piekarzewski może być nieszkodliwym odmieńcem, ale jeśli główny sponsor tego zbiegowiska mówi, że Polonia poleci z Legią jednym samolotem "po jego trupie", to jest to już patologia. W dodatku patologia mająca przełożenie na całość tamtejszej populacji, czyli patologia społeczna.
Szczyt patologii miał miejsce ostatniej wiosny, kiedy kibice Polonii wydali szczególny apel do swoich piłkarzy przed meczem z Katowicami: „Jak wygracie, wp...l macie!”. Co było potem? Cuda i dziwy. Największy aplauz uzyskał bramkarz Gubiec, który w ekwilibrystyczny sposób uniknął złapania piłki kopniętej w jego kierunku przez piłkarza Katowic. A wyobrażacie sobie przeraźliwą ciszę, jaka zapadła po wyrównującej bramce dla Polonistów? Ostatecznie zaułek czasoprzestrzeni odetchnął uznając sezon ze udany, bo przecież Legia nie awansowała do europejskich pucharów.
Inne objawy? Cały szereg. Dlaczego Romanowski przyszedł do Polonii? Bo chciał zemścić się na Legii. Dlaczego dziennikarz źle napisał o Polonii? Bo jest kibicem Legii. Budują stadion w Warszawie? Jest to niczym nie uzasadnione faworyzowanie Legii. Budują jupitery na Konwiktorskiej? Niech dają na dach, bo jesteśmy potomkami powstańców Warszawy, mordowanymi przez komunę. List do prasy? Niby o Polonii, ale w podtekście o Legii. Do programu o filmie "Klatka" jakimś swędem trafia baba z Polonii? Gada o Legii. Prawdziwy cud, że gdy do tej oblężonej twierdzy wchodzi nasz Załuska, uchodzi z niej cało i może kontynuować karierę.
Skomentuje ktoś, że "co nas to obchodzi?", że jest ich pięciu na krzyż i że nie powinniśmy się zniżać do ich kompleksu Wielkiego Brata. Jasna rzecz, że nie powinniśmy się zniżać i się nie zniżamy, ale trzeba mieć świadomość, że przy całej swojej śmieszności i absurdalności zachowań mają bardzo długie ręce. Proporcjonalnie, gdybyśmy my mieli takie przełożenie na władze Warszawy, to już od dawna stałyby przy Łazienkowskiej żurawie budowlane. Przecież nawet po zmianie obecnego układu właścicielskiego oni nie mają perspektyw działalności dłuższej niż rok. I co? I Miasto stawia im jupitery. A za chwilę dach. Miasto finansuje ich akcje reklamowe. To jest po prostu mała, ale szalenie wpływowa sekta.
Silna izolacja od środowiska zewnętrznego. Brak zainteresowania zmianami zewnętrznej rzeczywistości. Autorytarne przywództwo. Czarno-biała wizja otoczenia. Hamowanie myślenia krytycznego. Budowanie egzystencji na konflikcie z otaczającym światem. Akcentowanie swojej wyższości moralnej i duchowej. Tworzenie poczucia zagrożenia dla umocnienia wewnętrznej zwartości. To są główne cechy sekt. Skutek? Lęk członków przed otoczeniem, czasami agresja, w skrajnych przypadkach masowe samobójstwa.