– Edward Socha bierze Wisłę‚ Socha zostaje w Odrze do czerwca‚ Socha trafia do Legii. Trochę zamieszania pan narobił.
Edward Socha: Edward Socha nie brał Wisły‚ Wisła zaproponowała mi pracę. Pan Cupiał konkretnie. Zgodziłem się‚ chciałem rozmawiać i rozmawiałem z panem Kasperczakiem. Wszystko było elegancko‚ do czasu pewnego wywiadu. Uważałem‚ że mogę robić
dla klubu więcej‚ niż chciał pan Kasperczak. On uważał inaczej. Odmówiłem‚ bo miałem gdzie pracować i co robić‚ więc wróciłem do Odry.
– I wtedy otrzymał pan telefon z Warszawy.
– Byłem przekonany‚ że zostanę w Wodzisławiu. Ale zadzwonili z ITI‚ zaprosili mnie na rozmowę. Spotkałem się z prezesem Walterem i prezesem Wejchertem. Zaproponowano mi‚ czy w przypadku wejścia ITI do Legii‚ nie pomógłbym poukładać tego wszystkiego i pracować dla Legii. Powiedziałem: „Jeśli wchodzicie‚ to proszę bardzo”. Do czasu wejścia ITI mam być konsultantem do spraw transferowych z ramienia ITI na rzecz Legii.
– Na czym to konkretnie polega?
– Na tym‚ że nie jestem zatrudniony w Legii‚ tylko w ITI. Na tym wyjeździe też jestem z ramienia ITI‚ Legia z tego tytułu nie ponosi
nawet kosztów.
– Ta oferta była wyzwaniem‚ bo jest pan ambitnym człowiekiem‚ czy wzięły górę finanse?
– Finanse też mają znaczenie‚ ale nie dostałem więcej‚ niż zaproponowano mi w Wiśle. Spytałem pana Wejcherta‚ co ja powiem
teraz prezesowi Serwotce. Wyjeżdżam do Wisły‚ wracam do Odry. Pan Walter porozmawiał jednak z prezesem i on się zgodził.
– Smutne było to pożegnanie z Odrą?
– Odra na ten moment jest tak poukładanym klubem‚ że mogłem spokojnie odejść. Jest mocny zespół‚ a przy tym są pieniądze‚ bo udało się nam przeprowadzić kilka korzystnych transferów.
– Przed wylotem do Turcji na Okęciu – po lewej nowi‚ po prawej starzy znajomi. Jak pan się czuł?
– Fajnie‚ naprawdę. Posiedziałem z tymi‚ potem z tamtymi. Mam dużo znajomych‚ co może zaprocentować‚ kiedy zostanę w Legii. Kolejne rozmowy na ten temat będą‚ kiedy wejdzie ITI.
– A działa już pan?
– Obserwuję. Uczę się tej drużyny‚ zresztą takie było założenie. Dlatego przyszedłem już teraz. Albo masz dużo pieniędzy‚ albo ich nie masz. Ja jestem nauczony z Wodzisławia‚ że nie lubię rozrzutności. Sztuką jest kupić tanio i dobrze. Miał przyjechać tutaj Serb Dudić‚ nie ma go, więc nie sądzę‚ żebyśmy go pozyskali. Trener Kubicki musiałby go także obejrzeć. Ja mam pewną koncepcję pracy‚ a co z tego wyjdzie‚ na dzisiaj nie wiadomo. Tych młodych, obiecujących zawodników trzeba obserwować‚ powoli rozmawiać i starać się ich angażować. Żeby w Legii był wynik‚ trzeba zespołu na teraz i trzeba myśleć o przyszłości.
– Pociągnie pan ze sobą z Odry Marcina Radzewicza?
– Marcin Radzewicz kilka razy rozmawiał z Wisłą‚ ale tam na jego pozycję nie było zawodników. Legii on nie jest potrzebny na tę
pozycję aż tak bardzo‚ bo przecież trzeba na taki transfer wyłożyć pieniądze. Gdyby Marcin był lewym obrońcą‚ to byłaby inna rozmowa.
– Nie boi się pan‚ że Warszawa może pana „pożreć”? To jednak nie Wodzisław.
– Czy w Legii‚ czy w Odrze‚ czy w Wiśle‚ nie robiłbym czegoś nowego. Nie będę przecież skręcał śrubek‚ albo pracował na szlifierce. W sprawach zawodowych dam sobie radę. A presja będzie. Ze strony kibiców‚ ze strony mediów. Przyszedłem tu – to znaczy‚ że zabieram komuś pracę. To jest marzenie wielu ludzi‚ pracować w Legii. Będę kimś obcym‚ ale nie intruzem. W Legii nie można sobie pozwolić na eksperymenty‚ kupowanie młodych tanich piłkarzy i czekanie aż coś z nich wyrośnie albo nie.
– Kibice na razie mówią o panu z szacunkiem i dają panu kredyt zaufania.
– I ja się z tego cieszę‚ ale nie wyciągnę dwóch‚ trzech gości z kapelusza. Musimy się uzbroić w cierpliwość‚ a kibice muszą to zrozumieć. Odra a Legia to dwa zupełnie różne kluby. Odra miała inną politykę. Dawaliśmy pieniądze do budżetu z transferów.
Sprzedaliśmy Ziarkowskiego‚ Rockiego‚ a za nich ktoś musiał grać. Ale wypłynęli Radzewicz‚ Nowacki.
– Czy Legia bez wzmocnień‚ a na to się zanosi‚ może zdobyć mistrzostwo Polski?
– Te wzmocnienia personalne powinny być załatwiane wcześniej. Nie mogły być z pewnych względów. Teraz na razie nie ma sensu grzebać w rynku‚ szukać kogoś nowego‚ byle był‚ na szybko. Ci chłopcy są na czwartym obozie, są ze sobą zgrani‚ nie wiadomo‚ jakby odnalazł się teraz nowy zawodnik. A szansa na mistrza jest zawsze. W obecnym składzie jest kilku wyróżniających się zawodników. Mamy tylko cztery punkty straty do Wisły. I jesteśmy faworytem do zdobycia Pucharu Polski‚ a co za tym idzie na grę w europejskich pucharach. Nie wygląda to więc tak źle.
– Piłkarze już żyją meczem z Odrą na Łazienkowskiej. Dla pana to będzie dziwny mecz. Komu pan będzie kibicował?
– (chwila ciszy) Tak‚ to będzie dobre spotkanie (śmiech). Jeżeli będę wtedy w Legii‚ to będę za Legią. Wiadomo‚ sercem jestem
też w Wodzisławiu‚ bo pięć lat pobytu tam zrobiło swoje. Serce będzie biło mocniej‚ ale będzie rozdarte na pół.
– Zdradzi pan jakieś sekrety wodzisławian nowym pracodawcom?
– Znam Odrę od kuchni‚ ale niejednokrotnie bywało‚ że na mecze jeździło po trzech trenerów i nic to nie dało‚ bo przyszło do konfrontacji i tamto okazało się tylko teorią. Ja mogę wyznać jedno – Odra będzie na wiosnę dobrym zespołem i trzeba będzie się namęczyć‚ żeby z nią wygrać.
Rozmawiał Przemysław Rudzki
Wywiad
Król zimowej łapanki
czwartek, 26 lutego 2004 10:59
Edward Sochaźródło: Przegląd Sportowy