Gol Josue z rzutu karnego zadecydował w niedzielę o wygranej nad Radomiakiem Radom i tym samym przerwaniu serii ligowych przegranych. "Wojskowi" wreszcie zainkasowali trzy punkty, chociaż momentami gospodarze mocno im zagrażali.
Legia Warszawa
Łukasz Kuźma
Radosław Siejka
Piotr Podbielski
Marcin Szczerbowicz
Szymon Marciniak
Tomasz MarciniakGol Josue z rzutu karnego zadecydował w niedzielę o wygranej nad Radomiakiem Radom i tym samym przerwaniu serii ligowych przegranych. "Wojskowi" wreszcie zainkasowali trzy punkty, chociaż momentami gospodarze mocno im zagrażali.
Początek spotkania toczył się w spokojnej atmosferze. Pierwszy kwadrans nie przyniósł praktycznie żadnych ciekawych sytuacji. Co prawda przewagę w posiadaniu piłki i w czasie przebywania na połowie rywala mieli legioniści, ale niestety niewiele z tego wynikało. Piłkarze Kosty Runjaicia atakowali głównie skrzydłami, skąd dośrodkowaniami szukali wysokiego Blaza Kramera. W 21. minucie po wrzutce z rzutu rożnego pierwszy celny strzał na bramkę Radomiaka oddał Steve Kapuadi. Środkowy obrońca najwyżej wyskoczył w polu karnym przeciwnika, ale niestety trafił nieczysto w piłkę, więc spokojnie interweniował Albert Posiadała. Zaraz potem groźnie było pod drugą bramką. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego bardzo mocno się zakotłowało i na szczęście defensorzy zdołali zażegnać niebezpieczeństwo.
W 26. minucie arbiter podyktował dla Legii rzut karny za faul Franka Castanedy na Pawle Wszołku. Piłkarz Radomiaka zachował się w swojej szesnastce bardzo nieodpowiedzialnie, atakując wyprostowaną nogą pomocnika stołecznego klubu. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Josue i bardzo pewnie pokonał golkipera z Radomia. Od tego momentu gościom grało się zdecydowanie prościej. Z "Wojskowych" zszedł nadmiarowy ciężar i wydawali się biegać z większym luzem. Wkrótce obejrzeliśmy więc kolejną ciekawą akcję Legii. Na prawej stronie z piłką ruszył Wszołek, który na wysokości pola karnego dośrodkował ją do nadbiegającego po drugiej flance Gila Diasa. Portugalczyk uderzył futbolówkę z powietrza, jednak niestety trafił wprost w Posiadałę.
Ta niewykorzystana szansa mogła zemścić się na graczach Legii już chwilę później. Rafał Wolski posłał znakomite podanie za linię obrońców do urywającego się defensorom Ediego Semedo. Portugalczyk stanął oko w oko z Kacprem Tobiaszem i zmarnował stuprocentową okazję, posyłając piłkę obok słupka. W końcówce pierwszej połowy obraz gry mocno się wyrównał. Radomiak zaczął odważniej poczynać sobie w ofensywie, natomiast Legia nieco spuściła z tonu i bardziej skupiała się na obronie.

Kilka minut po przerwie do interwencji zmuszony został bramkarz Radomiaka. Posiadała pewnie złapał piłkę kopnięta przez Slisza. Zadanie miał jednak o tyle ułatwione, że po drodze odbiła się ona od jednego z piłkarzy, co mocno wyhamowało jej prędkość. Po godzinie gry wynik nie ulegał zmianie. Legia kontrolowała boiskowe wydarzenia i zasłużenie prowadziła, chociaż trzeba przyznać, że brakowało w jej wykonaniu składnych akcji w ofensywie. W 70. minucie akcja z niczego, która omal nie skończyła się golem wyrównującym. Dosyć niespodziewanie z prawej strony boiska zaskoczyć Tobiasza chciał Semedo i bramkarz Legii musiał mocno się natrudzić, aby odbić lecącą piłkę.
Kwadrans przed końcem regulaminowego czasy gry ponownie z dobrej strony pokazał się Semedo. Zawodnik Radomiaka znalazł się w polu karnym Legii i najpierw jego próbę zablokował Rafał Augustyniak, a za moment został w ostatnim momencie zablokowany. Gospodarze nie ustawiali jednak w atakach, zamykając legionistów na ich połowie na długie minuty. W doliczonym czasie gry o krok od gola dla Radomiaka. Po wrzutce dobrze główkował Mike Cestor, ale na całe szczęście nieznacznie się pomylił.